Kraina Kayami

Przyłącz się do naszego fantastycznego świata...
 
IndeksFAQSzukajRejestracjaGrupyUżytkownicyZaloguj

Share | 
 

 Dom Cechu Czarodziei

Go down 
AutorWiadomość
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Dom Cechu Czarodziei   Pią Lut 27, 2009 5:31 pm

W tym miejscu czarodzieje mogą opisać swoje treningi(MG po ocenie postu przydzieli punkty doświadczenia).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Wto Mar 03, 2009 1:19 pm

Wchodzi do domu cechowego.
- Witam! - mówi do ekspedientki.
- Ładne ma pani oczy ^^? Są możne wolne sale? - Otrzymując pozytywną odpowiedz, obiera klucze do sali i kieruje się w jej kierunku. Otwiera zamek, rozgląda się po dość przestronnym pomieszczeniu.
- No, no, no ładnie tu. - Zadowolona minka.
Chwycił parę buteleczek z jakimiś płynami. Popatrzył nań uważnie.
- No co my tu mamy... - Przyjrzał się jednej butelce.
- ekstrat z haszyszu...może się przydać! - schował flakonik pod pazuchę.
Przejrzał w ten sposób resztę butli.
- Do roboty!
Chwycił wyciąg z lawendy i łój albatrosa (^^) wymieszał oba składniki i wypowiedział parę złów w nieznanym języku. Eliksir zaczął wrzeć. Vall popatrzył do środka i od razu odchylił głowę, z gara wyleciał flaming.
- Wiedziałem! Albatrosy i flamingi mają wspólne korzenie ha!
Zadowolony chwycił butelkę z ekstraktem z haszyszu i upił łyka.
- hihihi! Dobre to... - W głowie mu się zakręciło. Ugryzł jabłko i wpadł mu do głowy pomysł.
- Gdzie to jest gdzie to jest? - Przeszukał salę co chwilę coś kładł na stole. W końcu stanął przy nim znajdowało się przed nim glin, rdza (tlenek żelaza), czarny proch, jabłko, sznurek i zapalnik.
- No to do roboty! - Wydłubał miąższ z jabłka wadził do niego proch.
- Co teraz?! Co teraz?! - Znów upił trochę ekstraktu. Po zastanowieniu wymieszał glin z rdzą i dosypał ją do prochu z dodatkiem małych i ostrych kawałków metalu. Wsadził zapalnik w miejsce ogryzka i przeplótł go nitka którą zaczarował by przypominała szpulkę (nooo ten dzyndzelek u jabłka xD).
- Gotowe! - Podskoczył radośnie.
- Teraz testy! - Udał się do pomieszczenia w którym zazwyczaj przeprowadzało się niebezpieczne eksperymenty. Odczepił szpulkę i uciekł za szybkę - jabłko po chwyli wybuchło robiąc duże bum! a w okół powbijały się kawałki metalu. Zadowolony powiedział.
- Królewna śnieżka by tego jabłka nie przeżyła... - I wyszedł.

//pisałem w szkole po prostu a lekcje się skończyły :P


Ostatnio zmieniony przez Vallorth dnia Czw Mar 05, 2009 6:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Sro Mar 04, 2009 11:57 pm

Cech Czarodziei. Dowiedział się iż to tutaj znajduje się główne zarządzanie oraz pracownia tej bardzo bliskiej mu profesji. Wszedł.

Rozglądnął się i zauważył już jakiegoś mężczyznę.

- Nie będę mu przeszkadzać - pomyślał i podszedł do stołu w prawej części pomieszczenia i zaczął patrzeć na składniki - co my tu mamy, no no no...

Zaczął eksperymentować i mieszać je. Patrzył co wyniknie poprzez dodanie wrzątku oraz pokrzyw wschodnio-morskich wraz z szczyptą brunatnego pieprzu.

- Będę trenować dopóki nie zdołam czegoś zrobić, jakiejś mikstury! - krzyknął po czym zabrał się z powrotem do pracy jakże czasochłonnej. Lecz na razie herbatka: wrzątek, pokrojona cytryna, liście orzechowca oraz lnu. Zamieszał i wypił. Poczuł się bardzo dobrze.

- Mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm -
zamruczał i dalej eksperymentował z miksturami.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Czw Mar 05, 2009 1:54 am

Jak coś zaczynacie to kończcie, a jak nie to najlepiej piszcie sobie w wordzie i dopisujcie za każdym razem jak wam coś do łba wpadnie. Tutaj wklejacie tylko gotową prace. Jakby każdy tak robił to byłby niezły burdel. Później ciężko cokolwiek ogarnąć.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Czw Mar 05, 2009 7:55 pm

//Zmienione koniec xD
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Czw Mar 05, 2009 11:50 pm


+ 50pd

Powinno być 30 max, ale pomysł był dobry xd następnym razem proszę więcej.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Pią Mar 06, 2009 1:23 am

Nadal pracował... miał jakoś inny humor, trochę zepsuty. Był smutny, a raczej obojętny na wszystko poza jedną osobą.
Mieszał składniki "z życia wzięta".

Zaczął nucić pod nosem...


'Jakby tylko dzień pozostał nam by żyć,
co byś zrobiła gdyby jutro czar prysnął,
skończył się świat, szlag trafił wszystko,
nie wybiegam myślą tak daleko w przyszłość
i Ty wiesz to, ja chciałbym wiedzieć, że wyszło'



- Taaaaaa... - mruknął i wsypał rozsypany ametyst do flakonika i pomieszał z wrzątkiem - Mówią, że tak się robi napój miłosny...

Po ekperymentowaniu zaczął grzebać w składnikach i miksturach oraz przepisach. Zauważył wiele znajomych notatek, lecz dodał coś od siebie.

Wymieszał sok z smoka katmandzkiego i napój z czereśni, trochę cytryny, oraz tuńczyka.
- No może jeszcze jednego piernika alpejskiego - powiedział sam do siebie.

Nastąpił wybuch i czerwony dymek, który uformował się w czaszkę.
- Zachwycające! - krzyknął Lincoln.

Spakował swoje manatki i poszedł spać do kantorka obok pracowni szamana.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Pią Mar 06, 2009 4:19 pm

Ja was błagam o dłuższe i sensowniejsze prace. Minimum strona a4, inaczej nie będą w ogóle sprawdzane. To samo z tym 'rozrzucaniem' ich po całym temacie w częściach. Jest możliwość edycji posta.

Lincoln + 50pd. I po raz ostatni zawyżam tak punktacje. Polecam ten temat, jeżeli nie wiecie ja ma to wyglądać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Pią Mar 13, 2009 12:23 am

Obudził się by ponownie spróbować trudnego treningu praktykującego szamana. Wszedł po schodach na górę, skręcił w korytarz po lewej stronie. Podejrzewał, że wszystkie drzwi prowadzą do sali treningowych lub do magazynów z eliksirami i składnikami, ale zauważył jedne tajemnicze drzwi zarośnięte bluszczem.
Skąd mógł wyrosnąć bluszcz na piętrze budynku w środku miasta. Na pewno musiał ktoś go wyczarować, no bo jak inaczej?

Lincoln podszedł do drzwi i pchnął je... Za nimi ukazała się... inna rzeczywistość, wielka złota brama porośnięta pnączem róż, a za nią tajemniczy dworek oraz tęcza na niebie o chyba wszystkich istniejących barwach. Najbardziej piękną rzeczą, a raczej istotą, którą zauważył chłopak w tym "nowym świecie" była piękna dziewczyna o brązowych włosach i białym fartuchu z konewką, którą podlewała kwiaty w ogrodzie za bramą.
Lincoln podszedł do owej bramy i otworzył ją szelestem, żeby nie spłoszyć dziewczyny. Kiedy przeszedł przez próg poczuł się jakoś dziwnie, cóż to mogło być.
- Co do... - krzyknął do siebie w duchu, bo nagle zobaczył świat "z dołu".
Stał się... stał się... kotem!?

Dziewczyna obróciła się słysząc jakieś "szepty", wzięła zamienionego Lincolna - kota na ręce i usiadła na ganku.
Lincoln nadal nie mogący się połapać, o co w tym wszystkim chodzi, ale kiedy zobaczył z... dużego "bliska" biust nieznajomej dziewczyny już wiedział, że nie ważne co się stało ale jest fajnie.

Nieznajoma wraz z kotem, wyszła z ogrodu i weszła do małego dworku. Dom był zbudowany i udekorowany w klasycznym stylu, trochę ekstrawagancko, ale dało się przeboleć. Lincoln zauważył, że dziewczyna wyjmuje z szafy jakieś słoiki i świeczki oraz pudełka i kieruje się do wielkiego owalnego stołu na którym miała uszykowaną aparaturę początkującego alchemika. Zaczęła mieszać składniki i tworzyć... tworzyć mikstury.

- Trochę aloesu i cynamonu... - szeptała swoim ponętnym głosikiem tajemnicza dziewczyna.

Lincoln skoncentrował się nie tylko na wdziękach swojej "opiekunki" ale i na sporządzaniu mikstur i eliksirów. Wiele się uczył przez te chwilę spędzone w czarodziejskim świecie, bo w końcu on też się tym zajmował.

- Nazywam się Lana, dzięki Ci, że mnie odwiedziłeś... już tak dawno nikt tu nie przychodził - powiedziała dziewczyna. Lincoln chciał coś odpowiedzieć, nawet mu się udało, ale pomyślał, że raczej mówił do siebie niż do zewnętrznego świata.
- Myślę, że musisz już iść... nie martw się, jesteś pięknym chłopcem, ale chciałam zobaczyć cię jako kota. No cóż, jako kot wyglądasz jeszcze piękniej. Gdy przekroczysz bramę, z powrotem staniesz się człowiekiem. Zapamiętaj to co robiłam, co ci mówiłam, pewnie ci kiedyś to się przyda - uśmiechnęła się - Idź już.

Lincoln nie mógł się sprzeciwić. Wyskoczył z jej ramion i pomaszerował swoimi łapkami do wyjścia z dworku. Troszkę mu to nie wychodziło, pierwszy raz w roli kota na czterech łapach. Zbliżył się do złotej bramy i obracając się z tęsknotą za uśmiechniętą dziewczyną, przekroczył bramę.

Wylądował na znanym korytarzu w Cechu Czarodziei. Musiał chwilę odczekać zanim połapał się w tym wszystkim. Poczuł w kieszeni, 2 eliksiry oraz parę rolek małych przepisów. Długo nie będzie mógł o tym zapomnieć.

Obrócił się by zobaczyć tajemnicze drzwi, lecz po nich już nic nie było, jedynie mały obraz, który przedstawiał dziewczynę trzymającą na rękach małego kota.


'... Nauczyła mnie, że można zmienić scieżki życia, którymi się podąża ...'
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Nie Mar 15, 2009 2:16 pm

Pojawił się przed domem cechowym, spojrzał na niego znudzonymi oczami i wszedł do środka.
Jak zawsze swym zwyczajem najpierw zagadał ekspedientkę - kokieterii nigdy za mało a szczególnie jeżeli przynosi ona dobre efekty. Po otrzymaniu klucza do swej ulubionej sali odwrócił się na piętach i ruszył w jej kierunku. Droga była stosunkowo długa bo sala mieściła się prawie na samym końcu cechu który w rzeczywistości był wielką halą z pomieszczeniami - mniejszymi i większymi ale wszystkie zawierały nie zbędny sprzęt do przeprowadzania badań.
Idąc zastanawiał się nad tym czego mu brakuje. Po dotarciu otworzył ją i wszedł do środka, po czym natychmiast wyskoczył.
- Kto kurde tam był!? Co tam tak śmierdzi?! - Wziął długi oddech i przyłożył sobie własna koszulę do twarzy zakrywając usta i nos. Znów wszedł do środka i pospiesznie skierował się do okien. Jak zawsze musiały być zamknięte na wszelkie sposoby. Za pomocą magii usunął gwoździe, klej, kłódki i bóg jeden wie co jeszcze. Otworzył to przeklęte okno i natychmiast wysunął głowę za nie. Odetchnął z ulgą, odwrócił się szukając rzeczy która tak śmierdziała.
- Kto nie sprząta po sobie?! - Był sfrustrowany on zawsze po sobie sprzątał i wymagał także od innych.
Po znalezieniu źródła odoru wyrzucił stare skarpetki przez okno - używając przy tym oczywiście haka znajdującego się w sali.
- Zabiję, zabiję! - Powtarzał mając na myśli tego który tu ostatnio pracował. Powstały przeciąg wcale mu nie przeszkadzał, był wręcz przyjemny wziął się więc do roboty. Jak zawsze najpierw sprawdził sprzęt - wszystko było sprawne, poza hakiem który stopniowo się rozpadał i od kontaktu z skarpetkami. Patrząc tak na rozpadający się metalowy hak wpadł na pomysł wytworzenia eliksiru młodości. Zaczął poszukiwać grubej księgi w której zawarte był prawdopodobnie wszystkie recepty świata - wiedział że to nie możliwe ale nigdy nie przeczytał nawet jednej dziesiątej tego co w niej się znajdowało. Zaczął poszukiwaniu, sprawdził regały, szafy i gabloty aż w końcu znalazł ją na metalowym stoliku który uginał się pod jej ciężarem. Podszedł i otworzył ją, zaczął powolnie wertować kartki.
- Gdzie to może być? - Otworzył ostatnie karty znalazł to czego szukał w podręcznym pięćdziesięcio kartkowym spisie treści, otworzył na odpowiedniej stronie i zaczął sprawdzać dostępność składników. Sam przepis był prosty ale miał w sobie trzy składniki które było stosunkowo trudno dostępne. Zamknął księgę i zostawił uchylone okno - wyszedł zamykając za sobą drzwi. Ruszył pośpiesznie ku wyjściu - na dworze było ciepło, w okół można było wyczuć zapach różnorakich magicznych ziół. Wampir niestety był zbyt leniwy by samemu je zbierać - za cel obrał sklep z magicznymi przedmiotami. Droga była przyjemna a sklep znajdował się stosunkowo blisko bo był w tej samej dzielnicy, stanął w końcu przed wielkimi drzwiami. Po sforsowaniu siłą drzwi rozejrzał się - wnętrze było przestronne na ścianach znajdowały się różne magiczne bronie i elementy zbrojeń. Podszedł do lady, po chwili zjawił się przed nim chochlik.
- Witamy w sklepie magicznym Chana! W czym mogę służy? - Powiedział najmilej jak się dało.
- Również witam! Potrzebuję kwiatostanu Koda, liści Skałokwiatu i łez bobra. - To ostatnie powiedział nieco ciszej, był to towar bardzo rzadki. Ekspedient popatrzył na niego ze zdumieniem.
- Łzy bobra, hmmm mamy jeszcze jeden flakonik, posiadamy jeszcze kwiat Koda. - Chochlik udał się na zaplecze po to by po chwili wrócić z składnikami.
- Zapakować ? - Powiedział wyjmując papierową torbę.
- Bardzo proszę, ile się należy?
- Dwa talary. - Wampir posłusznie zapłacił fałszywymi monetami i odebrał torebkę.
- Dowiedzenia! - Powiedział na odchodne, wyszedł. Słońce zaświeciło mu w oczy.
- Brakuje mi jeszcze liści...gdzie można je znaleźć? - Powiedział i zniknął.
Pojawił się w górach Albastrowych. Poszukiwania zaczął od lasów niedaleko. Po paru godzinach poszukiwań nie znalazł go. Ruszył ku szczycie, prawdopodobnie nie będzie tam kwiatu ale przynajmniej jest ładny widok! Po dotarciu na niego usiadł, coś pod jego tyłkiem chrupnęło. Odwrócił się i odgarnął powoli śnieg. Pod grubą pokrywą śniegu znajdowała się grupka skałokwiatów - uradowany zaczął zbierać kwiaty. Gdy zebrał wytaczającą ilości znikł i w ułamku sekundy pojawił się przed wejściem do cechu. Wszedł i ruszył powolnym krokiem ku swojej sali. Gdy otworzył drzwi nie zastał już odoru lecz przyjemny powiew wiosny. Wyciągnął wielki gar do którego wlał wody miesząc ją z łzami bobra. Gdy mieszanka zagotowała się dodał kwiat koda i płatki róży herbacianej. Wywar zaczął pulsować energią. Po dwóch godzinach dodał liście znalezione w górach. Z gara buchnęła para, na koniec chwycił nóż i podciął sobie palec tak by spadły do mikstury spadło 5 kropel jego krwi.
- Sya hamba, hamba sya hamba, hamba sya hambe kukanienquedo! - Zaśpiewał.
Gar wypełnił się niezwykła energią wszędzie była para która skutecznie uniemożliwiała widzenie, wampir poczekał chwile i przelał zawartość do pięciu buteleczek. Zadowolony schował je za pasem. Po sprzątał po sobie i wyszedł oddając klucze w recepcji.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Nie Mar 15, 2009 10:41 pm

Vallorth
No ok. Przyspieszyłeś akcje na sam koniec, widać, że nie chciało Ci się już pisać xp

+ 100pd

Lincoln
Wyszło trochę mniej niż strona A4, ale pomińmy to.

+ 75pd
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Sob Mar 21, 2009 6:08 pm

Ponury całun ciemności rozciągał się nad starym pałacykiem. Mury otaczające posiadłość, zniszczone czasem, niechętnie przepuszczały wiatr, świszczący głośno swą melancholijną, złowieszczą pieśń. Stada czarnych ptaków pojękiwały żałośnie, przemierzając podniebne tereny i krążac wokół posesji, jakby tylko czekały na czyjąś śmierć, zaś po dziedzińcu biegały szczury wielkości owczarków niemieckich. Pojawiłam się przed wejściem do budynku. Lekkim ruchem nadgarstka otworzyłam drzwi i już po chwili stałam w długim holu. Spojrzałam na kartkę z numerem pokoju, po czym spaliłam ją w swojej dłoni. Idac w stronę pomieszczenia z numerem 34 rozglądałam się po ścianach, obwieszonych obrazami, a postacie zdawały się wodzić za mną wzrokiem. Doszłam do drzwi. Nie miałam w nawyku pukania, więc weszłam od razu. Mroczne pomieszczenie z początku mogło wydawać się puste. Ale nie było. Obecność tajemniczej postaci można było wyczuć wręcz instynktownie.
- Mistrzu? - Rzuciłam w stronę odwróconego tyłem fotela – Słyszałam, że masz dla mnie zadanie..
- Oczywiście, po to cię wzywałem, mało inteligentna istoto!.. Stój poważnie! - Dodał, widząc, że chichcze, zamiast bać się jego przecudownej osobistości, o pedalskim głosiku, stojącej teraz przedemną – Idziesz na Ziemie..
- Łatwizna. - Przerwałam mu w połowie, co skwitował chrapliwym śmiechem
- Chciałabyś. Wysyłam cię do Polski. - Demoniczny uśmiech trochę mu nie wyszedł. Delikatnie mówiąc. - Masz sie zorientować, co da się zrobić, potem wrócić i za pomocą swojej magii przenieść Polske do piekła.
Rozumiem, że nie byłam dobrym demonem, no ale żeby mnie aż tak brutalnie wykańczać!? Dał mi jeszcze kartę kredytową bez ograniczeń „PKO Bank Polski - Kupujesz, my płacimy. Komornik czeka.” Głosił napis na jej odwrocie. Ci Polacy, to muszą być jakieś naprawdę dziwne istoty. Pokręciłam głową i zniknęłam.

Pojawiłam się w Polsce. - Jak leziesz ku**o! - Krzykneła jakaś dziewczyna, wpadając na mnie. Może tak u nich mówi sie „Przepraszam”? Był wieczór. Szłam dość długo wzdłuż jakiejś dziwnej ulicy, po czym zorientowałam się, że to miejsce nazywają Białystokiem. Moje długie glany błyszczały w świetle latarni, a czerwona sukienka zdecydowanie wyróżniała się od blokowego otoczenia. Z nudów podrzucałam sobie w ręce małą kulkę ognia. Pobyt tu najwyraźniej nie ograniczał mojej mocy. Stworzenia, przyodziane w modne dresy, wymontowywały właśnie radio z czyjegoś samochodu. Idąc dalej mijałam jeszcze wiele takowych grup. Trzy paski powiewały na wietrze, gdy istoty patrzyły na mnie spodełba. Aż chciało się przelać czyjąś krew. Postanowiłam jednak nie rzucać się zabardzo w oczy, więc poprzestałam na manifestowaniu niechęci swoją postawą. Gdy doszłam na róg ulicy, zauważyłam jakąś knajpe. - Może tam dowiem się czegoś ciekawego o tej całej „Polsce”- Mruknełam do siebie i weszłam do środka. Spojrzenia obecnych zwróciły się w moim kierunku. Chyba nie za często widują tu kogoś obcego, a do tego, w tak nietypowym stroju. W kącie pomieszczenia, na ścianie wisiało pudło, w którym poruszały się jakieś postacie. Pisnełam na ten widok, co ponownie przykuło do mnie uwagę obecnych – Nic się nie stało, to był tylko pająk – Udałam głupią dziewczynkę i pomachałam ręką. Skrzywiłam się, gdy już nikt nie patrzył. Znalazłam sobie miejsce w jakimś najciemniejszym rogu, z którego dobrze było widać cały bar, oraz owe gadające pudło.Głupawa melodyjka rozpoczeła tak zwany dziennik wieczorny.

”Truskolaski znów przyłapany na obmacywaniu Dody. (...) Afera narkotykowa powróciła na ławy sejmu. (...) Prezydent okłamał pół miliarda ludzi... (...) Trzynastolatek zamordował swoją wychowawczynię i 15 koleków z klasy. (...) Istnieją obawy, że produkcja broni biologicznej przeniesie się do Warszawy. (...) Kolejne ofiary alkoholizmu zamarźnięte na parkowych ławkach. (...) Polacy wołają o chleb. (...)”

- Oni tu mają piekło i bez moich czarów.. - Uśmiechnęłam się pod nosem. Wymknęłam się cichaczem. Czas się gdzieś przespać. Ale gdzie? Przemierzałam ulice, aż w końcu natrafiłam na wielki szyld z napisem „Hotel – tylko u nas obskurne noclegi za pół ceny”. Weszłam do środka i podeszłam do lady.
- Jak leziesz ku**o. - Powiedziałam do ekspedientki, która podeszła, pamiętając przeprosiny z mojego przybycia tu. - Pokuj na jedną noc.
Kobieta zmierzyła mnie zdegustowanym spojrzeniem i podała mi klucz, gdy tylko zapłaciłam. Dziwne miejsce. Wzruszyłam ramionami i poszłam do pokoju.
Następnego dnia po oddaniu kluczy, opuściłam to miejsce. Postanowiłam, że poznam jeszcze trochę historię tego dziwnego miejsca, po czym wrócę i wezmę sie za czary. Po długich poszukiwaniach znalazłam jakąś biblioteke. Złapałam za wielki stos ksiąg o historii tego nędznego kraju i rozpoczełam lekturę. Po pewnym czasie podeszła do mnie mała, może 5-cio letnia dziewczynka, ubrana na różowo. Normalnie nóż by mi się otworzył w kieszeni, gdybym go miała.
- Proszę pani, co pani czyta? - Zapytała dziewczynka tym niewinnym głosikiem, na którego dźwięk, zapaliła się we mnie żyłka zawziętego psychopaty – Ma pani takie ładne oczy..
- Nie mam czasu smarkulo – Przerwałam jej
- ..takie ładne, mogę je sobie wziąść?
Twarz gównioary wykrzywił demoniczny uśmiech, tak perfidny, że już dawno nie widziałam czegoś takiego, nawet wśród demonów. Jej mała rączka z nożyczkami już zbliżała się niebezpiecznie do mojej twarzy – O ty mała su**! - Pomyślałam i zmróżyłam oczy. Pstryknełam palcami, a dziewczynka zmieniła się w dżdżownice. Nikt nie widział? Mam nadzieję, choć w sumie i tak zaraz zmienie ten ich beznadziejny świat. Zapałam za książki i wbiegłam za regały. Tam zniknęłam.

Pojawiłam się znów w korytarzu, pare pajęczyn przylepiło mi się do twarzy. - Czy oni tu nie sprzątają? - Skrzywiłam się, czyszcząc me oblicze. Weszłam do niewielkiego pokoju przeznaczonego dla pracowników. Tu mogłam spokojnie dokończyć czytanie, a następnie wykonać zadanie. Były tu wszystkie potrzebne materiały dla magików i czrownic. Tak więc, po narysowaniu na podłodze odpowiednich sdymboli i rozłożeniu ksiąg zaczełam działać. Wypowiedziałam pare złożonych zaklęć i tak przeniosłam Polaków do piekła. Skoro sami są gorsi od nas, to po co mam wymyślać? No ale nie marnujmy czasu. Trzeba zobaczyć co z tego wyszło. Wziełam więc mise i nalałam do niej jakiegoś niebioeskawego płynu z flakonu, który stał na jednej z półek. Wyszeptałam pare słów, a w owej cieczy ukazał się obraz, przedstawiający to, co się teraz dzieje w piekle. Wyglądało to troche, jak w tym pudle w barze... Spojrzałam w tafle. Chyba bym, umarła, gdyby nie to, że praktycznie nie żyłam... Lucyfer pijany śpiewał jakąś piosenke o robaczkach, razem z jakimiś menelami. Kotły powywalane. Polacy gwałcą demony, czemu te protestują tylko połowicznie. Giertych wygłasza mowę o pokoju, wymachując nożem nad wcześniejszym Sędzią Najwyższym Piekielnej Rady Starszych. Małe dziewczynki malują ściany na różowo. A... Tu zbladłam już całkiem. ...babcie w mocherowych beretach, machają bibliami i krzyczą na Ksiecia Ciemności, przyszłego nastepce Lucyfera, za to, że nie trafiły do nieba, jak to im Ojciec Dyrektor obiecał.
- Nie, nie, nie! Nie moge tego tak zostawić! - Złapałam się za policzek i zaczełam rysować kręgi od nowa. Skończyłm mówić zaklęcia i szybko spojrzałam w naczynie. Teraz znów wszystko było na swoim miejscu. Owszem Polacy byli w piekle, ale już tam gdzie ich miejsce. Kaczyńscy w jednym kotle z Tuskiem. Giertych z lewicą. Poupychani jak sardynki oblewali się wzajemnie olejem, smołą, lawą.. W zależności od tego w czym siedzieli.
Wypuściłam głośno powietrze z płuc. - Co za męka z tymi Polakami! - Jęknełam wychodząc z pomieszczenia. Wróciłam do mrocznego pokoju, w którym siedział mistrz. Weszłam zmordowana, a on.. Zasmiewał się w piekłogłosy tym swoim pedalskim, chaotycznym głosem. Brzmiał trochę jak pijana kura z czkawką. Wystawił palec w moją stronę, aż miałam ochotę mu go uje... znaczy się oderwać.
- Czego? - Uniosłam brew
- Obserwowałem cię – Uśmiechną się z cynizmem, który nie wyszedł mu w najmniejszym chociażby stopniu. - Nawet trochę jestem zdziwiony, że w końcu jakoś to poukładałaś.. Ale przejdźmy do rzeczy. Tak naprawde, to nie było twoje zadanie...
- Co? - W tym momencie szczęka mi opadła
- Bo właściwie, to miałaś tylko stworzyć magiczny miecz płomienny.. ale stwierdziłem, że tak będzie zabawniej. Poza tym nabyłaś doświad...
Nie skończył mówić, bo rzuciłam się na niego z pięściami. Kiedy się wreszcie wyżyłam, wyszłam trzaskając drzwiami. Zeszłam do piwnicy, gdzie były maszyny do produkcji mieczy. Starannie wykonałam każdą jego część, po czym rzuciłam na owy przedmiot szereg odpowiednich zakleć. Wróciłam do pokoju i spojrzałam na mężczyzne owijającego rękę bandarzem. Wbrew moim przypuszczeniom, on uśmiechną się do mnie. Podałam mu broń z chłodną miną. Ten obejrzał ją dokładnie, wypróbował i przemówił.
- Idealnie. Bardzo dobrze się spisałaś, możesz iść..
- Mhm.
- ..dobrze we wszystkich zadaniach. – Dodał kiedy już wyszłam i zachichotał.
Odeszłam bez pożegnania. Zaczerpnęłam świeżego powietrza. Zniknęłam, wróciłam do siebie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Sob Mar 21, 2009 6:42 pm



"Rozdziel materię suchą od mokrej. Rozdziel to, co znajdziesz na górze od tego, co na dole. Rozdziel to, co pochodzi ze wschodu od tego, co narodziło się na zachodzie. A gdy tego dokonasz, posiądziesz tajemnicę wody, która nie moczy rąk, a postępując tak dalej cierpliwie, dokonasz wielkiego dzieła."

Zawitał ponownie do Cechu Czarodziei. Po wejściu do pomieszczenia, w którym był już z parę razy, skierował się w korytarz po prawej, lecz nagle przystanął. Przystanął, bo zobaczył nieznajomą postać w kapturze.

- Widocznie jakiś podróżnik, który zabłądził... -
pomyślał Lincoln i podszedł do zakapturzonego, pytając się czy mu nie pomóc. Ten szepnął "Chodź za mną" i ruszył w stronę drzwi wyjściowych, a za nim Lincoln. Wyszli na zewnątrz i nieznajomy ruszył w stronę ogrodu. Tak, Cech Czarodziei posiadał niewielki ogród, w którym rosły różne rośliny - najczęściej składniki do prostych eliksirów. Lincoln ruszył za swoim "przewodnikiem" za ogromną skałę, gdzie zauważył drewnianą klapę, przykrytą liśćmi. Nikt wcześniej jej nie widział i nie słyszał o czymś takim. Nieznajomy wskazał palcem na klapę. Lincoln skapnął się, że to on musi ją otworzyć. Uklęknął i odsunął zwiędłe liście na drewnie i otworzył ją. Jakaś siła, pewnie magiczna odepchnęła jego rękę. Dopiero teraz zauważył dziwne wejście na klucz, albo coś w tym rodzaju. Niestety nie posiadał klucza. Spojrzał się za siebie, na zakapturzonego. Ten trzymał kolorowy klucz w dłoni. Lincoln wziął klucz i włożył go w otwór w klapie. Otworzyła się. Mężczyźni zobaczyli schody w dół, na dole było ciemno. Zakapturzony wyjął dziwną różdżkę, pomachał nią dookoła i zaświeciła się dając promienie światła. Tym razem "przewodnikiem" okazał się Lincoln, który pierwszy postawił nogę na schodach - żałował tego, bowiem runął jak torba ziemniaków na dół. Poczuł, że upadł na czymś miękkim. Tak, to było dosyć miękkie. Poczekał na schodzącego ze schodów zakapturzonego, bo dzięki jemu różdżce mógł zobaczyć co to jest. Przez ułamek sekundy zauważył, że nieznajomy się śmieje, może mu się wydawało? Nie wiedział.
Gdy promienie światła padły na pomieszczenie, Lincoln omal nie umarł ze zdziwienia. Otóż, siedział na płatkach Inisciusta - rośliny bardzo rzadkiej, która dawała niesamowite efekty w alchemii. Wziął tyle ile mógł w kieszeń i już chciał wracać, ale mężczyzna nie pozwolił mu i ponownie wskazał swoją mocarną ręką ciemny korytarz na przeciw schodów, którymi przyszli. Lincoln nie zobaczył go za pierwszym razem, pochłoniony emocjami nad rzadką rośliną. Skierowali się w stronę korytarza.
Z czasem wchodzenia głębiej, zauważył, że korytarz już nie przypomina ciemnej kopalni a raczej normalny "domowy". Szli dalej, Lincoln, zawsze kiedy próbował się coś spytać nieznajomego, nie słyszał odpowiedzi.
- Może to nie mowa... - pomyślał, ale zaraz przypomniał sobie jak nieznajomy powiedział parę słów w Cechu Czarodziei. Szli i szli, raz po schodach, a raz na równej płaszczyźnie. W końcu, Lincoln zauważył, że korytarz się nagle kończy. Spojrzał w górę i zauważył klapę. Podobną do tej w ogrodzie, ale nie taką samą, trochę inną. Stanął na palcach i otworzył ją. Zobaczył światło, ale już nie z różdżki zakapturzonego, ale ze starego lampionu na górze. Wskoczył tam, a za nim nieznajomy.
- Tak myślałem! - krzyknął Lincoln, który teraz zrozumiał, że są w... Cechu Czarodziei!

* * *


Zakapturzona istota wychodząca z Cechu, która skierowała się w stronę lasu była widziana przez naocznego świadka.

***


Klapa w ogrodzie, "korytarzowy tunel", wejście do Cechu. Tak to wszystko się łączyło. I jeszcze rzadki składnik do eliksirów.
Lincoln pomknął przez korytarz i skręcił w lewo i nacisnął klamkę od drzwi. Wszedł do pomieszczenia z wielkimi na 10 metrów regałami z książkami, przepisami, archiwami i innymi dokumentami o treści magicznej. Tak to była Biblioteka Archiwalna Cechu Czarodziei (BACC). Mknął przez przejście między regałami jakby ktoś go gonił. Dotarł do jednego innego mebla niż wszystkie - czarnego kredensu. Położył rękę na uchwycie od szuflady i pociągnął. Szuflada wysunęła się i jego oczom ukazała się stara księga, porośnięta trawą jej tytuł brzmiał: "Mikstury i eliksiry - prawdziwa moc szamanów". Do tej księgi byle kto nie miał dostępu, musiało należeć do CC i mieć znajomość z woźnym. Lincoln miał tą znajomość. Otworzył książkę na stronie o roślinie Inisciusta i przeczytał na głos, a może w myśli kawałek.

"Inisciust wykorzystywany jest do tworzenia eliksirów, które po wypiciu, krążą w organizmie człowieka, a następnie do jego mózgu wysyłane są misterniczne płyny, które sprawiają, że dany człowiek jest bardziej skłonny do wyjawiania sekretów, tudzież tajemniczych planów (...)"


Lincoln miał tej rośliny bardzo dużo, postanowił spróbować zrobić parę mikstur, a resztę sprzedać na bazarze. Eliksiry udało mu się stworzyć: dodał kilka innych składników, ów rzadką roślinę oraz wrzątek i jad pytona amazońskiego - który znalazł w magazynie Cechu. W fiolce zagotowało się i wybuchł mały dymek. To oznaczało sukces.

Ile jeszcze tajemnic kryje Cech Czarodziei, ile przygód i wędrówek oraz tajemniczych przejść?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Nie Mar 22, 2009 3:43 am

Akumu
Ekhem, ekhem xd Akumu, masz Worda? Firefoxa? Przecież tam błędy poprawia! Wybaczę wszystko, ale 'koleków'? Ocb? :D Białystokiem? Jak już mówimy o tym REALNYM kraju to pisze się to 'Białymstokiem'. Uh, było tego trochę. A i wielokropek to trzy kropki '...' nie dwie '..'.

+ 120pd
+ 100t

Lincoln

'(...)dzięki jemu różdżce mógł' a nie jego? I nie 'pochłoniony' tylko 'pochłonięty' ;d Lepiej niż wcześniej.

+ 90pd
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Nie Mar 22, 2009 1:22 pm

(mój word nie poprawia mi błędów x<)
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Nie Mar 22, 2009 2:11 pm

[podobno ma być to świat fantasy, a nie współczesnej polski >.< no i te talary... ciekawe czemu nie dostałem ani jednego ... ^^ ]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   Nie Mar 22, 2009 6:02 pm

Dlaczego? A dlatego, że Akumu napisała swoją wyprawę w formie określonego zadania. Ty wykonałeś raczej 'trening'. I staraj się unikać 'kolorowania' tekstu -> przywilej MG.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Cechu Czarodziei   

Powrót do góry Go down
 
Dom Cechu Czarodziei
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Kraina Kayami :: Tereny pomiędzy królestwami :: Miasto kupców-
Skocz do: