Kraina Kayami

Przyłącz się do naszego fantastycznego świata...
 
IndeksFAQSzukajRejestracjaGrupyUżytkownicyZaloguj

Share | 
 

 Morrigan Van Alen

Go down 
AutorWiadomość
Morrigan Van Alen
Obserwator
Obserwator
avatar

Liczba postów : 3
Age : 25
Registration date : 24/09/2010
Zwierzęta : 100

Karta postaci
Srebrniki: Do bogatych nie należy.

PisanieTemat: Morrigan Van Alen   Pią Wrz 24, 2010 12:38 pm

Imię Morrigan Flameth
Nazwisko Van Alen
Wiek Gdyby ujrzeć Morrigan raz pierwszy i spojrzeć na nią okiem mało wprawnym, można stwierdzić, iż dziewczę to posiada nie więcej niż dwadzieścia cztery wiosny. Jednak człek doświadczony, potrafiący czytać nie tylko z wyglądu okładki, a w stronicach dopatrywać się głębi, dostrzeże w jej złocistych oczach doświadczenie osoby starszej, która wiec, co to znaczy życie. Lub śmierć, kto woli. A więc wiedzą dla niewielu będzie, iż istota ta posiada lat 678.
Rasa Upadły Anioł
Proponowana ranga Obserwator
Królestwo Korzenie swe posiada w Królestwie Przeklętych, gdzie z łona swego matka jej Alana, Upadła Anielica z pochodzenia, wydała ją na ten nic nie warty świat, gdzie szerzy się buta, bezprawie mord i gwałt, gdzie tyle dobra i zła, a neutralność swą złą stronę objawia. Czyż zatem nie jesteśmy źli , choć ze złem walczymy, więc czyż siebie nie okłamujemy?
Znaki szczególneGdyby się nad tym zastanowić, nic nie zwykłego nie ma w tej kobiecie. O ile zaliczyć do tego można wyjątkową zajadłość w niesieniu mordu i nienawiść zaliczyć, gdyby podciągnąć do tego brak jakichkolwiek bliżej znanych ludzkości uczuć, a jej bezwzględność ocenić jako coś wyjątkowego, to tak, posiada znak szczególny. Zaś co się tyczy ciała jej, to jedyne co można niezwykłego się w nim dopatrzeć to płynne złoto jej tęczówek, które bezdusznością się cechują, jak i tatuaż węża nieskończoności naniesionego tuż przy wgłębieniu ucha. Ewentualnie karminowe skrzydła długie na rozpiętość około trzech metrów.
Charakter Morrigan to dziwna istota, pełna sprzeczności, które charakteryzują ludzką rasę. Jednak połączenie dobra i zła walczącego w jej duszy, odcisnęło na niej swego rodzaju piętno. Można ją zastać w dobrym humorze, pełną werwy i złudnego ciepła, czasami litość jakąś okaże, jednakże zła strona jej natury, cechująca się wpływami krwi demona, którym ojciec niewiasty był, pozwala również sądzić, iż niebezpieczeństwo w darze mogą nieść jej dłonie, jak i słowa. Zresztą co rozwodzić się nad jej zwodniczą naturą, sam poznaj jej wcielenia, by wiedzieć, jak zachować się w przyszłości. Kto wie, a nuż polubi Cię i szacunek Twemu życiu okaże? Tego nikt nie, o ile spróbować mu nie przyjdzie, czyż nie?
Historia Historia Morrigan Flameth Van Alen cechuje się pełnią zawiłości, niejasności, mroku i odrobiny światła. Jednak nie wiele można zrozumieć z tego, co przydarzyło się ów kobiecie, gdyż sama Morrigan nie pozwala swej pamięci pamiętać tego, co wydaje jej się nie istotne, lub zbyt ciężkie do dalszej egzystencji na tym padole łez. Cofnijmy się te 667 lat wstecz, gdy istota ta miała zaledwie jedenaście wiosen za swymi plecami...

-Mamo, mamusiu! Wróciłam! - Donośny, piskliwy głosik dziewczynki odbił się echem od drewnianych ścian ich małego domostwa, położonego na skraju Krainy Przeklętych. -Udało mi się, upolowałam kozła! - Obwieściła, dopiero po chwili rozumiejąc, cóż takiego przedstawiała sceneria. Mały salonik z sosnowymi meblami był zupełnej ruinie. Wszędzie walały się szczątki glinianych miseczek i wazonów, stół był przewrócony, pozbawiony jednej nogi, krzesła połamane, zaś z siennika jedyne co pozostało to kupka rozrzuconego siana i pachnąca lawenda odganiająca wszy i pchły. Klepisko nasiąknięte było skorupiejącą już posoką, zaś na środku leżało pierwsze ciało. Lilliam, jej młodsza siostrzyczka o złotym włosie i oczach tak niebieskich, tak wypełnionych miłością i wiernością, że nieraz bolało patrzenie na jej niewinność, która wręcz urzekała.
Morrigan nie wiedziała, co się dzieje. Z rozszerzonymi źrenicami patrzyła na tą okropność i nie była wstanie poczuć nic, poza pustką. Niczym w narkotycznym śnie przemierzyła zniszczony salon, dopadając kuchni, lecz to, co ujrzało, było wszystkim i niczym jednocześnie. Czteroletni Briam leżał z wielką dziurą w głowie, bez życia. Ciągle trzymał w malutkich rączkach słomianą kukiełką, Gazika, bez którego noc byłaby nie przespana. Garnki były potłuczone, palenisko rozkopane.
Co się działo? Tylko nie to!. Morrigan nadal nie była wstanie czuć nic, poza osłupieniem, pustką. Minęła ciało zmasakrowanego braciszka...
-Mamusiu, musisz żyć, proszę, nie możesz umrzeć. Nie chcę być sama! - mruczała pod nosem, wbijając paznokcie w wnętrze dłoni, aż krew nie spłynęła po nadgarstkach.
-Ty też nie żyjesz, mamusiu, prawda? Tatuś również, tak samo jak Lilliam i Briam, wy również mnie opuściliście... -szeptała głucho w przestrzeń. I znalazła to, czego obawiała się od zrozumienia okrutnej prawdy. Zwłoki jej rodziców były doszczętnie spopielone, nic z nich nie zostało, jedynie sucha skorupa. Leżeli obok siebie, jakby jeszcze przed śmiercią starali się poczuć swoją bliskość. W końcu już nic im nie pozostało, prawda?
Morrigan zaszlochała gwałtownie, pokonując tamę oszołomienia. Upadła na kolana, grzebiąc palcami w popiele.
-Mamusiu, tatusiu! Nie, gdzie jesteście?! Nieeeee!.

Sześć lat później

Szalała wojna. Najeźdźcy atakowali z żarem, który nie mógł osłabić mord, ani krew tryskająca we wszystkie strony, nawet rany, które ponosili. Wielu walczyło pomimo utraconych kończyn, wrzeszcząc dziko, przeszywająco. Konie rżały dojmująco, wszędzie zgiełk, jęki, pochrapywania zmęczonych wojaków, szczęk stali o stal, świst strzał, ogień i krew. Nieprzerwana fala krwi, pożogi, mordu i gwałtu. A wśród tego wichru apokalipsy dziewczę, już nie dziecko, lecz jeszcze nie kobieta. Wrzask, cięcie, unik, parada, młynek, cięcie, odskok, strzał. Postać wirowała, cięła z morderczą precyzją, odnosząc rany, ale zabijając w zamian. Nienawiść ociekała dookoła, lała się na chęć obrony, która spadła znienacka, jak grom z jasnego nieba. Ból, szał i wrzask. Rżenie, Świst, uderzenie o stal. Krzyk. Mord.
To wszystko było jej symbolem przez pierwsze lata wojaczki. Mściła się i zabijała bez opamiętania, walczyła tak, jakby to miało być ostatnie, co zrobi w tym życiu. Ogień, pełno ognia, przeciwnicy padali w konwulsjach, spopielani, tak, jak spopieleni zostali jej krewni. Zabijała. To było jej motto: Zabijać i jeszcze więcej zabijać. To było jej życie. To było wszystko i nic. To był jej świat, jej zemsta i szał bólu. Mord.

Przyszłość

Wiele minęło lat, w końcu stuleci, gdy Morrigan podróżowała po świecie, zabijała, syciła się tym, co było jej szaleństwem. Krwią. Była wpół dzikim zwierzem, ogłupiałym, nie myślącym trzeźwo. Została usunięta z garnizonu. Dowódcy nie chcieli mieć w swych szeregach maszyny do zabijania, która narażała wojaków na śmierć. To był diabeł, nie kobieta, to nawet nie był człowiek. Mawiali. Więc odeszła, podróżowała po świecie, zabijała dla pieniędzy i czystej przyjemności, która z tego płynęło. Nie rozumiała, czym jest cudze życie. Nie szanowała go, bo i po co? Nikt nie nauczył jej tego. Wręcz przeciwnie, pokazali jej, jak zabijając, jak odbierać życie w sposób okrutny. Nie wiedziała, iż stała się czymś gorszym od demona, a nawet Upadłego Anioła. Była zwierzęciem, ale nawet zwierze zabija tylko po to, by się nasycić, tak samo wampiry, pożywiają się, ale rzadko kiedy mordują. Była nikim i czymś. Była nieskończonością bólu i nienawiści. Nie przejmowała się odniesionymi ranami. W końcu wszystko można wyleczyć za odpowiednią cenę. Prawie. Szkoda tylko, że jej serce już dawno przestało bić w bezdusznej piersi, zranione ciosem najokrutniejszym ze wszystkich. Koniec. To było to, co uosabiało ową nieznajomą, przemierzającą Krainy w poszukiwaniu zadań. Była niezwyciężona w swej furii, do czasu.
Cios padł znienacka, świstem odbijając się od małżowin usznych. Sparowała, ciężko. Zachwiała się, czując jak uderzenie wbija ją w podłoże. Był wieczór, pustka w otaczającym ją lecie, nie miała wierzchowca, straciła go, sprzedała, by móc przeżyć kilka kolejnych dni. Kolejny cios, tym razem celny. Sięgnął lewego uda, przecinając warstwę skórzanych spodni, mięśni. Nie krzyknęła. To było nic. Ból fizyczny był niczym. Krew chlusnęła na ziemię. Upadła na kolano. Kolejne cięcie miało sięgnąć szyi. Odbiła cięcie, przeturlawszy się na bok. Wstała ciężko, w rozkroku. Noga piekła, drżała z wysiłku. ale to nic.
-Kimże jesteś, prostaczku, skoro atakujesz z zaskoczenia? -rzuciła w ciemność. Nikogo nie widziała. Było tak, jakby sam duch starał się jej dosięgnąć. A może Kostucha postanowiła Zwerbować ją w swe szeregi? W końcu tyle istnień odebrała, a sama żyła, wbrew jakiemukolwiek rozsądkowi.
Cisza, nikt nie odpowiedział. Tylko świst spadającego uderzenia. I tym razem sięgnął celu. Krew spłynęła po ramieniu. Rana była płytsza od tej na udzie. Piekła. ale to nic. W końcu to tylko draśnięcie.
Morrigan niecierpliwiła się. Nienawidziła walki z zaskoczenia. Zabijała tak, by patrzeć w oczy swej ofierze, a ten tutaj? Ukrywał się, jak ostatni tchórz.
Przywołała swojego ukochanego, który smagnął ognistym biczem ciemność. Pustka. Syknęła, gdy ostrze rozdarło kaftan, dostając się do delikatnej skóry pleców, pokrytej i tak nie licha kolekcją znamion. Kolejne do kolekcji, o ile przeżyje. Jednak Morrigan nie dopuszczała do siebie myśli, że może być inaczej. W końcu była Mścicielem, Apokalipsą, jak mawiali ludzie z wsi. Była samą Śmiercią.
Dostrzegła błysk, uderzyła. Usłyszała jęk. A więc sprawca był z krwi i kości. to dobrze, to bardzo dobrze.
Zbierając siły, nie zważając na protestującą kończynę, cięła na odlew, sięgnęła. Sapnięcie, a zaraz potem ból w piersi. Co? Co się stało? Jak to możliwe? Brzechwa strzały sterczała z jej piersi. To miał być koniec? I już? Tylko tyle? Zaśmiała się gardłowo, krztusząc się własną posoką. Nie wiedzieć czemu, poczuła głęboką, dziką wesołość wzbierającą gdzieś w głębi jej jestestwa. Upadła. W końcu przyszło wybawienie. Koniec zemsty. Umrze? Dobrze, tak będzie dobrze - pomyślała. Czuła mokrą ściółkę na policzku, nie mogła się ruszyć. Wszystko bolało, ale to nic... to nic... Następnie odpłynęła w nicość.
Niedługo się zobaczymy, mamusi... Były to jej ostatnie myśli.

Kilka dni później, koszary

Ból. Wszędzie. Czy w pustce można coś odczuwać? Dlaczego odczuwała chłód, skoro umarła? Chciała się poruszyć, ale nie mogła. Gdzie jaj jestem? Zastanowiła się. Nie czuła paniki. Jedynie suchą ciekawość. Co się dzieje? Po chwili przytłumione światło zadrgało w jej pustce, zabarwione czerwienią. Co to? Czy to piekło? Zamrugała powiekami, odnalazła swoje kończyny. Nie umarła. Jaka szkoda. Jęknęła cicho, budząc się. Poruszenie, szelest szat.
- Budzi si... - oznajmił schrypnięty głosik.
- I to jest ta wielka wojowniczka? Ona? - Parsknął ktoś inny.
- Cii, usłyszy cię - był to zapewne kobiecy głos. Ciepły, czuły.
- I co z tego, niech słyszy. Wiedziałem, że Caihn ją złapie, szumowina jedna. Powinniśmy ją zabić.
- Zamknij się, Guhl, nie tobie o tym decydować. Chyba, że uważasz się za kogoś wyżej postawionego od Lorda Guile - za insynuował pierwszy, schrypnięty głos.
Usłyszała sapnięcie. Poskutkowało, zapadła cisza.
Chciała spać, ale nie mogła. Z rezygnacją otwarła powieki, wiedząc, że dalsza zwłoka na nic się zda. Ujrzała nad sobą trójkę dziwnych ludzi, jednym z nich był starzec o pomarszczonej twarzy i długich siwych włosach. Drugi mężczyzna okazał się osiłkiem o szerokich barach i kanciastych rysach. Bardziej przypominał kowala, niźli wojownika. Zaś ostatnią osobą była kobieta. Ach, cóż to była za istota! Miała piękne, złote loki sięgające pasa, owalną twarzyczkę o delikatnych rysach, arystokratycznie bladą cerę i oczy, niebieściutkie, pełne życzliwości i ciepła. Kogoś jej owa kobieta przypominała, ale nie mogła sobie przypomnieć, kogo?
- Obudziłaś się! - kobieta klasnęła radośnie w szczupłe rączki. Sięgnęła do jej czoła. Morriagn szarpnęła się, jednak nie mogła się ruszyć. Miała skrępowane do łoża ręce, nogi zakute w kajdany. Co tutaj się działo? Czego od niej chcieli? Wieści? Niby o czym? Tortur? Proszę bardzo, ale, u licha, niech ktoś jej powie co się tutaj dzieje!
- Nie bój się, skarbie, jesteś bezpieczna - wymruczała łagodnie kobieta. Wtem Morrigan ujrzała najwspanialszą parę skrzydła, biała, oślepiająco skrzące się w delikatnych smugach światła wydobywających się spoza krat koszar.
- Oczywiście, a te okowy to dla mej wygody -sarknęła, szarpiąc łańcuchami.
Guhl syknął i obnażył ostrze sztyletu.
- Zamilcz, ty psie paskudny, jak śmiesz odzywać się tak do czcigodnej Mariany!
Morrigan zarżała sprośnie, spluwając na podłogę, tuż pod stopy prostaczka.
- Sam zmilcz, pyszałku. Mądryś, bom skuta. Inaczej byś godał jakbym wolna była - zarżała ponownie. Mówiła dziwną gwarą, przypominająca nieco ta góralską z odszczepieńców ludzkich. Mężczyzna rzucił się w jej stronę, jednak jedno uderzenie laską starca przywróciło go do porządku.
- Oboje zewrzeć gęby. A ty tam,, niewiasto, nie przystoi tak wysławiać się młodej pannie - starzec spojrzał na Morrigan z ukosa, gdy ta obnażyła zęby. Westchnął.
- Ciężka z nią przeprawa będzie, droga Mariano. Nie wiem cóż ten łeb zakuty, Guile znowu wymyślił - mruknął, wyrażając się bez szacunku o wyżej wymienionym Lordzie. Morrigan zamilkła, czując zmęczenie. Mariana pokręciła głową, nic nie powiedziawszy.

W przyszłości

Morrigan nie wiedziała, jak to się stało, że zaczęła pracować dla Lorda Guil'a, nie wiedziała, kiedy przywiązała się do dobrej Anielicy, Mariany oraz w jakim momencie zaczęła szanować Juliusa, starca z kijem. Ważne, że w końcu jej życie się uspokoiło, nawet jeżeli nadal zabijała, to tylko z rozkazów, z konieczności. Bywało jednak, że obeszło się bez tego. Czas mijał. Morrigan rozkwitała, chociaż nadal pozostawała nieprzewidywalna, zamknięta w sobie. Z Guhl'em nie zaprzyjaźniła się. Toczyła z nim ciągłe drobne wojny, dokopała mu kilka razy w fechtunku, zaś ten jej w walce na pięści. Jednak sielanka nie trwała długo. straciła to, co zyskała. Przyjaciół, swoją nową rodzinę. Najazd Łapaczy był niespodziewany. Zginęli, zaś ją zabrano, tylko ze względu na to, iż ktoś chciał ją widzieć. O co chodziło? Nie była pewna. Było jej już wszystko jedno. Nie chciała walczyć. Miała dość mordu i zemsty. Straciła chęć do wszystkiego.
Dopóki nie poznała swej wybawicielki, Arianny, która pracowała dla władczyni Krainy Przedwiecznych. Shadow dała jej szansę, stanęła najniżej w hierarchii Szpiegów. Ale jej to nie przeszkadzało. W końcu miała czas. Mogła zacząć od nowa, nawet jeżeli wszystko skończyło i zaczęło się tam, gdzie umarło jej życie. W Krainie Przedwiecznych. Kto wie, może taki właśnie był jej los? Wrócić? Tego się przekonamy, z czasem.

Tost ;>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Morrigan Van Alen   Sob Wrz 25, 2010 8:42 pm

Karta zaakceptowana.
Życzę miłej gry.
Dodatkowe punkty +110 doświadczenia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
 
Morrigan Van Alen
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Kraina Kayami :: ABC :: Zapisy :: Stare karty postaci-
Skocz do: