Kraina Kayami

Przyłącz się do naszego fantastycznego świata...
 
IndeksFAQSzukajRejestracjaGrupyUżytkownicyZaloguj

Share | 
 

 Jezioro w górach

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Sob Cze 06, 2009 6:56 pm

Nadszedł koniec. A właściwie… To nadeszło coś, co wszyscy wokół nazywają końcem, jednak ja, istota, której życie nie może się zakończyć czymś takim nazywam to po prostu nowym rozdziałem, dla tej krainy. Jednak nikt nie był chyba na to wszystko przygotowany, nawet ci, którzy uważali, ze byli. Woda wrzała, a wśród wszystkiego co było wcześniej, jedynie jeszcze wspomnienia można było nazwać tym samym. Roślinność więdła i już nie przypominała tego samego. Zwierzęta chowały się, albo umierały, wypełniając powietrze zgnilizną. Skały i cała reszta podłoża pękały od pęczniejących, gnijących korzeni, które normalnie rozsadziłyby te skały po przeszło kilku, być może nawet kilkunastu wiekach. Wszystko zmieniało swój kształt, a nikt nie mógł temu już zaradzić. Dla kogoś, kto żył i nie mógł umrzeć, nie było to niczym nowym. Niczym dziwnym. Jednakże… Przypominało to apokalipsę. To porównanie siało właśnie lęk w jego duszy, a nie to, że cos się kończy. Wszystko wyglądało tak… tak automatycznie i było ułożone w takim pięknym porządku. Wyglądało harmonijnie, zaplanowane, jakby wszystko było pod kontrolą, a było to coś niezwykłego, co przerażało nawet istotę niebiańską. Szczegół, że ta niebiańska istota, była także istotą z góry skazaną na potępienie, za opuszczenie raju. Było to stworzenie najniższego szczebla, w hierarchii anielskiej. Upadły anioł, tak siebie nazwali.
-Koniec, początek, czy może nowy rozdział?
Brzmiało pytanie, wydobywające się, z gardła Sylphidowi. Wiedział co go czeka, jeśli nic nie zrobi. Wieczne potępienie w piekle, w jego najniższych możliwych zakamarkach. zakamarkach to wtedy ukazał się mu Pan, oferując zbawienie, jeśli pójdzie teraz, gdy wszystko się kończy, by zacząć od nowa.
-Nie.
Brzmiała moja lakoniczna, jednak zdeterminowana i pewna siebie odpowiedź, odwracając się powoli, żeby spojrzeć za siebie. Pewne słowa i pełne dumy, wypowiedziane zostały ze świadomością tego, co mnie za nie czeka.
-Nie dlatego, że nie chce. Dlatego, ze nie mogę. Wolę być potępiony, niż niesłusznie zbawiony. Zbawiony bez nich. Bez Rin. Bez Morii. Bez Tayi. Bez Niny. Bez Ramzesa. I bez całej reszty. No bo… Ich przecież czeka koniec, czyż nie?
Jedynie w odpowiedzi, mogłem poczuć, że się uśmiecha. A przynajmniej tak mi się zdawało, że czułem Jego uśmiech na sobie. W końcu jednak znikł, gdyż dokonałem wyboru. Potępienie i kara za wcześniejsze grzechy. Nie było czasu na rozmyślanie o przeszłości. Jest jedynie jedna rzecz, która mi pozostało. Odnaleźć rodzinę. Jednak nie było mi to dane. Ból, smutek i cierpienie, czy też moc mojego Gościa, zmusiły mnie, żebym nie mógł się ruszyć. Tak więc znikał i cierpiał w samotności. Bez Rin. Bez Morii. Bez Tayi. Bez Niny. Bez Ramzesa. I bez całej reszty. Dla nich wszystkich nie ma zbawienia. Dla nich jest już tylko koniec. Jak i dla niego. To strach, ze stanie się cos, czego nie przewidział. Coś, czego nie będzie mógł zapomnieć. Nie chciał tego pamiętać. Postanowił zrobić to, co powinien zrobić dawno. Postanowił umrzeć. Jego ciało, zaczęło czernieć, a go samego przeszył ogromny ból. Jego ciało astralne, przybrało pierwotną, materialną formę, jedynie po to, żeby zamienić się w czysty węgiel i wybuchnąć, rozsiewając swoje kawałki na wszystkie strony. Nie będzie widział ciepienia, ani bólu. Wolał już być potępiony, niż przetrwać z pamięcią o tym wszystkim, co się dzieje, o tej całej śmierci. Pozwolił umrzeć sobie, po raz kolejny i ostatni. Pozwolił, żeby stanąc po raz w kolejny na miejscu, gdzie sądzone są jego dobre uczynki i grzechy. Jednakże… Nie przypominało to, tego samego miejsca, jakie przypominało ostatnio. Tym razem było tutaj jedynie pole i On. Stwórca świata. Wywołała się między nami krótka rozmowa, podczas której doszliśmy do pewnego kompromisu. Kompromisu polegającego na odkupieniu swoich win. Kompromisu, który zapewni mi zycie wieczne, jak i zbawienei dla wszystkich pozostałych Upadłych Aniołów. Dla wszystkich, których udźwignę. Dla wszystkich, za których odkupię grzechy. Tak więc nie pozostało mi nic innego, jak żyć po raz kolejny i nie marnować czasu. Jednakże powróciłem do życia, bez pamięci. Bez niczego. Bez jakiegos przeświadczenia, że muszę być dobry. I to stanowi największą przeszkodę w zbawieniu wszystkich upadłych. A także w zbawieniu, tych, którzy nimi będą.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Sob Cze 06, 2009 7:29 pm

Sylph miał jej coś opowiedzieć… Pamiętała, że chciała wysłuchać jakiejś bajki opowiedzianej przez jej ukochanego. Jednak, gdy już miała się zdecydować, jaką historię chciałaby usłyszeć poczuła okropny ból… Ten sam, jak wtedy, gdy na jej ciele pojawiły się owe niezwykłe symbole „wytatuowane” magią Sabina. Upadła skuliła się cierpiąc prawdziwe katusze i liczyła na to, że ta tortura szybko minie. Jednak zamiast tego zobaczyła jak blizny jarzą się słabym blaskiem ognistej pochodni. To było niezwykłe… kiedy dostawała te znaki, paliły się one kolorem niebieskiego ognia.
Czuła ból, lecz mniejszy z każdą chwilą. Mimo tego, jarzenie nie ustawało. Pomyślałaby, że czuje się jak latarenka, ale intuicja jej podpowiadała, że to nie był dobry moment na żarty. Musiała znaleźć Sabina. W końcu tylko on mógł znać odpowiedź na pytanie, co się z nią działo.
Jak oparzona wyskoczyła z łóżka i wybiegła z domu, po drodze zakładając czarne futro.
Już po chwili biegła szybko w stronę, z której tak bardzo ochładzała się temperatura. Zjawisko mini „epoki lodowcowej” raczej nie było często spotykane, więc musiało mieć coś wspólnego z zaistniałą sytuacją. Oddychała szybko, wydychając ciepłe powietrze, które tworzyło parę przed jej twarzą. Wybiegła w samej koszulce nocnej i futrze, więc jej skóra zaczynała szybko sinieć.


W końcu dobiegła na miejsce… nad jezioro w górach. Właściwie to doszła na miejsce, gdyż przez zimno miała odmrożenia na nogach. W pierwszej chwili na jej ustach odmalował się wyraz szoku. Stopniowo przechodził w zszokowanie, zaciekawienie i w końcu we wściekłość, gdy dostrzegła Sabina. Z jej oczu popłynęły łzy, gdy wiatr zadął mocniej. Otarła je drżącymi dłońmi i podeszła bliżej. Stanęła za jakąś skałą i oparła się o nią, czując jak traci część sił. To nie był dobry pomysł, żeby tak wychodziła… powinna się ubrać o wiele grubiej, ale teraz nie mogła już zawrócić. Tutaj zdecydowanie działo się coś nie tak. Jeszcze tylko strzepnęła śnieg z włosów.
Wyjrzała zza kamienia zerkając na całe zajście.


Widziała Sabina, oho czyli tak jak myślała, był w to wplątany. I jego brata, którego znała z widzenia. Widziała, że o czymś rozmawiali, ale przez wiatr nic nie słyszała, a przez śnieg nie rozróżniała wymawianych słów. Zmrużyła oczy, by ograniczyć ilość zimnego powietrza, które powodowało to uciążliwe łzawienie jej oczu.
Wciąż wymieniali między sobą jakieś opinie, gdy nagle zauważyła, te dziwne słupy w jeziorze… do czego one mogły służyć? Jej zdziwienie było jeszcze większe, gdy nagle dokładnie usłyszała co mówią.
Jednak nic nie rozumiała. Na dodatek mówili jednocześnie. Jakaś inkantacja? Specjalne zaklęcie?
Nagle pobladła. Jęknęła cicho i upadła na kolana, na ziemię pokrytą cienką warstwą śniegu. Jej wzrok zrobił się mętny a blizny jakby się otworzyły. Poczuła ciepłą krew na skórze i spojrzała na swoje dłonie. Coraz jaśniej…


Uniosła powieki. Najprawdopodobniej dostała krótkiej utraty przytomności. Teraz już cała leżała w śniegu, ale nie odczuwała zimna. Bardziej była pochłonięta tym, co się działo przed jej oczyma. Kry na jeziorze zaczęły topnieć w niesamowicie szybkim tempie. Spojrzała na owe filary, które stały w wodzie. Widziała, jak rozbłysły tym jasnym światłem… Całe pokryte symbolami, których z daleka nie potrafiła rozróżnić. Sama nie wiedziała dlaczego, ale wydawało się jej, że są podobne do tych, które miała na swoim ciele.
- Głupi Sabin…- zdążyła cicho warknąć i już nie miała więcej sił.
Nagle dostrzegła dziwne światło. Pochodził z pomiędzy filarów i zdawało się coraz bardziej rosnąć i rosnąć. Rin jednak nadal nie miała pojęcia, co się tutaj działo.


I nagle zrobiło się wszędzie biało… Upadła nawet już nie odczuwała bólu ani zimna. Wszystko było takie… czyste. Pierwszy raz się tak czuła. Zdawała sobie sprawę z zaistniałej teraz chwili, ale czuła się jakoś tak… jakby ktoś wyprał jej uczucia i wyczyścił myśli do takiej samej bieli, jak ta, którą była otoczona. Co siędzieje? pomyślała, a jej głos odbił się echem w owej pustce dookoła niej. Trwała w tym stanie nie wiadomo jak długo. Jednak w końcu dostrzegła jakąś czarną plamę… Zupełnie jak rozchlapana kropla czarnego atramentu, która zaczęła wszystko pochłaniać. Bieli zostawało z każdą sekundą coraz mnie… Nie! jęknęła w myślach i pogrążyła się w całkowitej ciemności.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Sob Cze 06, 2009 10:59 pm

Tyrael aktualny król królestwa wampirów, jak zwykle podążał krętymi ścieżkami swojego życia w poszukiwaniu swojego sacrum. Siedział w swoim królestwie gdy nagle stało się to, czego nie powinno być. Ogłuszający rumor pękających skał sprawił, że upadł na ziemie. Tylko jeden ze strażników, który wbiegł do komnaty wampira, by ostrzec go rozwarł szeroko ramiona, wpatrując się pustymi oczami w okno za którymi było widać ogromne filary z błyszczącymi wzorami.

Wtem ciszę lasu rozerwał gwałtownie złowieszczy skowyt wilka. Tyrael przemierzał las z mieczem w ręku i wiernym zwierzęciem u boku. Stęchlizna, rozkładające się zwłoki ludzi i gnijące rośliny wydobywały z siebie niewiarygodnie śmierdzący zapach. Nawet w takiej sytuacji Wampir by nie zjadł swojej kolacji składającej się z porcji krwi. Król miał tylko nadzieję, że z jego ukochaną nic nie jest. Moria jest dla niego wszystkim, jeżeli to jest zło konieczne, te filary na środku jeziora to on je zniszczy by chronić ją. Jego niepozorna postać była otulona ciężką peleryną. Odwrócił wzrok w stronę ciemnego lasu i drogi jaką już przebył. Śnieżyca nagle ustała. Głuchy bezruch powietrza, który nastał wydawał się jeszcze bardziej przerażający niż śmigający twarz ostry wiatr. Spadająca gwiazda rozświetliła na krótko swoim gasnącym blaskiem grupkę ludzi, którzy w rozpaczliwym odruchu, próbowali ochronić to, co zostało im powierzone. Wstrzymał się i zacisnął mocniej dłoń na rękojeści miecza. Zanim wszyscy zrozumieli co się dzieje, ogromny wybuch pośrodku lasu rozrzucił ich na bok wpychając ich bezwładne ciała w śnieg i na drzewa. On jeden pozostał na nogach. Był Mistrzem we władaniu mieczem. W lesie zapanowała znów głucha cisza. Ciemność rozświetlały tylko błędne ogniki. Poczuł jak zimny pot spływa w dół jego kręgosłupa. Wyczuwał, że niektórzy z wojowników, którzy byli z nim są nieprzytomni, inni znów rozpaczliwie próbowali powstać. "Nie masz już dość krwi na swych dłoniach? Przecież nigdy tego nie chciałeś." -głos w jego głowie...
Ścisnął miecz w dłoni, która zadrżała. Złość zmieszana z rozpaczą zasznurowała jemu gardło. Przez chwilę zabrakło mu sił, by odpowiedzieć. Wspomnienia w gwałtownych przebłyskach przesuwały się pod jego powiekami. Moment, w którym zabrali go od rodziców, kiedy jeszcze nie miał nawet pięciu lat. Czas ciężkich ćwiczeń, wyrzeczeń i nauk. Niekończące się walki, bitwy i wojny, w których miał zdobywać doświadczenie i siłę, by potem móc stanąć jako jeden z najlepszych wśród tych, którzy mieli go zabić. Tylko on wiedział, jak bardzo brzydził się wszystką tą przelaną krwią, zapachem gnijącego ciała, ciepłem rozpruwanych żył, dźwiękiem rozłupywanych czaszek. Tylko Bogowie wiedzieli jak często przeklinał osadę, w której go szkolono, jak często wzywał ich o pomoc i błagał o litość, za tych, którzy musieli zginąć od jego ręki. Kiedy pierwsze ostrza wbiły się w ciało Tyraela. Rzucił się na wszystkich dookoła rozdzierając ich ciała. Krew zalała biały śnieg, a ostatnie okrzyki niosły się ponurym echem po czarnym lesie. Błędne ogniki zamigotały radośnie pomiędzy trupami, kołysząc się i skrząc. W końcu w tym całym zamęcie, w szczęku stykających się ze sobą mieczy, w huku upadających na ziemię martwych ciał i smrodu krwi zobaczył w oddali pomiędzy drzewami swoje odbicie, które zabija jego ukochaną Morię.

- Nie! - wykrzyknął rozdzierająco - Nie!!!
Nie poznawał własnego głosu, kiedy krzycząc i łkając wpatrywał się nieruchomo w martwe ciało. Z głębi jego serca wydostała się niepohamowana wściekłość i rozpacz. Z trudem opanował drżące ciało. Błędne ogniki zaś tańczyły wesoło wokół drzew, rozświetlając swym mdłym światłem makabreskę porozrywanych kikutów, rozdeptanych wnętrzności, rozłupanych czaszek i wytrzeszczonych ślepi. Powietrze zgęstniało od smrodu rozoranych ciał.
Słońce czerwoną łuną ogarnęło nieboskłon, powoli wyłaniając się zza czarnych konarów drzew. Śnieg migotał w pierwszych promieniach świtu, kiedy ostatnie błędne ogniki rozmywały się na wietrze, który niósł ze sobą świeżość poranka. Las zatopiony była w śmiertelnej ciszy. Rozlany wielkimi kałużami krew wsiąkała leniwie w ziemię. Powykręcane ciała ludzi pokrywała już cienka warstwa śniegu. Wszystko zlało się w jedną porozrywaną na strzępy masę zastygłego mięsa. Opadł na kolana zrezygnowany, miecz opadł na ziemie a jasny blask pochłonął wszystko dookoła.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Nie Cze 07, 2009 12:20 am

Kora i Gracja - ostateczne starcie

Kora ponownie zawitała na tereny, tak niegdyś przez nią często odwiedzane. Teraz ze spokojem spacerowała po górskiej ścieżce i chłodnym wzrokiem przyglądała się przyrodzie w tym niezwykłym miejscu. Westchnęła cicho po jakimś czasie, wspominając przeszłość. Męża i synów. Tak tęskniła za nimi wszystkimi. Ale żyła dalej. Wciąż, na nowo rozpoczynała dni, ciągle brnęła do przodu. Przeszłość jej ciążyła. Zwłaszcza ta sprzed czasów, gdy osiadła na tych terenach. Wspomnienie ojca wzburzyło krew w jej żyłach. Stanęła, opuściła wzrok i zacisnęła pięści. Wampiry. Cholerne wampiry zniszczyły jej życie. Jej matka zginęła z rąk wampira. Jej ojca. Nienawidziła go za to, co zrobił, za to, że przekazał jej to brzemię. A ona... Przekazała to kolejnemu pokoleniu. Czasami żałowała tego, że żyje. Ale to uczucie mijało za każdym razem, gdy patrzyła na męża i synów. Teraz jednak, gdy nie było ich przy niej, uczucie wracało. Czasami zastanawiała się, czy dyby miała odwagę zakończyć to wszystko w porę, czy świat byłby przez to lepszy. Obwiniała się o krzywdy wyrządzone niewinnym ludziom przez wampiry.
Po chwili ruszyła dalej, a łzy spływały po jej policzkach. Ostatnio często płakała. Za często. Sięgnęła po wachlarz, który po chwili zmienił kształt i w ręku kobiety zabłysnął obosieczny miecz. Ponownie stanęła i zaczęła się mu przyglądać.

Wiatr rozwiał ponownie włosy wampirzycy, która właśnie tą górską drogą wracała do krainy. Zaśmiała się cicho i przystanęła. Odłożyła swoją laskę, by móc swobodnie zapleść niesforne włosy. Po chwili podjęła marsz, z laską w ręku i uśmiechem na twarzy. Lubiła te tereny. Pomimo nie wszystkich miłych wspomnień, Gracja lubiła te tereny. Sama nie wiedziała dlaczego. Po prostu lubiła. Szła spokojnie, w myślach rozważając możliwe wyjaśnienia, jakie będzie składać królowi, gdy tylko go spotka po powrocie. Nic sensownego jej nie przychodziło do głowy. Zaśmiała się cicho do siebie. Hades ponownie polował sam w lasach. Gracja szła bez pośpiechu, co jakiś czas poprawiając płaszcz i włosy, tak natarczywie rozwiewane przez wiatr. W pewnym momencie usłyszała, że przed nią ktoś jest. Ktoś zbliżał się w jej stronę. Odgłos kroków na ścieżce był dla niej, wampirzycy, był wyraźny. Nieznajomy zatrzymał się. Po chwili wyczuła zapach kobiecych perfum. Gracja zrobiła kilka kroków na przód. Dokładnie teraz wiedziała, kogo napotkała.

Kora podniosła wzrok i spojrzała na Grację. Stały w niewielkiej odległości od siebie. Kora, z mieczem w ręku i śladami łez na policzkach, przyglądała się chwilę wampirzycy. Dotarło do niej po chwili na kogo patrzy. Wyraz jej twarzy zmienił się radykalnie. Smutek zniknął w mgnieniu oka, ustępując miejsca nienawiści, pogardzie i obrzydzeniu. Wampirzyca. Najgorsze, co mogło istnieć na tym świecie.

Gracja stała spokojnie. Wyczuwała zmieniające się emocje stojącej naprzeciw niej kobiety. Nie rozumiała jednak, jak tak dobra osoba mogła tak nienawidzić. Tyle przecież dobrego usłyszała o niej od Ramzesa. Zrobiła kilka kroków w jej kierunku. Dygnęła i uśmiechnęła się delikatnie.
- Witaj, pani. – przywitała się grzecznie i wyprostowała – Wspaniałe miejsce, nieprawdaż? – zagadnęła. Nie chciała problemów.

- Witaj, wampirzyco. – chłodnym tonem odparła Kora, opuszczając miecz i bacznie obserwując ruchy Gracji. Nigdy nie można było ufać wampirom. Stały teraz zwrócone do siebie twarzami. Kora nie spuszczała wzroku z niewidomej. – Było, dopóki nie przyszłaś. – prychnęła i ścisnęła miecz w ręku – Po coś tu przyszła, wampirzyco?

- Przechodziłam tylko tędy, pani. – Gracja siliła się na spokój. Ton, z jakim zwracała się do niej dhampirka, nie zapowiadał miłe pogawędki. – Wracam do Kayami... – dodała po chwili. Zrobiła kilka kroków, by minąć kobietę, gdy nagle zimna stal przy jej gardle kazała jej się zatrzymać.

- Wracasz? Wracasz z kolejnej rzezi, jaką w pobliskiej wiosce sobie urządziłaś? – wysyczała Kora, podnosząc miecz i przystawiając go przechodzącej wampirzycy do gardła – Jesteś morderczynią... Niegodną by przebywać w tym świecie... – Kora uniosła głos. Miała okazję się zemścić za krzywy wyrządzone przez tą rasę. Królowa wampirów była idealną ku temu okazją. Kora nie mogła jej zmarnować.

- Pani... – Gracja się cofnęła i ujęła pewniej swoją laskę w rękach. – Nie rozumiem Twoich słów pani... – wampirzyca próbowała załagodzić sytuację. Co raz bardziej się jej to nie podobało.

- Nie rozumiesz? Nie rozumiesz?! – krzyknęła dhampirka i zbliżyła się do wampirzycy – Ja Ci pokażę, co to ból, to zrozumiesz, czym jesteś! – i nim Gracja zdążyła odpowiedzieć, Kora skoczyła ku niej, zaciekle atakując trzymanym w rękach mieczem.

Gracja odskoczyła w bok i ujęła swój kij w obie ręce. Automatycznie. Jej ciało samo reagowało już na ataki. Wieki ćwiczeń dawały teraz skutki.

- Pani... Ja nie rozumiem... Dlaczego? Dlaczego? Przecież jesteś jedną z nas! Dlaczego nas tak nienawidzisz? – Gracja płaczliwym niemalże tonem, uskakując przed kolejnym atakiem Kory, starała się dociec prawdy.

- Nie jestem jedną z was! Mordercy! Barbarzyńcy! – Kora krzyczała, atakowała prawie na oślep. Kapiące łzy uniemożliwiały jej dokładny atak – Przez was giną niewinni! Zabiliście moja matkę! – krzyczała przez łzy. W pewnym momencie upadła na kolana, zanosząc się płaczem. Gracja jednak nie podeszła. Wiedziała, że kora ją zaatakuje jak tylko się zbliży. Tym czasem dhampirka otarła łzy, starając się uspokoić.

- Przykro mi, że cierpiałaś z powodu naszej rasy... Ale to nie znaczy, że wszyscy jesteśmy tacy... – Gracja po chwili milczenia zaczęła ponowne starania załagodzenia zatargu.

- Jesteście! Mordercy i barbarzyńcy! - Kora zaatakowała ponownie. Tym razem już nie chaotycznie. W pierwszej chwili, wodzona emocjami, nie skupiła się na celu i pozwoliła uciec wampirzycy. Teraz już nie mogła sobie pozwolić na taki błąd. Opanowała się i ponownie skoczyła w stronę wampirzycy. Gracja sparowała cios. Kobiety zaczęły poważną walkę. Odgłos uderzeń stali o kość słoniową roznosił się echem po okolicy. Szybkość i częstotliwość z jaką obie zadawały, parowały i unikały ataków, świadczył o wysokim poziomie wyszkolenia obu kobiet. Gracja nie ograniczała się już do odbijania i unikania cięć Kory, przez co druga musiała zmienić stosunek do wampirzycy i przyznać, że nie doceniała przeciwniczki.

Walczyły długo. Obie już zmęczone, podrapane i poobijane przystanęły w pewnej odległości od siebie. Kora mierzyła wzrokiem wampirzycę, planując kolejne ruchy. Gracja sondowała swoimi zmysłami okolicę, by jak najlepiej użyć także ukształtowania terenu w tej walce. Na raz skoczyły ku sobie.

I wtedy się zaczęło. Ziemia się zatrzęsła w posadach, a oślepiający blask ograną całą krainę. Głosy mężczyzn rozniosły się po całym terenie, dochodząc jakby zewsząd. Kobiety upadły na ziemię, obok siebie. Obie nagle, jakby zapomniały co jeszcze przed chwilą robiły, przywarły do ziemi, i jedną drugą okryła fragmentami płaszczy, które miały na sobie. Świat się kończył, a dwie wrogie sobie kobiety leżały na ziemi, chroniąc się wzajemnie. Obie w tym samym momencie krzyknęły z bólu. Głosy mężczyzn wdzierały się do najgłębszych partii podświadomości, oczyszczając je ze wszelkich wspomnień, starych emocji, uczuć i zatargów. Po chwili zamilkły, opadając na ziemię. Stary porządek się kończył i zaczynał się nowy, inny, lepszy świat.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Nie Cze 07, 2009 2:04 pm

Moria jak co dzień wstała z łóżka, tym razem czuła w sobie narastający niepokój. Coś nie
było takie same jak zazwyczaj. Gdy postanowiła że wyjdzie na spacer ujrzała trzy dziwne obiekty nad jeziorem w górach. Zmrużyła oczy lecz nie potrafiła stwierdzić cóż to za rzecz wisi na niebie. Wzięła swój szkicownik, miecz, wachlarz i cały podręczny bagaż, by następnie skierować si1)ę w stronę tego nadzwyczajnego zjawiska. Stanęła na ganku i rozłożyła skrzydła, delikatnie odepchnęła się od ziemi by już w następnej chwili lecieć z wiatrem w stronę

Tak martwiącego ją widoku. Nie wiedziała czego się spodziewać, po tym co tam znajdzie. Czy będzie zmuszona walczyć, a może to kolejny wybryk któregoś z królestw? Może znów jest to jakiś obrządek związany z świętami ? Albo że na terenie jeziora powstają jakieś wieże oblężnicze tudzież mieszkalne? Im bliżej była tym trudniej było jej się skupić Czym są ów nieokreślone słupy. Z każdym machnięciem skrzydeł czuła się czymś przytłoczona, niepewna swego istnienia. Dziwne myśli i uczucia przelatywały przez nią falami coś naprawdę tu nie pasowało. Nagle poczuła mocne uderzenie wiatru które rzuciło nią na drzewa przy jeziorze.

Ocknęła się po chwili by usłyszeć w swej głowie znajomy głos:
- Wstawaj pokrako nie czas na drzemkę coś tu podejrzanie śmierdzi..
Po chwili zrozumiała, że Erin nawija do niej w kilku językach by ją ocucić. Moria z wyraźnym bólem wstała i kilka razy zaklęła. Miała złamane skrzydło i była cala poobijana.
- Czego chcesz wiem, że coś jest nie tak. – Odpowiedziała rozglądając się po okolicy. Spojrzała w stronę jeziora. Zmrużyła oczy i przetarła je nie dowierzając temu co widzi. Woda w jeziorze wrzała.
- Też to widzisz prawda?? – zapytała Erin z troską w głosie

Moria zaczęła iść w stronę tafli parującego błękitu. Sprawiało jej to trudność z powodu obrażeń jakich doznała podczas lądowania. Gdy po kilku długich sekundach doszła nad brzeg ujrzała dwóch mężczyzn stojących naprzeciw siebie w linii prostej po dwóch stronach brzegu. Rozejrzała się na boki lecz czuła się jak by była coraz bardziej ślepa z każdym mrugnięciem powieki. Świat tracił kolory i kształty, a ona sama czuła się coraz słabsza.

- Nie poddawaj się temu.. Nie rób tak jak ci każe ciało.- Usłyszała głos Erin, jej duch szarpał ciałem.
- Nie wiem co się dzieje czuję jak bym odpływała w nieznane tak spokojna beztroska lecz bez barwy tego świata bez jej uroku i nadziei, bez powrotu bez zieleni, bez miłości i mej męki co mi życie dało wstęgi. Tracę grunt swej rzeczywistości i osobowości bez mego ukochanego ginę w zapomnieniu .

Po jej policzku zaczęły płynąć łzy, poczuła że coś się kończy tak nagle jak w chwili gdy zabiła swego niedoszłego męża. Coś ją odpychało od ziemi prowadząc w błogą nicość.
- Spójrz tam na górę to nie są zwykłe skały lecz filary zni..
Głos Erin znikną a cały zgiełk świata zmienił się w ciszę tak przejmującą, że aż straszną.

Ostatnie co widziała były krótkie obrazy. Filary nad ziemią wokół których rozbłysły znaki, wzory w szybkim tempie zaczęły błyszczeć aż wystrzeliły w powietrze czyniąc świat niewidocznym białym i błogi. Ujrzała całe życie które zaczęło wymykać się z jej głowy. Wspomnienia dzieciństwa, przyjaciół, podróży, rodziny, wioski , domu z lat młodych, walk, wojen, braci z którymi w boju życie by oddała, domu który ją chronił, Erin która objawiała się w lustrze.. I ostatni z nich, którego nie chciała wypuścić lecz w końcu uleciał tak jak i inne, twarz ukochanego Tyraela i uczucia które były jej małym skarbem. Wszystko znikło skończyło się.. Ale czy to naprawdę był koniec??
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Nie Cze 07, 2009 2:59 pm

Przyszedł nad jeziorko z watą cukrową w ręku. Popatrzył na wszechogarniającą go zimę i zadrżał. Usiadł nad jeziorem wpatrując się w jego tafle, którą aktualnie pokrywał lód.
- London bridge is falling down… - zanucił znaną mu piosenkę i spojrzał gdzieś w dal.
Zauważył dwóch mężczyzn. Jeden przystojniejszy od drugiego, że aż w pewnym momencie zaczął wierzyć, że przyszli odwiedzić Reno. Zachichotał do swoich myśli i zaczął pałaszować watę cukrową. Im dłużej patrzył na tych mężczyzn, tym dłużej miał wrażenie, że kryje się w nich jakieś nieodgadnione zło.

Po chwili zauważył jak w oczach rosną trzy gigantyczne posągi. Wyjął kostkę cukru i wsadził ją sobie do buzi.
„Nie mogę się denerwować…” – powtarzał sobie w myślach. Niby proste do zrobienia, ale jak tu się nie denerwować przy takich cyrkach. Nagle wiatr mocniej zawiał, taż, że L leżał teraz plackiem obok zamarzniętej tafli jeziora. Wyjął z kieszeni różowy kocyk i opatulił się nim ciasno. Zaczął powoli przeczuwać, że koniec nastąpi szybciej niż mu się wydawało.

„Skoro koniec blisko, chcę się otoczyć rzeczami które kocham i które zawsze kochać będę.” Jak pomyślał, tak i zrobił. Wyjął z kieszeni parę patyków i po chwili już stał różowy namiot. Wpełzł do środka i rzucił się na puchowe łóżko. Spojrzał na wszechogarniający go róż i odetchnął z ulgą. Było to zapewne jedyne miejsce w jakim jego spokój nigdy się nie zachwieje. Wyjął dużowego pluszowego misia którego dostał kiedyś od osoby którą bardzo kochał.
- Tęsknie kochanie… - powiedział sam do siebie wspominając stare czasy.

Gdzieś na zewnątrz usłyszał głos który wiatr przeniósł w najdalsze zakamarki Kayami.
- Filary gotowe…
Zastanawiał się kto mógł to powiedzieć.
„No, tak…” pomyślał „… to zapewne Ci dwaj mężczyźni znad jeziora.”
Nagle L poczuł się bardzo senny, ale nie chciał spać, chciał poczekać by się przekonać, że jego domysły były prawdziwe. Wyjął z kieszeni lizaka i wsadził go sobie do buzi. Ach, ta słodycz.

Gdzieś na zewnątrz znów popłynęły słowa. Brzmiało to jak jakieś zaklęcie. Co najgorsze złowrogie. Poczuł wszechogarniające ciepło.
„Za ciepło” pomyślał i zrozumiał, że koniec jednak nadszedł. Żałował, że nie leżał teraz w objęciach ukochanej. Wszystko było inne niż zazwyczaj. L nie chciał jeszcze umierać. Było jeszcze tyle pokemonów do odkrycia.

W oku zakręciła się mu łza. Wspomnienia zaczęły toczyć się coraz szybciej i szybciej… Wszystkie osoby które kochał w tym momencie prawdopodobnie też ginął. Nie, nie chciał o tym myśleć. Rozgryzł lizaka i wyrzucił patyczek. Przytulił do siebie mocniej dar od ukochanej. Słyszał jak na zewnątrz wszystko ginie.
Drzewa traciły liście, które z lekkim naciskiem spadały na L’owy namiot. Rośliny zaczęły więdnąć. Ptaki spadały martwe na namiot robiąc w nim dziury. Wszystkie zwierzęta układały się do wiecznego snu. Słyszał jak woda w jeziorze syczy.
„Dziwne” pomyślał „…mi wcale nie jest tak gorąco, a jednak woda w jeziorze syczy…”
Nagle oślepiający blask dopadł i L’a. Ze smutkiem na twarzy próbował jakoś temu zapobiec, ale niby jak? Już za późno dobrze o tym wiedział, jednak wcale nie chciał takiej myśli dopuścić do głosu.

Wszystkie wspomnienia i myśli wylatywały same. Teraz pozostała już tylko jasność.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Nie Cze 07, 2009 10:36 pm

//by Ramzes i Taya

Ramzes zabrał ją tutaj, właśnie nad jezioro. Opustoszała okolica była całkowicie cicha… Oczywiście tylko wtedy, gdy zignorujemy dwóch braci dyskutujących o czymś zawzięcie. Taya z trudem pohamowała ochotę rzucenia się do gardła młodszemu z nich, blondynkowi. Może pomogło to, że trzymała władcę za rękę i nie miała ochoty rezygnować z ciepła, jakie dawało jego towarzystwo. A on z pewnością by jej nie puścił, nie po to by znów jej się oberwało. Troszczył się o Upadłą, jej zdaniem zbytecznie. Choć on sam twierdził, że ma w tym swoje powody, która tajemniczo strzegł i w pytań na ten temat unikał jak ognia. Trudno stwierdzić co takiemu nierozgarniętemu władcy panuje w głowie. Groźne plany? Wątpliwa nadzieja, zbyt naiwne to.
Anioły, ustrojone w biały puch, w milczeniu obserwowały braci z drugiego brzegu jeziora, bezpiecznej odległości od groźnych osobników, którzy ostatnimi czasy wprowadzili niemałe zamieszanie w tej prawie, że spokojnej krainie Kayami. Nie zauważyły innych postaci, mniej lub bardziej znanych, zwabionych nad jezioro jak jakimś dziwnym czarem. Były tu takiej osobistości jak Dulce, była królowa upadłych Kora oraz była królowa wampirów Gracja. Mogło się wydawać, że miał się tu odbyć jakiś wielki bal i ogólna radość miała pochłonąć tą krainę. Po chwili jednak straciły zainteresowanie, kierując swą uwagę na powstałe filary. Monumentalne, kamienne górował swoim ogromem nad przemarzniętym jeziorem, które było praktycznie niczym w ich cieniu. Ledwie kałużą. Widok ten zapierał dech w piersi, ale raczej ze strachu niż z zachwytu. Od filarów emitowała potężna magia, zakazana magia, która mogła przynieść temu światu tylko zagładę przez nieroztropne jej wykorzystanie. Aura zaś ta potęgowała się z każdą sekundą przebywania filarów w tym miejscu. Bracia najwidoczniej coś kombinowali i nie było to nic dobrego, a co najważniejsze przyjemnego. Czarnowłosa niespokojnie poruszyła skrzydłami, zaraz je chowając. Nie chciała ryzykować porwania przez wiatr. Władcy co prawda to nie groziło, ale ze względu na dyskomfort poszedł w jej ślady, również chowając swoje trzy pary skrzydeł. Wiatr nie niósł ulgi, nie niósł przyjemnego chłodu. Wraz z nim odczuwało się nieprzyjemny chłód i ciarki przechodzące całe ciało. Jakby całe szczęście uleciało wraz z jego każdym silnym i dzikim podmuchem w twarze i sylwetki obecnych tutaj istot. Płatki śniegu wirowały, podobnie jak i śnieg, który nie mógł się również oprzeć sile żywiołu i wzlatywał, tworząc mniejsze zamiecie w tym rejonie, ale tylko nie przy jeziorze. Mężczyzna zasłonił upadłej twarz, aby wiatr tak swobodnie ich nie chlastał swoim niewidzialnymi biczami. Ten pierwszy burknął coś cicho pod nosem, ale zostało to bardzo skutecznie zagłuszone przez panujący chaos i zawieruchę. Po wyrazie twarzy kata można było wyczuć, że czuje niepokój związany z tym wszystkim co się dzieje, a ciało wraz z tym wszystkim powoli traci siły, aby się przeciwstawiać żywiołowi. Podobnie było z towarzyszką, która mocno przywarła do ubioru Ramzesa, szukając jakiegokolwiek ciepła.
Wiatr niósł wspólną modlitwę czy też czar rzucany przez Sabina i Louisa, niczym czysty śpiew szarpany przez krzyki tłumu. Tak brzmiało to wśród całego zamieszania.. Do nich jednak dochodziły tylko urywki słów wypowiadaniach przez dwóch braci, nie dające się określić i nakierować czy powinno się stąd uciekać czym prędzej lub też czy jest sens takiej ucieczki. Upadły przytulił do siebie Tayę spontanicznie, jednocześnie zasłaniając jej uszy, by upiorny świst nie dał się we znaki, bo dla niego nie było to raczej niczym nadzwyczajnym, chodź bardzo irytowało jego zmysł słuchu. Sam stał nieporuszony w miarę, obserwując dokładnie, niezdolny do jakiejkolwiek reakcji względem tego co działo się wokół. Zresztą wyznawał zasadę, że co ma być to będzie, niepotrzebne są więc zbędne działania, których późniejszego wyniku i tak się nie zna. Prócz tego realnie oceniał swoje szanse, a raczej ich brak w starciu z magią braci. Wolał nie ryzykować, nie dziś Magia, której używali była potężna i pewnie zbliżenie się bliżej dla niego mogłoby oznaczać śmierć lub poważne uszkodzenia, ponieważ jako mieszaniec był strasznie wrażliwy na magię, a było to spowodowane posiadaniem genów ludzkich w swojej krwi. Taya przywarła jeszcze mocniej, czując i poniekąd słysząc co się dzieje wokół. Była równie zdziwiona i zszokowana tym co się działo jak reszta obecnych.
Wrząca woda spowodowała, że skrzydlaci cofnęli się do linii drzew wolnym, aczkolwiek pewnym krokiem. Zwyczajnie woleli się nie poparzyć parą o bardzo wysokiej temperaturze. Kto by zresztą chciał zostać poparzony przez takie coś i później żałować braku rozsądku w przeszłości. Przysiedli na ziemi obserwując z pewną chorobliwą fascynacją świetliste znaki na filarach, bijace coraz to jaśniejszym i bardziej oślepiającym światłem we wszystkie strony. Pulsowały z początku dosyć wolno, dając się jeszcze rozpoznać jako jakieś wyryte w filarach oznaczenia. Im dłużej trwało wszystko, tym szybciej pulsowały. Doszło do tego momentu, że częstotliwości ich pulsowania był tak wielka, że nie można było rozróżnić tego od zwykłego lśnienia. Po dłuższym wpatrywaniu oczy odmawiały posłuszeństwa i same zamykały powieki, aby ograniczyć ilość przyjmowanego światła, aby nie uszkodzić delikatnej budowy oka tą zabójczą dawką.
-Wasza Wysokość wie co się dzieje?-spytała cicho Anielica uparcie nie puszczając dłoni Ramzesa i tuląc się do jego boku. Nie dość, że cieplej to jeszcze dostawała gratis poczucie bezpieczeństwa. No i głaskanie po włosach, które pojawiło się zaraz po odejściu od jeziora podczas parowania wrzącej i bulgoczącej wody na wszystkie możliwe strony wokół, a większej mierze w górę.
-Nie.-odpowiedział krótko. Wbił wzrok w niebo. Zauważył, że drzewo pod którym siedzą traci liście, obumiera. Rozejrzał się w koło. Cały świat umierał, cały świat... Tylko dzięki refleksowi wypracowanemu w swoim specyficznym zawodzie uratował ją przed spadającą, całkowicie spróchniałą gałęzią. Zaś ta po spotkaniu z ziemią upadła na grunt głucho, znikając i zamieniając się w dziwny pył, która został porwany wraz z potężnym podmuchem wiatru. Podobnie jak większość podobnych rzeczy. Przetoczyli się po ziemi, spleceni w dziwnym uścisku, wynikającym przez równie dziwne sytuacyjne zdarzenie. Naszyjnik Tayi świecił się, jakby reagując na magię filarów, co mogło świadczyć o tym, że był stworzony podobną magią, która aktualnie niszczyła ten świat. Nieprzyjazną magią.
Ból nie ominął i ich. Władca, leżący aktualnie pod drobnym ciałem Upadłej, zacisnął zęby i jęknął cicho. Dał tak do zrozumienia, że coś jest z nim nie tak. Zacisnął mocno oczy, nie chcąc ukazywać tego co w nich teraz skrywa. Jeśli w ten sposób Sabin torturował Tayę i Rin to nie dziwił się ani bliznom na ciele tej drugiej, ani paraliżowi tej pierwszej i będącej teraz z nim tutaj. Jemu tylko wieloletni trening katowski pomagał zapanować nad ciałem, chodź i to przychodziło mu z nie lada trudnością i wysiłkiem, każdy mięsień ciała odmawiał powoli posłuszeństwa, a on uparcie próbował z tym walczyć, czasem tylko potęgując ból. Ona treningu nie przechodziła. Jęczała cicho, zwinięta w kłębek, przygryzając sobie wargi, byle tylko nie krzyczeć. Przypominało to tamtą torturę, obezwładniający ból. Znów będzie jak sparaliżowana? „Nie chcę…” pomyślała naiwnie. Dłonie drapały po ziemi, tworząc na niej długiej, cienkie rowki po paznokciach i opuszkach palców Tayi.
Nagle ból jak przyszedł tak i skończył się natychmiastowo oraz równie niespodziewanie. Otworzyli oczy. Oślepiająca jasność w niczym nie przypominała śniegu, ba, nawet sprawiała że bielusieńki puch wydawał się szary i brudny. Zeszpecony i niewarty opisywania jako 'śnieżnobiały'. Ta biel biła biel śniegu niczym mistrz ucznia, która nie wie co do czego z początkiem nauki.
Zamknęła oczy, zdezorientowana wszystkim co działo się wokół niej, a raczej nich. Nie chciała by jasność oślepiła ją na zawsze, przecież musiała zobaczyć jeszcze tak wiele rzeczy, ale co też będzie mogła zobaczyć jeżeli ten świat teraz dąży ku zagładzie przez dwóch zachłannych braci, dysponujących niewiarygodną potęgą. Dorównując nawet samym bogom w tym momencie.. Odwróciła buzię w stronę Ramzesa i oplotła ramionami jego szyję jak jakieś małe, bezbronne zwierze, nie dusząc go jednak mimo wszystko. Wtuliła się o wiele mocniej niż zwykle, wyciągając skrzydła i obejmując nimi ich, w ochronnym geście. Upadły jednak nie mógł pozwolić na to, by ewentualne następstwa tej jasności spadły na nią. Przecież obiecał jej tyle razy, a raczej mówił, że nie pozwoli, aby stała się jej krzywda. Przewrócił się, a w konsekwencji także i ją. Teraz on był na górze. Sześcioma skrzydłami bez problemu nakrył ich, osłaniając od światła zewnętrznego poza nimi. Ale nie od końca, prawie idealnie. Prawie robi pewną różnicę...
Wargi aniołów zetknęły się przez całe to zajście i próbę ochrony upadłego przez Ramzes'a, najpierw przypadkiem, by potem połączyć się z czułością i całkiem świadomie, spodziewając się, że to może być ostatnia rzecz jaką zdążą zrobić przez losem podobnym do roślinności oraz umierającego świata. I tak ich zastało czarne zapomnienie, kończąc teraźniejszy świat.
Pomyśleć, że chwilę temu rozmawiali o Kayami i o zmianach. I pomyśleć, że Taya chciała przenieść się z cmentarza, bo było zbyt ponuro. A tu? Umierający świat, kontrastowo czarno-biały przez ową dziwną jasność, pozbawiony życia, konające dusze skazane teraz na los jeszcze nieokreślony. Cóż za Bóg się nim opiekuje, że tak pozwolił zbezcześcić swoje wielkie dzieło przez własne twory...

Edited...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Pon Cze 08, 2009 8:28 am

(twórczy tekst się pojawił)
Dziewczyna zwisała z oparcia krzesła i z mozołem odcinała sakiewkę jakiemuś kupcowi. Jeszcze tylko chwila, a talary znalazłyby się w jej rękach. W końcu jednak udało jej się zdobyć skórzany woreczek i czym prędzej wybyła z jakiejś obskurnej gospody. Szła beztrosko brzegiem drogi i podrzucała swoją zdobycz, gdy nagle zawirowało jej w głowie. Przymknęła na chwilę oczy, a gdy otworzyła je podobnie, w jej ręce wpadła sakiewka – teraz puchata i ruda. Przyjrzała się temu zjawisku dokładniej, a przedmiot ów poruszył się i pisnął coś. Teraz jej zdumienie przekroczyło wszelkie granice. Rozejrzała się wokół w poszukiwaniu swojej sakwy, jednak nie znalazła jej. Zresztą, gdyby gdziekolwiek upadła, to z całą pewnością by to usłyszała.
Zerknęła podobnie na owo coś w swoich rękach. Rozwinęło się ono, a jej oczom ukazały się dwa duże, czarne punkciki. Zwierzątko przemyło sobie łebek i zeskoczyło zwinnie z jej rąk czmychając w otaczający dziewczynę las. Patrzyła za nią przez chwilę i już miała ruszyć, gdy złapał ją ból głowy.
Opadła na kolana i ścisnęła dłonie w pięści. To nie było zwykłe. Ot, jakby nagle przez jej głowę przeszła strzała. Mimo, iż trwało to zaledwie ułamek sekundy, jasnowłosa oddychała ciężko. Z trudem uniosła głowę i zauważyła, że otoczenie faluje. Jednak śpiewające ptaki zdawały się tego nie dostrzegać, a pasące się niedaleko jelenie nie oderwały się ani na moment od posiłku.
Kolejne uderzenie nadeszło równie nagle, jednak teraz była czujna. Błyskawicznie rozpostarła wokół siebie osłonę, która miałaby ją obronić przed ewentualnym atakiem. O dziwo, wszystko ustało.
Czyżby ktoś się tutaj czaił?, pomyślała, rozglądając się kątem oka. Niczego nie zauważyła, więc wysłała w pewnym promieniu falę iluzji, która ukazywała ją, padającą bezwładnie na ziemię bez jakichkolwiek oznak życia.
Gdy tylko moc przeniknęła przez osłonę... zniknęła. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy.
- Co, do diabła...? – zaklęła pod nosem, podnosząc się na nogi. Przypomniała sobie formułkę, którą kiedyś zasłyszała u znajomego maga. Owszem, posiadała moc, jednak nigdy z niej nie korzystała, gdyż nie zawsze wiedziała jak. Teraz jednak, swobodnie wypowiedziała krótką formułkę zaklęcia o uroczej nazwie ‘Otwórz oczy’. Nie utrzymało się długo, jednak wystarczyło, by zobaczyła coś, co w zupełności jej się nie podobało.
Zewsząd energia ‘wyciekała’ i kierowała się w jednym kierunku – jeziora w górach. Przez co mocniejsze ośrodki mocy przechodziły krótkie ‘strzały’, które miały za zadanie je osłabić i sprowokować jakąś reakcję.
Sięgnęła pamięcią do pewnego dnia, kiedy była jeszcze malutka. O dziwo, nie mogła sobie przypomnieć nawet tamtego miesiąca, choć pamięć zawsze miała znakomitą. Skrzywiła się. Potrzebowała fachowej rady.
Z pewną dozą niepewności spojrzała na pobliską kałużę. Co, jeśli będzie chciała się przenieść? Czy szlag ją trafi na miejscu, a może po prostu zmoknie? Wzruszyła ramionami. Jeśli nie zrobi nic, to prawdopodobnie nie będzie już miała nigdy okazji, by zrobić cokolwiek. Skoczyła w wodę, znikając.

Wyskoczyła z wanny pełnej gorącej wody w wieży swojego znajomego maga. Pech chciał, że właśnie oddawał się kąpieli i w zupełności nie był przygotowany na wizyty. Wrzasnął przenikliwie, podtopił i spojrzał na nią z wyrzutem.
- Mogę znać powód twojego najścia? – spytał gniewnie.
- Coś się dzieje – powiedziała szybko. – Energia ciągnie w kierunku gór, wysysając się ze wszystkiego, co znajdzie po drodze. Jakby tego było mało, krótkie ataki nie wiem czego sprawiają, że znika pamięć. A przynajmniej mi. – przyznała.
Zamyślił się, a ona podała mu różowy szlafrok, odwracając się. Krótki plusk i lekkie szumienie dało jej znak, że może bez przeszkód otworzyć oczy. Spojrzała na niego.
- Jesteś pewna, że ci się nie wydawało?
Już miała uraczyć go długim kazaniem na temat tego, że jej się nigdy nic nie wydaje, a już tym bardziej nie ma halucynacji, gdy wieża zatrzęsła się.
Mag zmrużył oczy, by zobaczyć co to takiego było. Wokół huczało od uderzeń energii, a mury wibrowały.
- A więc nie wydawało.
Poczłapał w kierunku schodów i zbiegł z nich szybko. Dziewczyna, chwilowo potrzebująca rozrywki zjechała po spiralnej poręczy, by wylądować w jakiejś stercie ksiąg. Pulchniutki i niski mężczyzna znikł jej z oczu. Dopiero dźwięk przerzucanych tomisk i szelest kartek doprowadziły ją do niego.
Wodził szybko wzrokiem po literkach, a jego usta poruszały się miarowo. Jasnowłosa przyglądała mu się z uwagą. On westchnął i spojrzał na nią.
- Zbliża się coś, co można śmiało nazwać apokalipsą. W obecnym stadium nie da się temu zapobiec, a jedynie jakoś przetrwać. Wola przetrwania może zaprowadzić wielu do bezpiecznego miejsca. Niektórych może tam zawieść szczęście. A bardzo nielicznych wiedza. – nabrał powietrza – A jeśli nie chcesz stracić NICZEGO, to polecam ci udać się do miejsca, do którego ciągnie moc.
Przytaknęła.
- A co z tobą? – spytała z niemal prawdziwą troską.
- Cóż, magowie w takich przypadkach przerzucają się do jednego ze światów zewnętrznych. Może tutaj kiedyś wrócą. – powiedział, wciąć czytając jakiś manuskrypt. – Nie wiem jak, ale udało ci się tutaj przenieść za pomocą mocy. Jestem pod wrażeniem twojego szczęścia. Szanse były dość nikłe.
Uśmiechnęła się.
- Oby się udało po raz drugi – rzuciła, skacząc w kierunku szklanki wody, stojącej na jakimś stoliku. Fakt, że znajdował się już na niej osad świadczył o tym, że musiała tu być już długo.
- Nie! – krzyknął, ruszając za nią, jednak jej już nie było.

Pojawiła się nad jeziorem, wyskakując z jakiegoś bagniska wraz z Pucą. Natychmiast jednak moc przygwoździła ją do ziemi, nie pozwalając chociażby się ruszyć. Jęknęła przeciągle, wtulając się w sierść wilka. Jego ciche skomlenie udowadniało jej, że przynajmniej nie tylko ona cierpi. Uchyliła nieco oka, by rozejrzeć się. Dostrzegła kilka znajomych twarzy i rozpogodziła się. Grunt, to żeby nie być po tym wszystkim samotnym.
By złagodzić nieco ból swojego zwierzaka, wchłonęła go, korzystając z tego, że podzieliła się z nim energią amuletów. Dzięki temu tworzyła z nim jedność, którą mogła rozdzielać i łączyć w zależności od potrzeby.
Ból wzmagał się, a jasnowłosa rozważała wszystkie możliwości. W takiej sytuacji nie miałaby siły, by przenieść się do piekła i przeczekać tutejszą katastrofę. Wtem ból zniknął. Jak gdyby go nigdy nie było. Powoli podniosła się na nogi – już po raz drugi dnia dzisiejszego. Spojrzała w kierunku, gdzie dwaj bracia odprawiali starożytny rytuał.
- A by was szlag – zażyczyła im uprzejmie. Miała nadzieję, że siła, która przez nich przepłynie sprawi, że rychło odwiedzą Asmodeusza.
I wtedy nastała jasność, która pochłonęła wszystko, a dziewczyna poczuła, że spada.


Ostatnio zmieniony przez Illya dnia Pon Cze 08, 2009 5:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Pon Cze 08, 2009 1:54 pm

[A cóż to, żaden demon jeszcze nic nie nasmarował?! Oj, czarną ich przyszłość widzę. Więc też dzisiaj, ale później, wrzucę jakieś bazgroły.]

Pałętał się tu i ówdzie, bez żadnego konkretnego celu – ot, aby zabić czas. Codzienność. Nuda i monotonnia doskwierała mu jeszcze bardziej niż zwykle, zwłaszcza, że Kayami opustoszało. Większość wyniosła się, jednak Kjell w jakiś sposób przyzwyczaił się do tej krainy, do tych osób w niej mieszkających. Uśmiechnął się nikle, wspominając niektórych. Nagle przerwał wspominki, a półuśmiech zamarł mu na ustach. Demon czuł, że dzieje się coś niedobrego. Bardzo niedobrego. Wiedział, oczywiście, że dwaj bracia mają jakieś niecne plany odnośnie Kayami, jednak on się niezbyt tym przejmował, póki chłopcy mu w drogę nie wchodzili. Zresztą, ostatnimi czasy był tak sparaliżowany tą monotonnią, że na niewiele rzeczy zwracał uwagę, więc pewnie i braćmi przecinającymi mu drogę by się zbytnio nie przejął. Ale te dziwne uczucie, którego właśnie doświadczał obudziło jego umysł i postawiło ciało w najwyższej gotowości. Demon wahał się chwilę – w końcu nie należał do tych, którzy tak bezinteresownie pomagają innym, z własnej, nieprzymuszonej woli. Westchnął w końcu i ruszył szybkim krokiem w stronę, z której płynęły te dziwne rzeczy, wręcz przywoływały, kiedy już wdarły się do umysłu. Kjell przyspieszył kroku.
Gdy w końcu dotarł nad jezioro przykucnął w krzakach i obserwował dwójkę braci. Jego uwagę po chwili przykuły ogromne filary.
- Co do... - mruknął, przysuwając się nieco bliżej.
Zamek sobie budują?, pomyślał. Przyglądał się chwilę tym kamiennym filarom, by po chwili przenieść wzrok ponownie na braci. Wyglądali na poważnych, nawet ten starszy, który był znany jako wariat. Kjell rozejrzał się, szukając wzrokiem znanych sobie osób. Ciekaw był, czy inni też wyczuli te dziwne... Wibracje? wypływające z jeziora. Dostrzegł kilka znanych twarzy – wyglądali na równie zdziwionych, co on. Czyli też nie mają pojęcia co się dzieje. Demon westchnął głęboko.
- Pewnie nic nie da się z tym zrobić – mruknął do siebie ze zrezygnowaniem.
Wysunął się trochę do przodu, nie dbając nawet o to, czy zostanie zauważony, czy nie. W jakiś sposób przeczuwał, że to i tak jest koniec, braciszkowie działając razem postanowili zniszczyć Kayami. Usiadł w miarę wygodnie i oparł się plecami o drzewo, oglądając „widowisko”. Gwizdnął jeszcze cicho na wilka, który, wyczuwając zagrożenie, sam znalazł właściciela, a teraz zbliżył się do niego i ułożył u jego boku. Wzrok miał nieprzenikniony, widocznie też czuł, że to koniec.
- Bywa i tak – westchnął, głaszcząc towarzysza, po czym zakładając ręce za głowę.
Obojętnym wzrokiem przyglądał się temu wszystkiemu, co jakiś czas urozmaicając sobie czas patrzeniem na twarze mieszkańców tej krainy. Niektórzy byli przestraszeni, inni zszokowani. Kjell patrzył na wszystko z chłodną obojętnością, swoje przeżył, koniec nie wydawał się aż tak straszny, kiedy już się spotkało z nim oko w oko. A taki spektakularny zawsze lepszy, niż śmierć od cięcia mieczem, czy coś takiego. Tyle przygotowań, aby zabić tę garstkę osób, która pozostała w Kayami. Chyba za poważnie nas traktują, pomyślał z lekkim rozbawieniem. Przymknął oczy i oddał się wspomnieniom, nawet na siebie nie klnąc w duchu, że zrobił się sentymentalny. Raz w życiu można.
Długo sobie nie powspominał, ledwie po kilku chwilach musiał otworzyć oczy, bo zrobiło się dziwnie ciepło. Zobaczył, że jezioro wrze, a na filarach płoną jakieś dziwne znaki.
- A więc już się zaczęło – mruknął do siebie i zgiął jedno kolano, opierając na nim rękę.
Obserwował wszystko z umiarkowaną ciekawością, gdy wtem przeraźliwa jasność niemal wypaliła mu oczy. Szarpnął głową w tył, zasłaniając oczy przedramieniem. Ostatnie co zobaczył, to że Ramzes osłania Tayę skrzydłami. Demon uśmiechnął się drwiąco, czując irracjonalną złość na króla upadłych. Casanova, psiakrew, pomyślał. Położył wolną rękę na głowie wilka i uspokoił się, wyczuwając opanowanie zwierzęcia. Kjell zawsze wiedział, że ten wilk jest niesamowicie mądry. Czasem mądrzejszy niż on sam. Uśmiechnął się ponownie, lekko, nieznacznie.
I z takim uśmiechem nakryła go jasność, nie tylko jego zresztą – całą krainę Kayami, która teraz miała zniknąć raz na zawsze. I gdzie ci bogowie? Ktokolwiek? Kjell średnio wierzył w tych wszystkich "najwyższych", ale obecne wydarzenia upewniły go w tym, że żadnych bogów nie ma.


Ostatnio zmieniony przez Kjell dnia Wto Cze 09, 2009 12:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Pon Cze 08, 2009 3:36 pm

[Ramz i Taya ;> To można grupowo pisać? Tak czepiam się ;*

Też zaraz coś napiszę :D]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Pon Cze 08, 2009 5:28 pm

// Reno. Jakbyś się nie czepiał nie byłbyś sobą ;D A widzisz gdzieś zakaz? ;*
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Pon Cze 08, 2009 5:35 pm

Ah... Zimno się robiło. Nawet ogień w kominku zgasł w jego rezydencji. Ubrał się jak zwykle na swój sposób. Następnie narzucił na siebie swoje najlepsze, białe futro, pod szyją zawiązał chustę by nie zmarznąć aż tak. Cóż mógł jeszcze więcej zabrać jak skórzane rękawiczki pasujące do butów i kapelusz. Z powody prawdopodobnego śniegu jeszcze parasol. Straszna pogoda, ale... Jakim cudem. Przecież to już prawie lato. Uh... Jeszcze się gorzej poczuł. A już miał nadzieję że choroba odeszła w niepamięć, a tu nagle wykaszlał znów trochę krwi. Zakrył się szczelniej. I wyszedł. Nie mylił się, śnieg padał. Trzymał parasol nad głową. Ta pogoda... Skąd to wszystko się brało? Im się oddalał od zabudowań, tym śnieżyca nabierała na sile. W pewnym momencie parasol wyrwało mu z dłoni.
Poprawił futro, no pięknie... Zapowiada się coś ciekawego. Doszedł do jeziora w końcu. Przerażający widok tafla wody zamarzła, wszędzie pełno śniegu... Smród martwych ciał. Cały czas za nim szedł tygrys, już średnich rozmiarów. W końcu trzymał głowę pod dłonią dzieciaka. Aż dziw że jakoś tutaj doszedł.
Nie był przyzwyczajony do warunków ekstremalnych. Nagle kolejny atak kaszlu. W dodatku jeszcze zaczął się dusić. Opadł na kolana usiłując złapać tlen, a krew zmieszana ze śliną spływała mu po dolnej wardze i kapała na śnieg, w dość dużej ilości. Wreszcie wziął wdech. Uspokoił się.
Czyżby ostatnie chwile życia? To było do przewidzenia. Wszystko co się działo… Próby uratowania, gdy bogowie zstąpili, poszło wszystko na marne? Cóż on może poradzić, jedynie ratować się w jakikolwiek sposób. Jak to się mówi, tonący brzytwy się chwyta.
Nie miał właściwie czego ratować. Królestwo to królestwo, żył na własną rękę, zdradził je niejednokrotnie, później tłumacząc się zgrabnie. I doszedł do czegoś. Żyjąc w kłamstwie i korzystając z otoczenia. Nareszcie mógł się z kimś zmierzyć. A nie uciekać w popłochu. Jednak, cóż tu ratować. Stał spokojnie. Rozglądając się, wszędzie umierali ludzie, mnóstwo trupów. Naprawdę zapowiadało się na koniec. To nie zwykłe plotki.
Wyciągnął rękę w powietrze. Spod rękawa futra mignęło tylko ostrze ciągnąc za sobą łańcuch. Nie odda wszystkiego w jednej chwili. Nie pozwoli się zabić. Był gotów zabić. Po raz pierwszy z premedytacją. Ostrze skierowało się w stronę środka jeziora. Wszystko zdawało się kręcić wokół tej części krainy. Łańcuch wbił się w środek zbiornika. Przebił taflę… I jak by coś go zablokowało. Naprawdę coś było nie tak. Chyba że jezioro zamarzło. Nie tylko tafla, ale cała woda. Śnieg męczył nadal. Miał już dość wszystkiego. Szarpnął usiłując wytargać broń ze zmarzliny. W tym samym czasie skupiając się nad amuletem aby śnieg zaprzestał swej gry.
Spojrzał na tygrysa. Czyżby zamarzał? Niedorzeczne. Ale kulił się leżąc na śniegu. Znowu, znowu poczucie że nic nie może poradzić. Zdjął futro i okrył nim zwierze. Chociaż tyle. Niewiele, ale zawsze coś. Usiadł opierając się o Maviasa. Przymknął oczy i zwinął łańcuch.
Ten chłód był taki uspokajający. Spojrzał w niebo. Śnieg znów się nasilał. Przymknął zwolna oczy.
-Czyli, to naprawdę koniec?
Uśmiechnął się sympatycznie sam do siebie. Miliony razy wyobrażał sobie śmierć, czyżby nareszcie miał się przekonać jak to będzie? Zaczął sobie nucić pod nosem melodie. Gdy nagle jakieś słowa zostały rzucone.
Coś o filarach, nie chciał już na to zwracać uwagi. Pragnął spokoju. Nie śmierci. Zaczęło robić się cieplej… Jakim cudem? Ale to ciepło było takie przyjemne, zawsze zmarznięty dzieciak marzył tylko o czymś takim. Jednak, temperatura wzrastała. Wszystko dookoła nadal umierało. I znów sam.
Olbrzymie ilości śniegu zaczęły topnieć. A wręcz parować. Optymizm, starał się utrzymać optymizm. Wszystko jakoś będzie, uspokoi się… Cokolwiek. Czuł się fantastycznie. Tak spokojnie. Wszystko znikało? Nie wiadomo, ale wszystko zostawało ogarnięte światłem. Spokój odpłynął w niepamięć, wszelkie wspomnienia wirowały, nachodziły na siebie… Nie wiedział już co się dzieje. Przymknął oczy i z tą ufnością i nadzieją czekał że wszystko się jakoś, samo ułoży.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Pon Cze 08, 2009 5:46 pm

Ramz "ci, którzy chcą, aby jego postać nie straciła niczego, co dotychczas zdobyła i była kontynuowana w nowych czasach musi opisać pod tym postem jak widzi to, co się dzieje min. 1 strona A4"
Tu jest dokładna mowa, że jedna postać ma napisać min. 1 stone a4, więc skoro wy na dwie postacie pisaliście to powinno być 2 strony a4.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Pon Cze 08, 2009 11:16 pm

[Klawiatura mi nie działa -.-]

edit: (jednak nie pisze, bo i tak gdzieś z 3 miesiące nie będę miała czasu cokolwiek pisać, więc najwyżej potem na nowo założe postać.. bye ;*)


Ostatnio zmieniony przez Akumu dnia Pon Cze 15, 2009 2:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Pon Cze 08, 2009 11:57 pm

[L jesteś wredny ;< Mniejsza, poświecę swoją pustą łepetynę i coś dopiszę, aby było 2x A4 -.=]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Wto Cze 09, 2009 12:40 am

[To mnie powinieneś dziękować! :D wszystko dzięki mnie! :D]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Wto Cze 09, 2009 12:53 am

[A kij Ci głęboko w dupę, tak żeby jeszcze bokiem wyszedł i nie powiem czym jeszcze ;d Poprawiłem, a teraz idę spać konający umysłowo. Miłej nocy złośliwcu ;*]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Wto Cze 09, 2009 2:39 pm

Kiedy kilka dni temu Panienka Blair udała się na krótki urlop, wydawało jej się to najlepszą rzeczą na świecie. Mały domek na drugim końcu lasu, gdzie zamieszkała na tę cudowną ‘chwilę’ był chyba najbardziej odciętym od ludzkości miejscem w tej krainie. A jednak tego feralnego dnia od samego rana Blair czuła się niespokojnie. Dziwne, czarne myśli kłębiły jej się w głowie, co dodatkowo. Dokładnie nie wiedziała o co się tak martwi, w końcu była całkowicie odcięta od informacji, nawet gdyby gdzieś wybuchł pożar ona by o tym nie wiedziała, więc nie musiałaby się tym przejmować. A jednak to z pewnością nie pożar tak strasznie ją niepokoił, to musiało być coś większego.
- Dość mam tego – warknęła sama do siebie waląc przy okazji pięścią w stół, co ją niestety zabolało. Nie tak miał wyglądać jej wolny czas. Miała się o nic nie martwić i korzystać z coraz to cieplejszych dni.
Chwyciła zachłannie płaszcz i wyszła z domu mocno trzaskając drzwiami. Coś podpowiadało jej, żeby udała się w stronę gór. I tak też zrobiła. Jej kroki stawały się coraz to szybsze i szybsze, tak że aż w pewnym momencie biegła. Jak się okazało bieg w wysokich butach jest niezwykle wyczerpujący, musiała więc już po kilkuset metrach stanąć i odpocząć. I podczas tego postoju nagle dotarło do niej... Wszędzie wokół czuć było tylko dziwny zapach zgnilizny, jakże okropny i odrzucający dla jej delikatnego nosa.
I wtem zamarła w bezruchu. Ogarnął ją taki strach, że aż ją sparaliżowało i bynajmniej ni było to spowodowane tym, że cały dzień czuła się nieswojo. Po prostu nad sobą usłyszała ten okropny szelest skrzydeł. Powoli jakby ostrożnie uniosła głowę w górę. Nad lasem leciał anioł, jeden z tych, które wysyła się na ziemię gdy ktoś umiera, taki anioł zbiera dusze, a ona wcale nie powinna go tu widzieć.
- Nie po mnie, tylko nie po mnie jeszcze nie teraz – mamrotała zawzięcie jakby to miało coś pomóc. Jako, że jest medykiem często widywała śmierć i czasem przewinęło jej się przed nosem cielsko takiego anioła, ale teraz była sama w lesie, więc nie miała pewności po kogo ów anioł leci.
Już chwilę potem okazało się, że to nie jedyny taki anioł wysłany na ziemię, a wręcz za nim leciały jeszcze chmary tych istot, niemalże całkowicie przysłaniając niebo.
Najwyraźniej Blair miała jednak szczęście, ponieważ w nienaruszonym stanie przetrwała, a te jakże przerażające skrzydlate istoty odleciały. Odetchnęła z ulgą, a wraz z głębokim oddechem przyszło olśnienie. Jakże mogła zapomnieć o tym, że i ona potrafi latać, a przecież to jest mniej męczące i w dodatku szybsze! Zachwycona swoim odkryciem rozłożyła wielkie czarne skrzydła i już chwilę później wznosiła się nad lasem, mamrocząc w duchu ‘Nienawidzę tego’, bo prawdą było, że postać człowieka z ptasimi/kruczymi skrzydłami nie należała do jej ulubionych. Jednak dziś czuła się tak pewniej.
Spojrzała przed siebie, do gór pozostał jeszcze spory kawałek dogi. A czasu prawdopodobnie zbyt wiele jej nie zostało. Tak więc pośpiesznie zaczęła machać skrzydłami. Niosły ją one z dużą szybkością, ale jakże miło było lecieć i obserwować wszystko z wysokości. Może gdyby nie to zimno, które nasilało się wraz ze zbliżaniem się do gór, uznała by tę podróż za coś miłego.
Las kończył się w niedużej odległości od jeziorka. Otworzyła delikatnie usta wiedziona niepewnością. I nie mogąc uwierzyć w to co widzi wylądowała na czubku jednej z wysokich sosen. Jezioro widocznie zaczęło odmarzać, a wraz z tym ogromne ilości pary wodnej uniosły się w powietrze i przesłoniły cały widok. Dziwna fala gorąca buchnęła prosto w nią. Miała ochotę krzyczeć, ale coś zaczęło ją dusić. Rozejrzała się, usilnie próbując dostrzec coś przez mgłę. Zmrużyła oczy i udało jej się zobaczyć dwie postacie, w których z trudem rozpoznała tych dziwnych braci, którzy ostatnimi czasy nawiedzili krainę. Zauważyła też dwa... nie! Trzy filary, które jakoby wyrastające z jeziora i teraz na ich czubkach jarzyło się dziwne jaśniejące światło. Może na tym powinna poprzestać i już się nie rozglądać jednak jej ciekawość była większa. Widziała całe stada ptaków próbujących jeszcze uciec, jednak wszystkie nagle szlag trafił i martwe spadły na ziemię gdzie anioły zbierały dusze martwych ludzi. Tysiące martwych ludzi i zwierząt, którzy nie mieli większych szans na ocalenie. Wydawało jej się, że widzi kilka znajomych osób, jednak oczy zaczęły ją zawodzić. Zmrużyła je i dalej próbowała coś zobaczyć. A kiedy sosnowa gałąź na której stała złamała się. Blair już tylko resztkami silnej woli usiłowała nie mdleć. Wydawało jej się nawet, że jeden z tych okropnych aniołów łapie ją i delikatnie sadza na ziemi... a może to już był tylko jej sen?

[kiahahaha się wysiliłam XD]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   Wto Cze 09, 2009 9:42 pm

[Gdybyście z L'em się nie przyczepili, drogi Reno, to Elys by nic nie zauważyła i uznała, że tak ma być xD ]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jezioro w górach   

Powrót do góry Go down
 
Jezioro w górach
Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Kraina Kayami :: Tereny pomiędzy królestwami :: Alabastrowe Góry-
Skocz do: