Kraina Kayami

Przyłącz się do naszego fantastycznego świata...
 
IndeksFAQSzukajRejestracjaGrupyUżytkownicyZaloguj

Share | 
 

 Dom Cechu Zabójców

Go down 
AutorWiadomość
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Dom Cechu Zabójców   Pią Lut 27, 2009 5:14 pm

Tutaj każdy zabójca może opisać swoje umiejętności i rozwinąć je (post oceni MG i przydzieli punkty doświadczenia)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Zabójców   Pon Mar 16, 2009 9:13 pm

Pewnego mroźnego dnia obudziłem się o zachodzie słońca następnie ubrałem się i zacząłem się rozglądać po całym mieście .. Widziałem tylu ludzi..biednych …bogatych , lecz brak mi było doświadczenia żeby komu ktokolwiek cos zrobic… Chodziłem po całym mieście i obserwowałem ludzi chodząc po przedmieściach naszej krainy… Po kilku godzinach wędrówki byłem zmęczony i poszed do obskurnego pubu . Pub był norą gdzie widziano najbardziej przerażających jaki i najdziwniejszych typów . Podszedłem do barmana i zacząłem z nim gadać
-czy nie znalazła by się jakaś robótka (spytał znudzonym głosem)
-a owszem i by się znalazła ,lecz one są zbyt ciężkie jak na razie dla ciebie…(powiedział barman śmiejąc się lekko)
-ale nic nie ma jak dla mnie ?? nic ? kompletnie nic (powiedział zdenerwowanym tonem do owego barmana )
-ech… jak ci tak bardzo zależy … Willy ma dla ciebie jakąś robotę ( wskazał na obskurnego typa z brodą )Ej WILLY (zawołał ) Mam klienta dla ciebie (a następnie poszedł do innych klientów )
-A wiec potrzebujesz jakiegoś zlecenia ?? mmm dla takiego żółtodzioba znajdzie się cos na pewno (zaczął grzebać w kieszeniach i znalazł fotografie ) Na fotografii był facet z żoną …ładnie i schludnie ubrani …itp. itd
-i co ja ma….(nagle przerwał mu)
-nie przerywaj jak mówię bo się źle dla ciebie skończy chłopcze … (powiedział do niego ze złoszczonym tonem ) Po 1 nikomu o tym ani słowa . Po 2 Jak by kto pytał nie znasz mnie Zrozumiano??
-Oczywiście (odpowiedział bez najmniejszego zastanowienia się )
-No wiec sprawa jest prosta … codziennie od godziny 13 00 do 15 00 znika ze swojego posterunku … należy on do grona które może mieć Duzy wpływ na …mmm…. No więc chce żebyś mi powiedział dokąd on chodzi o tej porze … zrozumiano ???
-oczywiście (zająkał się i wyszedł z pubu )
-zaczekaj (następnie wcisnął mi do kieszeni mapkę gdzie on ma posterunek)
Szedłem na umówione miejsce spotkania przechodząc różnymi alejkami … Po 15 minutach doszedłem do miejsca… był to dziwny sklep… naprawdę dziwny ..było w nim tyle dziwnych przedmiotów … widziałem paru klientów u niego …obserwowałem go z daleka patrząc dokładnie …Nagle niż tond ni zowont powiedział cos klientom w sklepie i nagle wszyscy wyszli.. na drzwiach była ulotka odwrócona zamknięte… zobaczyłem jak zamyka drzwi i ruszyłem za nim… powoli coraz szybciej się poruszał wiec tępo też musiałem zwiększyć .. następnie założyłem na twarz dziwną maskę (która sama dopasowała się do skóry) Śledziłem owego mężczyznę do jakiejś dziwnej ściany… następnie stuknął parę razy w cegiełek i zniknął … (hmm może pójść za nim pomyślałem sobie )
Ale jednak zawróciłem … poszedłem szybki krokiem do pubu i powiedziałem wszystko co wiem Williemu
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Zabójców   Wto Mar 17, 2009 6:16 pm

A więc tak - ze wzgląd na to, iż jesteś tu nowy potraktuję pracę ulgowo. Polecam ten temat, zobacz sobie jak piszą inni. Tak powinno to wyglądać. Chodzi mi o ogólny zarys pracy tzn. wielokropki, kropki, dialogi, akcja itd.

+ 75pd
+ 100t
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Zabójców   Sro Mar 25, 2009 6:33 pm

Piękna noc, aby wyjść z komnaty na świeże powietrze. Droga ku Miastu Kupców minęła przyjemnie i bez większych niespodzianek, oprócz silnego wiatru wiejącego od wschodu w bok upadłego. Mowa o tym, ponieważ leciał, a nie szedł jak to miał w zwyczaju. Dziś dzień chciał jak najszybciej dotrzeć do cechu, a raczej swojego pracodawcy. Pogoda się z minuty na minutę pogarszała, dlatego też wylądował tuż przed bramą miasta i ukrył skrzydła, tak że były jego szatą wierzchnią. Tania sztuczka wszystkich anielskich istot, więc w tym momencie miał na sobie żywy płaszcz. Wiatr potargał mu włosy jak i ‘płaszcz’, odchylając wszystko na bok swoją siłą
- Upierdliwa pogoda, nie mam czasu, aby się z Tobą użerać
Wyjąkał, bo wiatr mu do buzi wleciał i narobił niezłego bałaganu w krtani. Zaśmiał się, bo jego głos zabrzmiał komicznie jak wyciągnięty z jakiejś kiepskiej bajki. Schylił głowę, chowają dłonie w kieszenie spodni, aby nie zmarzły. Postawił kilka kroków do przodu, chyląc głowy trochę niżej i ruszył do przodu. Uliczki miasta o tej porze były prawie puste. Spotkać żywą duszę było niezmiernie ciężko, a jak już to zdarzało się spotkać pijaka, dziwki. Normalne o tych godzinach, czasem bezdomni, ledwo ostających przy zmysłach przez dzisiejszą pogodę. Ramzes pewnym krokiem wchodził coraz głębiej w miasto, skręcając to w prawo, to w lewo na zmianę. Droga jego tak jednak długo nie trwała. W końcu skręcił w ciemną uliczkę, a na jej końcu zapukał kilka razy do masywnych drzwi. Kroki po drugiej stronie i ciężki, basowy głos odezwał się z pytaniem.
- Hasło?
Młodziak w postaci Ramzesa odchrząknął cicho, aby zebrać obolałą krtań do wypowiedzenia tego o co prosił tajemniczy głos. Oczywiście odpowiedź znał, przecież jego zleceniodawca o takich rzeczach go informował
- Stoliczek i nakrycie przy Bejebie
Mruknął i odetchnął z ulgą, gdy usłyszał trzaski. Jeden po drugim, oto osoba po drugiej stronie otwierała szereg zamków, więc sobie poczeka chwile. Hałas ten mieszał się z bijącymi o ziemię kroplami deszczu, który teraz zalewał okolicę swoim ciężkimi strugami. Wreszcie drzwi się otworzył, a chłopak bez słowa zaproszenia wkroczył do środka. Szybko przeszedł przez ciemne korytarze, znając już na pamięć drogę do tego gabinetu, gdzie miał znaleźć Aleksa. Zapukał grzecznie i wszedł. O dziwo oczom nie ukazywał się czarny scenariusz w stylu dom psychopaty czy też mordercy. Piękna, ogromna sala z bogato zdobionymi meblami, sprzętami oraz niezwykła architekturą zachwycała oczy. Uśmiechnął się pod nosem i podszedł do biurka, gdzie na fotelu siedział starszy już mężczyzna z wąsem, który męczył jednym z palców, kręcąc końcówkę.
- Widzę, że mój list dotarł. Oto reszta wskazówek oraz wiadomości, która Ci się przydadzą. Zapłata jak zawsze, pół teraz, połowa po sukcesie. Proszę.
Przysunął zapieczętowaną kopertę z tym co mówił, a mieszek z pieniędzmi rzucił mu do rąk. Upadły złapał to bez większego zastanowienia, sprawdził zawartość i zważył w ręce. Zawsze tak robił, aby sprawdzić ile tego jest. Schował wszystko za pazuchą. Skłonił się i już go nie było, zniknął okryty zasłoną czarnych piór.

Koniec? Nie do końca. Przenieśmy się teraz do miejsce, gdzie i nasz anioł się pojawił. W okolicy ciemno i światło ledwo widoczne, wydobywające się z dziury w jakiejś górze, co zwiemy jaskinią. Sam upadły opierając się bokiem o ścianę z prawej strony wejście do środka, sięgnął dłonią pod płaszcz ze skrzydeł. Rozpieczętował list i błyskawicznie odczytał zawartość podarunku.
- Znów porachunki między grupami bandytów, znów zabić przywódcę. Zawsze się w coś wpakuje. Podarł papier i otworzył dloń, a wiatr resztą się zajął. Zniszczył dowody, że został wynajęty. Zabójca w końcu nie może zdradzić pracodawcy. Wskoczył na jedno z większych drzew i przez prawie dwie godziny, obserwował co się dzieje w okolicach jego terenu działania. Po tym czasie wiedział już wszystko co potrzebował, teraz jedynie musiał wybrać drogę działania. Głośną i krwawą czy też cichą i równie zabójczą. Wybrał drugą, nie chciał robić niepotrzebnego hałasu w okolicy, jeszcze by ktoś z miasta usłyszał i miałby nie małe problemy. Zasunął kaptur na głowię, a twarz przysłonił czarną chustą. Jedynie oczy była nieokryte z kawałkiem twarzy. Nierozpoznawalny. Gdy tylko skończył, koło drzewa zaczął się kręcić jeden ze strażników
- Uh, trzeba oddać załadunek, thehe
Wyburczał ciężkim tonem, otworzył co musiał i chwycił swojego członka, aby wykonać potrzebę fizjologiczną. Anioł jedynie się skrzywił, ale jednocześnie demoniczny uśmiech zagościł na jego niewzruszonej twarzy. W tym zakątku było ciemno, więc i reszta straży nie zauważy co się tu stało. Spuścił się ciałem z gałęzi, sięgając jednocześnie dłońmi pod płaszcz. Wyciągnął sztylety, a w tym czasie mężczyzna, strażnik, zdążył zrobić ostatnią rzecz w swoim życiu. Zauważył oczywiście spadającego gościa.
- Do chole…
Nie zdążył krzyknąć, bo miał już podciętą krtań i jedynie począł się dusić jak małe, bezbronne zwierze. Po śmierci, jego ubranie posłużyło jako ubiór dla upadłego. Rozebrał, a truchło człowieka zostawił gdzieś w lesie na pastwę padlinożerców. Ubrał się i ruszył pewnym krokiem ku jaskini, a tu już patrol
- Witaj, jak patrol?
Odezwał się widocznie jeden ze znajomych martwego. Ramzes by się nie zdradzić jedynie przytaknął, że dobrze i czym prędzej ominął tegoż człowieka, aby obyć się bez problemów. Mógł zostać łatwo wykryty. Dobrze, był w środku, ale co dalej. Co pewien, określony czas mijały go dwuosobowe grupy patrolowe, złożone z uzbrojonych mężczyzn. Podszedł do jednej i zapytał się, zmieniając na ile mógł swój głos.
- Mam ważną wiadomość dla dowódcy.
Tamci popatrzyli na siebie i jedynie kazali iść mu przodem, widać nie rozpoznali. Miał jednak i tak problem, bo szli razem z nim. Prowadzili upadłego przez kręte, wyżłobione w litej skale korytarze. W pewnym momencie wygląd wystroju zmienił się dramatycznie. Gładkie ściany, wręcz idealnie płaskie wytworzone pracą ludzkich rąk. Prawdopodobnie niewolników. Wkroczył razem z tymczasowymi towarzyszami do większej części jaskini, wyższej i obszerniejszej. Na środku były mała wysepka, a wokół jakby fosa z jeziora. Niewielkiego, ale była już następna przeszkoda. Został zaciągnięty przed oblicze swojej ofiary tak jak chciał. Wyprostował się, a po jego obu stronach stali mężczyźni, a jeszcze dalej po 4 uzbrojonych. Widocznie tych ośmiu było strażą przyboczną. Musiał coś szybko wymyślić.
- Ściągnij kaptur, nie musisz się kryć. Jesteśmy przecież jedną wielką rodziną. Mów, cóż takiego ważnego miałeś do powiedzenia?
Mężczyzna w średnim wieku, broda, niechlujnie ubrany. Zwykły bandyta, niczym się nie różniący od innych oprócz swojego wyglądu. Nieco bogaciej odziany. „Bandyta” nasz opuścił kaptur, ukazując twarz jak i czarne, rozczochrane włosy. Szmery rozeszły się wokół, a wtedy jeden z roślejszych przybocznych podszedł do dniego.
- Z której jesteś grupy?
- Z drugiej panie, jestem nowy. Wybacz, jeżeli zrobiłem coś nie tak
Pokazowy upadek na ziemię i całowanie butów mężczyzny, a cóż innego miał zrobić? W nagrodę dostał z buta w twarz, a tamten jedynie burknął coś pod nosem.
- Daleko z tym ryjem szumowino, mów co masz mówić i wynoś się.
Przywódca przyzwolił na mówienie, a ten dziwne zamieszanie wstąpiło w szeregi obecnych. Ramzes korzystając z okazji podśmiewania bandytów, złapał w gołą dłoń przebiegającego pająka jaskiniowego, którego rzucił jednemu niezauważalnie za kołnierz celnie. Reakcja była natychmiastowa i został pokąsany, bo zemdlał po chwili, spadając jak kłoda. Oczywiście wszyscy rzucili się na pomocy, aby ratować kompana. Błąd, ponieważ zostawili bez opieki przywódcę. Został jedynie ten ,który poczęstował go butem.
- Zapłacisz za to, teraz
Szaleńczy uśmiech na twarzy zabójcy, a dokładniej Ramzesa wstąpił. Czerwone oczy, ooo tak. Od tygodnia nie spożywał krwi, a więc ten mu posłuży za posiłek. Miał w poważaniu, co się stanie. Takie zniewagi nie puści płazem, nie wypadałoby. Podkosił dryblasa, a ten upadł podobnie jak jego kolega, tyle że póki co żywy. Ramzes był już koło niego i jednie podciął mu krtań, ot aby nie krzyczał za bardzo jak będzie z nim robił porządek. Krew trysnęła na twarz upadłego, a oczy szkarłatem błysnęły. Wampir się obudził rzecz zyskująca pierwszeństwo w tym momencie? Pokarm. Wbił się cały ze krwi ofiary w tętnice bandyty. Wyrwał porządny kawał ciała, a krew poczęła tryskać i cieknąć jak szalona. Przy okazji wszystko poleciało też na pomagających umierającemu przez pająka. Krzyk i jeszcze większe zamieszenia.
- Co się do jasnej cholery tu dzieje! Brać go, zabić, cokolwiek idioci!
Krzyknął przywódca i zaczął uciekać. Było o przynajmniej 30sek za późno. Zbyt długo w strachu przyglądał się scence spożywania krwi przez hybrydę. Ramzes prawie, że automatycznie podniósł głowę, rozłożył skrzydła powalając nabiegających przeciwników na ziemię. Kilku robiło sobie głowie i poczęło kląć wniebogłosy. Sam upadły był już w powietrzu i złapał uciekającego i jednocześnie swoją ofiarę do zlecenia. Z ust i z kłów jeszcze obficie ociekała mu krew, ale nie przejął się tym. Główny bandyta zaczął się szarpać, a chwile później poczuł ból, bo jego zabójca rzucił nim o ścianę jaskini.
- Giń śmieciu
Warknął nasza anielska istota i zleciał niżej, robiąc zamach parą sztyletów. Scena była dość makabryczna. Pojedynczym cięciem obu sztyletów odciął głowę, która złapał za włosy, a reszta ciała jeszcze stała, tryskając krwi ż tętnicy na wszystkie strony. Na ścianie jeszcze znalazł się krwisty ślad cięcia zabójcy. Wrzucił głowę celu do worka, zabierając rubiny z kieszeni.
- Polecam się na przyszłość!
Krzyknął i zaczął uciekać ku głównemu wyjściu przed uzbrojonymi, cóż. Nie obyło się bez niespodzianki. Wybiegając z zakrętu, nie zdążył zrobić uniku i został nabity na włócznię. Chwila nieuwagi. Broń przebiła się przez miękkie ciało jak przez masło, raniąc i jedno ze skrzydeł. Na wylot, aż posoka pociekła upadłemu z kącika ust i kaszlnął krwi. Bolało, ale nie był to cios, który mógł go zabić czy też powstrzymać. Ból był niewyobrażalny, ale jedynie zwiększył szaleńczy nastrój. Obrócił workiem w dłoni i poczęstował nim atakującego, złamał włócznie i czym prędzej opuścił to miejsce, ciężko ranny z resztą włócznie w sobie.

Drugi dzień, świtało. Upadły leżał na drzewie cała zakrwawiony, ale jego szczęście że dużą ilość krwi wypił z tamtego bandyty.
- I tak nie ucieknie mi to
Mruknął i drążącymi rękoma złapał wystający drzewiec. Pierw położył powoli pierwszą dłoń, a później drugą. Zacisnął zęby, aby stłumić ewentualny krzyk. Palce mocniej zacisnęły się na resztkach włóczni. Czuł każdy najdrobniejszy ruch w swoich wnętrznościach. Jego szczęścia, że punkty witalne zostały ominięte. Jeden szybki ruch i krzyk, stłumiony krzyk. Rzucił drzewiec gdzieś w krzaki, aby opatrzyć się. Wyciągnął bandaż i szybko zrobił opatrunek, bolało. Cholernie bolało. Zranione skrzydło zdążyło się zregenerować przez noc. Wstał, pomagając sobie drzewem i chwycił worek z głową. Rozpłynął się w powietrzu, nie dając siły latać nawet.
Zmaterializował się już w środku pokoju swojego ‘pana’ rzucił worek już o kolorze krwistym na biurko.
- Zapłata i spadam
Wymamrotał Ramzes, zostały tylko formalności. Starzec sprawdził, czy głowa jest autentyczna, otwierając worek. Smrodem zaleciało, ale upadły się do tego przyzwyczaił. Staruszek uśmiechnął się i czym prędzej przymknął zawartość.
- Masz, należy Ci się.
Rzucił worek z drugą połowa zapłaty, a upadłego już nie było. Zniknął z tego miejsca, czując się wykończony przez to wszystko.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Zabójców   Sro Mar 25, 2009 7:21 pm

"Sam upadły opierając się bokiem o ścianę z prawej strony wejście do środka, sięgnął dłonią pod płaszcz ze skrzydeł." "Anioł jedynie się skrzywił, ale jednocześnie demoniczny uśmiech zagościł na jego niewzruszonej twarzy." - Jakie paradoksy xd Ramziu, stać Cię na więcej. Mam wrażenie, że piszesz to, o byle napisać. Czytałeś chociaż przed wysłaniem?

+ 145pd
+ 250t
- 20pż
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Zabójców   Sro Mar 25, 2009 7:25 pm

// Nie czytałem, prawda. Pisałem to dwa dni O_o Robiąc jednocześnie lekcje, nie umiem lepiej ot co. Nie dobijaj mnie, polski u mnie leży, ledwo trzy mam.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Zabójców   Czw Kwi 02, 2009 11:34 pm

Tej nocy dostał dość wyjątkowe zadanie od cechu, które było przesłane wcześniej przez radę jego własnego królestwa. Dzięki temu nocy nie przespał, a oka przy okazji nie zmrużył. Treść listu była dość szokująca, ale prawdziwa, a brzmiała tak:
„Zgodnie z wyrokiem Rady Najwyższej Królestwa Upadłych Aniołów, Azashal Rashu zostaje skazany na publiczną śmierć poprzez pozbawienie głowy. Do momentu wyroku skazaniec ma żyć i umrzeć zgodnie z tym co zostało uchwalone. Zmian nie przewidujemy, a na kata został wybrany król upadłych aniołów, czyli ty. Życzymy powodzenia”
List nie był zbyt formalny, ponieważ miał dojść tylko w dłonie króla. Rozpieczętowany list leżał na ziemi, a kartka podarta pałętała się na łóżku. Znów targały nim dziwne uczucia, wina? Kat nie powinien odczuwać takich słaby uczuć, powinien zabijać bez namysłu. Bez litości. Z nim było inaczej, każdy wyrok przeżywał wewnętrznie, każdą osobę opłakiwał wewnątrz siebie. Tłumił swoje własne ja, aby być królem jak najlepszym i katem idealnym. Tylko tak mógł przeżyć w tym świecie, gdzie takie zachwiania jakie on posiadał nie były w żaden sposób tolerowane.
„Wszystko wydarzy się jutrzejszego dnia, wszystko”
Pomyślał dość gryziony w dalszym ciągu tymi myślami, ale był dobrych myśli. Choć tym razem wymagali od niego trochę więcej niż jego kompetencje, postara się jednak dopełnić prośby rady jak tylko może. Noc była strasznie cicha w przeciwieństwie do tego co miało nadejść po wschodzie słońca. Ciemność…

Drugi dzień powstał szybko, a noc minęła bez większych nowości. Nie licząc tego, że było dosyć chłodno mimo nadchodzącej wiosny. Króla z nocnego transu wybudziło właśnie kochane słońce. Powoli i leniwie przebijając się swoimi promieniami przez balkon na jego twarz, sprawiając że ogarnął go błogi spokój. Źrenicy się zwężały w obronie przed zbyt dużą dawką światła, a ten powstał wyskakując z łóżka i lądując zwinnie na podłodze. Czas zacząć porządki z komnatą jak i samym sobą. Pozbierał leżące na ziemi zapiski, papiery i jakieś śmieci, aby zrzucić je w jedno miejsce, którym był stół. Chodź aktualnie wyglądał jak biuro. Pełno podań, zgłoszeń, papierów królewskich jak i dokumentów o wadze ściśle tajnej. Wykonał prosty ruch dłonią, wszystko zostało przeniesione do tajnego pomieszczenia gdzieś w podziemiach zamku. Rozejrzał się jeszcze badawczo po pomieszczeniu, szukając jakieś skazy związanej oczywiście z porządkiem. Nie odnalazł jednak żadnej.
Postawił kilka kroków w stronę najbliższych drzwi, które były od łazienki. Wszedł do ładniej wystrojonej, pachnącej, błyszczącej. Czego chcieć więcej przed tak pracowitym dniem. Zsunął z siebie szlafrok, bieliznę i wszedł do wanny, zapełnionej już ciepłą wodą. Ogólnie panowała tu nad wyraz gorąca atmosfera związana z parą, która co chwila opuszczała wannę w ogromnych ilościach. Przy czym osiadała na zimnych powierzchniach, które napotkała na swojej drodze, powoli się skraplając. Taka jedna kropla spadła na nos Ramzesa, który aż podskoczył w wannie i zniknął pod powierzchnią wody. Jak poparzony wyskoczył ze środka, kasłając wodą po chwili.
- No czego jeszcze, zamach na samego siebie
Pokręcił głową z niedowierzaniem, że ten dzień mógłby być dniem jego własnego pogrzebu. Wyciągnął dłoń ku ręcznikowi, aby otrzeć mokre ciało. Po tych wszystkich zabiegach pielęgnacyjnych i tym podobnych opuścił komnatę. Przed oczywiście zaopatrzył się w czyste ubranie oraz swoje bronie, z którymi praktycznie się nie rozłączał.
Wyszedł z swojej komnaty i trzasnął drzwiami dość celowo, aby wybudzić straże. Uśmiechnął się niewinnie i powiedział, aby nikogo nie wypuszczali, bo ma kilka ważnych sprawa do zrobienia. Po tych słowach szybko oddalił się z korytarza, aby skręcić w inny, bardziej ciemny i mroczny. Szedł tak dość długo aż na sam koniec, póki nie doszedł do drewnianych drzwi. Wyciągnął klucze i wsadził jeden z nich do zamka. Przekręcił kilka razy w lewo, a później raz w prawo. Wydobył się charakterystyczny hałas i drzwi osunęły się do środka, pozostawiając dalsza drogę wolną przed nogami władcy. Wkroczył do lochów, biorąc jedną z pochodni, aby się nie przewrócić na schodach. Były one zdradliwe i strasznie wilgotne, nie chciał złamać sobie kręgosłupa lub co gorsza skręcić kark. Takie rzeczy się zdarzały tu czasem.
Miarowy krok odbijał się od nasiąkniętych lękami ścian, aby znany dobrze wszystkim kat królestwa znalazł się na samym dole. Odstawił pochodnie na jedno z wolnych miejsce i począł spacerować wzdłuż szeregu celi, aby odnaleźć osobnika, która miał pozbawić dnia dzisiejszego życia za jego błędy. Po dłuższym przeglądzie odnalazł cele, w której znajdował się jego chwilowy podopieczny. Był to młodzieniec z wyzywająco żółtymi oczyma, które od razu utkwił w postaci, która przystanęła przy kratach i oparł się dłońmi o nie. Ramzes zlustrował bez większego zainteresowania osobnika, nawet nie pytając go z jakiego to powodu ma go zabić. Był rozkaz to musiał go wykonać. Proste, prawda?
Stał tak dość długo, ale ten nie odezwał się ani słowem, więc on również tego nie zrobił. Nie był tak rozszczekany jak inni skazańcy, a jedynie wpatrywał się w króla. Ten otworzył celę, wyciągając pęk kluczy i wszedł do środka. Chwycił osobnika za chabety i wyszedł z nim. Idąc tak korytarzem lochów dało się słyszeć z cel mnóstwo obelg oraz gwizdów skierowanych oczywiście w stronę nikogo innego jak kata. Ramzes w przeciwieństwie do innych nie zasłaniał twarzy, nie widział takiej potrzeby. Wreszcie opuścił z dzieciakiem lochy i szedł już przez dziedziniec królewski. Służba i pracujący z poszanowaniem witali się, niektórzy czasem też i kłaniali. Dobrze wszyscy wiedzieli, że nie wymagał takiego zachowania względem siebie, no ale nie mógł nakazywać. Nie lubił nadużywać władzy do takich błahostek.
Minęło kilkanaście minut zanim opuścili mury zamkowe, aby wyjść w okolice między zamkiem, a miejscem wyroku. Chwycił skazańca mocniej za fraki i popchnął go do przodu, trzymając w dłoni mocno łańcuch przypięty do jednej z jego kostek. Żółtooki wydał z siebie jedynie ciche stęknięcie, co było równoznaczne z tym, że za bardzo mu się ta metoda nie podoba. No, ale to już nie było ważne. Wkrótce i tak miał umrzeć. Wśród tłumu nie było większego zdziwienia, więc mogli spokojnie przemierzać prościutką droga ku celowi. Do czasu – zamieszenia wśród tłumu wzniosła grupka uzbrojonych mężczyzn, którzy widocznie będą próbowali odbić dzieciaka.
„Uh, rodzinka przyszła na zabawę”
Wymamrotał w myślach i pchnął dzieciaka mocniej do przodu
- Uciekaj
Nie miał wyboru, teraz nie miał czasu, aby mu zawadzał, a tak był bezpieczniejszy, bo uwagę skupią na nim. Gdy tylko chłopak zaczął biec z nienacka to faceci również to zrobili, ale nie na długo. Na drodze dzielącej ich od uciekiniera stanął upadły, rozkładając skrzydła i powalając wszystkich pięciu na ziemię jednym ich ruchem.
- Panowie raczej nie byli zapraszani jak mniemam
Uśmiechnął się nieco, opuszczając dłonie ku bokom swojego ciała. Szykował się do obrony, ponieważ walka była nieunikniona.
- Pfe, masz tyle koleś do gadania co nic. Chłopak ma zginąć, wydał swoich, a teraz ma umrzeć z innej ręki niż nasza? Nie ma mowy
- Wątpie, póki ja stoję między nim, a wami macie mały problem
Ten co rozmawiał z królem upadłych, splunął na ziemię i zawarczał coś pod nosem, aż skrzydła mu zadrżały ze złości.
- Brać go i zabić, później chłopaka
Bezmyślnie postąpili, nie oceniając najpierw siły przeciwnika. Pierwszych dwóch wylądowało trupem na ziemi w mgnieniu oka, baa. Trudno było dostrzec ten ruch. Gdy tylko zrobili pierwsze kroki z podniesionymi mieczami ku niemu – opadli martwi, a przy ich szyjach były głębokie rany cięcie, nieco poszarpane za pomocą sztyletów Ramza. Uśmiechnął się patrząc spod byka na pozostałą trójkę, która już w miarę czasu miał dość pełno w bieliznach po tym co zobaczyła. Było jednak trochę za późno, aby odpokutować swoje grzechy. Kilka błyśnięć i zamieszenia na ulicy, a i oni padli martwi gębami o zabrudzoną ziemię. Otarł sztylety o ich ubrania.
- Ścierwa tak kończą… straże, zebrać ich i wrzucić do rzeki
Gdzieś w pobliżu kręcił się patrol, więc reakcja była natychmiastowa. Sam król wzbił się w powietrze, aby wyszukać swojego uciekiniera, która nieco zmienił drogę próbując mu zwiać
- Cwaniaczek
Zaśmiał się cicho pod nosem, znajdując go po paru minutach w tarapatach. Widocznie musiał się nieźle nadstawić swojej grupie, że tak bardzo chcą go osobiście usunąć.
Bez większego namysłu złożył skrzydła do tyłu i zanurkował z zawrotną prędkością w dół, aby zrobić małe porządki i po raz drugi uratować tyłek chłopakowi, który i tak zginie. Ironia.
Wparował w sam środek przeciwników, stojąc przed chłopakiem, który zamiast się bronić czy też uciekać skulił się jak tchórz i wołał głośno „Ratunku”, głupota nie zna granic jak to mówią. Pierwszy cios zablokował sztyletem prawej ręki, siłując się aby przypadkiem nie odwróciło się to na jego niekorzyść. Cios od drugiego przeciwnika sparował sztyletem lewej ręki, robiąc to samo co z poprzednim. Zebrał siły w sobie
- Aaa
Krzyknął cicho pod nosem, nie tak łatwo brać dwóch osiłków na klatę z takiego bliska, a tym bardziej mająca za sobą takiego tchórza. Odepchnął mocno mężczyzn do tyłu, a gdy stracili nieco równowagę wykonał w stronę jednego proste uderzenie nogą w jego nogi. Podciął go w ten sposób, a facet wylądował w kałuży uderzając całą swoją masę o ziemię. Kochana grawitacja. Drugi w tym czasie spróbował znów wykonać cięcie, niebezpieczne cięcie na szyję Ramzesa. Ten w porę uchylił się i na pamiątkę nacięto mu ramie wzdłuż. Syknął cicho, a krew sobie powoli spływała. Następne uderzenie zostało zablokowane dwoma sztyletami, ale tym razem to upadły był pod naporem siły przeciwnika. Zmrużył oczy i kopniakiem posłał przeciwnika na ścianę jednego z budynków, a ten tylko głucho jęknął. Schowały sztylety i podszedł do niego, okładając jego twarz pięściami, zapominając o tym, aby go przypadkiem nie zabić. Ledwo żywy z twarzą jakby po niej stado koni przejechało spadł na ziemię jak jego towarzysz na samym początku. Ramzesowi zaś aż biedne dłonie ścierpły od trzymania ich w taki sposób. Rozluźnił je, wziął chłopaka za fraki i ruszył do celu

Po godzinie byli już na miejscu, a spory tłum już otaczał miejsce egzekucji, które było wykonane z drewna tak, żeby wszyscy widzieli akt dokonania kary. Wszedł z chłopakiem po schodkach na górę i rzuciło go przed jakiś pniak, nieco pokrwawionych zaschłą krwią już. Widocznie stara z innych egzekucji. Dłoń położył na bujnej czuprynie chłopaka i podciągnął do góry, aby później brutalnie nią uderzyć o pniak. Zadowolenie wśród tłumu wzrastało, ponieważ w tych okolicach było to nijaką rozrywką. Straż pilnowała, aby nikt nie przeszkadzał. Ramzes chwycił topór, dość duży i sprawił palcem jak ostry ten jest. Uśmiechnął się, wszystko było gotowe. Nie miał zamiaru robić jakiś czułych scenek. Podniósł broń wysoko w górę, krok do przodu i świst powietrza. Stop przeszedł przez ciało jak przez masło, nawet kręgosłup ani mięśnie nie stanowiły dla niego większego przeszkody. Krew jak to bywa w takich przypadkach spływała w dużych ilościach z truchła, co nie trwało zbyt długo. Głowa zaś się potoczyła po drewnianym podeście ze strachem w oczach. Ostatnie uczucie zostało zapisane… Nie chcąc dalej oglądać tej scenki zniknął.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Cechu Zabójców   Pią Kwi 03, 2009 2:43 pm

‘Wszedł do ładniej wystrojonej, pachnącej, błyszczącej.’ xD

Ah, jakiż ten nasz Ramio zły. Zabić taką ofermę. Dziwnie chłopczyk ze mną mi się skojarzył ;d Podobało mi się.

+ 170pd
A talarów nie dostaniesz bo nie było mowy o wynagrodzeniu! ;d
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Cechu Zabójców   

Powrót do góry Go down
 
Dom Cechu Zabójców
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Kraina Kayami :: Tereny pomiędzy królestwami :: Miasto kupców-
Skocz do: