Kraina Kayami

Przyłącz się do naszego fantastycznego świata...
 
IndeksFAQSzukajRejestracjaGrupyUżytkownicyZaloguj

Share | 
 

 Las

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mikuko
Magik
Magik
avatar

Liczba postów : 161
Registration date : 03/08/2010
Zwierzęta : 100

Karta postaci
Srebrniki: 10

PisanieTemat: Las   Wto Sie 03, 2010 6:39 pm





No las jak las. Dębowy. Nocą straszy tu i sowy wydają dziwne dźwięki a za dnia słońce wpadając między liście sprawia, że chce się tu siedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marou
Magik
Magik
avatar

Liczba postów : 53
Registration date : 09/08/2010
Zwierzęta : 100/100

Karta postaci
Srebrniki: 310

PisanieTemat: Re: Las   Nie Sie 15, 2010 10:00 pm

Pojawiając się na przestrzeni wieków w różnorodnych krainach, obracając się we wszelakich sferach, upadły był już na tyle wyćwiczony w systemach jakie rządziły światem, iż nader rzadko cokolwiek było wstanie go zdziwić. Również i zachowania arystokratów, mieszczan, a nawet zwykłych chłopów były czasami druzgocąco identyczne. Ten tok myślenia i skrajna głupota przyprawiała Marou u nie małą irytację, toteż by orzeźwić umysł udał się na wieczorną przechadzkę po tutejszym lesie. Tym czynem upadły mógł uchodzić w mieście za chorego psychicznie, lecz szczerze powiedziawszy w ogóle go to nie interesowało. Cóż oni jeszcze wymyślą? Rządzili się iście plebejską zasadą, która mówiła, iż głupota jest wprost proporcjonalna do prostackiej wyobraźni.
Westchnąwszy, minął skraj lasu udając się w bliżej nieokreślonym kierunku "przed siebie". Stwierdzając, iż już dawno przekroczył granicę do której mógł powieść ludzki wzrok, rozpiął swój czarny płaszcz z którym niezwykle rzadko się rozstawał i wyjął ręce z rękawów osadzając płaszcz na ramionach. Co dziwne, nie miał pod nim górnej warstwy okrycia. Na nagiej klatce piersiowej odznaczał się jedynie czarny wisior, kształtem przypominający krzyż.
Pojawiwszy się na skraju polany, zatrzymał się i jakby w modlitwie uniósł dłonie ku górze. Odzienie powoli zsunęło się z jego ramion, aby opaść leniwie na trawę. Rozpostarł nie tylko ramiona, ale i również potężne, kruczoczarne skrzydła.
Istota zamknęła powieki, delektując się rześkim, przenikliwym powietrzem. Delikatny wiatr mierzwił srebrzyste włosy dawnego archanioła i choć to uczucie było nader przyjemne wyraz postaci pozostawał niezmiennie obojętny i bierny na wszystko wokoło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leitis
Podróżnik
Podróżnik
avatar

Liczba postów : 786
Registration date : 04/11/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Pon Sie 16, 2010 9:45 pm

Mainea była niemiłosiernie przerażona. Już tak dawano nie widziała swojej Bogini, że prawie postradała rozum. Cały czas drżały jej ręce, a wzrok nie mógł przystanąć na jednym przedmiocie, chociaż minuty. W myślach straszyła się, iż Bogini ją zostawiła, porzuciła i już nigdy jej nie zobaczy.
Jej ciężki i głośny oddech można było słyszeć już z oddali, ale dziewczyna się tym nie przejmowała, była zbyt zdenerwowana, aby mogła zwracać uwagę na coś tak zwykłego. Przez jakieś pięć minut szła dróżką potykając się o wystające korzenie i zahaczając o gałązki, gdyż ich nie uważała. Przesunęła dłonią po puszystych białych, ale sztucznych kocich uszach, które miała założone na głową, posiadała także tego samego koloru ogonek. Przymknęła nieznacznie oczy, kiedy zauważyła coś przed sobą, chyba osobę, albo może wielkie ptaszysko. Mainea nie była pewna, nadal miała trudności z dostrzeganiem szczegółów, wierzyła, że to wszystko przejdzie, jak tylko znów spotka swoją Boginię. Przecież jej nie zostawiła. Nie? Nie mogłaby. Kociaczek jest jej największą wyznawczynią. Zawsze spełniała jej wszystkie zachcianki. Nigdy jej nie obraziła. Życie dziewczyny zaczęło się właściwie odkąd poznała swoją Boginię, to nie może się tak skończyć! Chyba nie znalazła sobie nowego wyznawcy?
Zmęczona nieprzespanymi nocami Mainea zbliżała się powolnym krokiem do mężczyzny, lecz bez szczególnych zamiarów. Chciała usiąść i odpocząć, ale przecież musi znaleźć swoją Boginię i prosić o wybaczenie oraz aby od niej wróciła. Kociaczek się nie podda!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Pon Sie 16, 2010 10:40 pm

Zza drzewa wybiegła młoda dziewczyna. Jej prawa dłoń była zakrwawiona, niestety nie można było dojrzeć czy to jej własna krew. Jej sukienka także ucierpiała zabarwiona czerwonymi plamami. Przerażone dziewcze podbiegło w stronę przebywających tutaj. Włosy nieznajomej były kryształowego koloru, w świetle słońca wyglądały jak biały puch. Jej skóra była niewiele ciemniejsza. Oczy chociaż przerażone miały dość dziwny ciemnoczerwony kolor. Pomimo koloru oczu nie była wampirem.
-Proszę, pomóżcie mi. –zdążyła wyszeptać po czym upadłą na ziemię ze zmęczenia. Jej oddech był ciężki i wymuszony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
Marou
Magik
Magik
avatar

Liczba postów : 53
Registration date : 09/08/2010
Zwierzęta : 100/100

Karta postaci
Srebrniki: 310

PisanieTemat: Re: Las   Pon Sie 16, 2010 11:22 pm

Odgłosy łamanych gałązek i głuchy szmer całkowicie rozbudził upadłego z nocnego letargu. Istota, kimkolwiek była, zakradała się do niego tak nieudolnie, że aż nawet trudno było pomyśleć, iż robi to naprawdę. Złożywszy potężne, kare skrzydła odwrócił się niespiesznie, stając do przybyłej istoty bokiem. Młoda, jasnowłosa dziewczynka, o twarzyczce tak niewinnej, iż trudno odpędzić się od wizji, że nawet byś się nie obejrzał, a zatopiłaby w twym ciele ostrze.
Powieki Marou zwęziły się delikatnie w kącikach oka, lustrując opieszale zwierzaka. Z tej odległości nie mógł dostrzec, czy uszy są sztuczne, czy też nie, lecz założywszy, iż w tej krainie wszystko jest możliwe, zdecydował się na taką dedukcje.
- Witaj - odparł po chwili wyważonym tonem, wszak nie był on tak zimny jak dotychczas, lecz nie dało się pominąć kąśliwego akcentu. W krótkiej chwili jego wzrok zatopił się w cieniu mrocznej puszczy, tuż za jasnowłosą. Jak na zawołanie pojawiła i następna małoletnia, no przynajmniej na taką wyglądała z pierwszego punktu widzenia. Nie minął nawet moment, aby spojrzenie mężczyzny skupiło się na krwistej mazi sączącej się z jej dłoni. Teraz już całkowicie odwrócił się do przybyszy przodem. Sięgnąwszy po swój pled, osadził go na ramionach, skrywając tym samym skrzydła przed pojawiającymi się wręcz znikąd postaciami. W miejscu, gdzie powinna być wypukłość, zdradzająca nieodłączny anielski rekwizyt, było gładko. Istota przybrawszy wyprostowaną postawę, jakby w krótkiej chwili pozbawiła się skrzydeł.
- W czym konkretnie? - zagaił, nie tylko jej przyglądając się nad wyraz czujnie, ale i okalającemu go lasu, a konkretniej jego skraju. Odkąd pamięta był nieufny do wszystkiego i wszystkich, nie tracąc czujności nawet podczas snu, zatem podejrzliwość tę w jego przypadku trzeba było uznać za rzecz całkowicie normalną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leitis
Podróżnik
Podróżnik
avatar

Liczba postów : 786
Registration date : 04/11/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 17, 2010 12:12 pm

Nie zostawi mnie, prawda? Nie opuści? Będzie o mnie pamiętać jak odejdę? Mainea była bardzo znużona tym całym poszukiwaniem, ale nie miała zamiaru się poddać.
Niespodziewanie przybyła dziewczynka nie była dla niej od razu znajoma. Przez do połowy zamknięte oczy nie widziała wszystkich szczegółów, które pomogłyby w poznaniu przybyłej istoty, ale nagle coś zaświtało w jej główce. Zrozumiała, że zakrwawiona dziewczynka to jej Bogini, jej najdroższa Bogini. Nie zostawiła jej!
Mainea była tak rozdarowana, że nawet nie spostrzegła, że nieznajomy się do niej odezwał. Swój spojrzenie koncentrowała tylko na swojej Bogini. Kiedy uświadomiła się, iż ona krawat, szybko, jak tylko mogła znalazła się przy białowłosej istocie i przyklękła przy niej, lecz nie mogła odezwać się do swojej Bogini, już tak dawno nie piła, że głos z jej krtani po prostu się nie wydostawał.
Wskazała dłonią na zakrwawioną rękę białowłosej istotki i spojrzała na nią pytająco. Martwiła się o swoją Panią, ale coś ją dziwiło, jak Bogini może być ranna? Przecież jest Istotą Niebiańską, a one raczej nie krwawią od zwykłej rany.
Kiedy Mainea widzi swoją Boginię po prostu zapomina o głodzie, o pragnieniu czy bólu. Jest dla niej jak środek przeciwbólowy czy coś podobnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 17, 2010 9:04 pm

Już miała odpowiedzieć Marou kiedy jej wyznawczyni rozpoznała ją. Westchnęła i stanęła jak gdyby nigdy nic.
-Przejrzałaś mnie. –Rzekła z uśmiechem na twarzy. Jednym gestem dłoni pozbyła się krwi z ciała jak i z ubrania. Najwidoczniej taka zmiana wyglądu nadal nie dla wszystkich była wystarczająca. Czyżby wychodziła z wprawy? Niedobrze. Jeszcze ktoś sobie pomyśli, że się starzeje. Zdecydowanie musi trochę poćwiczyć. Następnym razem zmiana musi być idealna, tak by nikt nie mógł jej poznać.
Poklepała po głowie Mainea’ę i uśmiechnęła się do niej delikatnie.
-Jak zawsze jesteś spostrzegawcza moja dziecinko. –Rzekłą słodkim kobiecym głosem po czym gestem dłoni nakazała jej wstać.
Tym razem zerknęła na Marou i pomachała mu wesoło, tak jakby witała swojego dobrego przyjaciela, który wrócił z dalekiej podróży.
Wtem zza drzew wyskoczyło kilku rozbójników. Odziani byly w lekkie zbroje połączone ze skórą zwierząt. W dłoniach dzierżyli miecze, prawdopodobnie ukradzione gdyż wyglądały na drogie i zadbane w przeciwieństwie do ich obecnych właścicieli.
-Lepiej oddajcie nam wszystkie rzeczy które są coś warte, w przeciwnym razie możemy wam zrobić krzywdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
Marou
Magik
Magik
avatar

Liczba postów : 53
Registration date : 09/08/2010
Zwierzęta : 100/100

Karta postaci
Srebrniki: 310

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 17, 2010 9:32 pm

Brwi upadłego ściągnęły się jakby w niemym pytaniu. Stając się niczym rekwizyt w obecnej sytuacji, powinien rychło się w niej zorientować, mimo to jego zdumienia nie dało się ukryć, choć może istota nie starała się tego uczynić. Bogini?, powtórzył w myślach, nie powstrzymując się od kąśliwego i złośliwego dodatku. Mimo to, nie dane mu było zaznajomić je z własnym komentarzem. Pojawienie się kolejnych rzezimieszków, podsumował cichym "Hm". Miał wrażenie, iż stanowią odrębną rasę, która pleni się w tej krainie w zatrważającym tempie. Wypadałoby tę plagę powstrzymać, niemniej jednak Marou pokusił się na powiązanie ze sobą pewnych faktów.
Najpierw pojawiła się dziewczyna, którą wyznawczyni nazywała "Boginią', zaś później tak ni stad ni zowąd pojawiły się marne drapichrusty. Jego skrajny niepokój szeptał mu wręcz trywialne wizje, iż oni wszyscy są w pewien sposób w zmowie, lecz na szczęście czasami udało mu się jemu nie ulec. Tego wariantu nie dało się odrzucić, zatem postanowił pozostać na pozycji zachowawczej względem wszystkich tu obecnych.
- Czyżbyś przyprowadziła znajomych? - zapytał zaczepnym, acz zimnym tonem. Dłoń machinalnie powędrowała do rękojeści Isanthiel'a. Idealnie wyważona, srebrna klinga zdolna zatopić się dosłownie we wszystkim. Jeden z dwóch sekretnych, boskich ostrzy, które towarzyszyły mu w każdej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leitis
Podróżnik
Podróżnik
avatar

Liczba postów : 786
Registration date : 04/11/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 17, 2010 10:06 pm

Kociaczek wstała od razu po rozkazie swojej wiecznej Pani. Próbowała się miło uśmiechnąć z marnym wynikiem, nadal była wyłączona, a przybycie rozbójników wcale nie poprawiło jej humoru. Natychmiastowo ustawiła się tak, aby chronić swoją Boginię, lecz zachowanie anioła spowodowało u niej przesunięcie się tak, żeby osłaniać Niebiańską Istotę także przed nim. Nogi jej drżały, ale wiedziała, iż musi walczyć sama, bo raczej upadły nie ma zamiaru jej pomagać. Uniosła ręce zgięte w łokciach przed siebie na wysokość szyi i czekała na reakcję przeciwników. Nie miała nic przy sobie, aby im oddać, a i tak by im nie oddała jakby miała. Nie będzie się sama zbliżać do rozbójników czy anioła, niech oni się męczą, mają na pewno więcej siły niżeli ona.
Powodzenia! Dasz radę! Kibicowała sobie w myślach, chociaż wiedziała, że ma nikłe szanse na wyjście z tego cało. Było ich kilku, a ona sama, gdyż Bogini jak będzie chciała jej pomóc to pomoże, jak nie to nie.
Przy każdym swoim najmniejszym ruchu czuła jak jej ubranie przysuwa się po zadrapaniach i zdarciach, które powstały, kiedy szukała swojej Pani. Nie było to za miłe uczucie, ale próbowała na nie nie zwracać uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 17, 2010 10:25 pm

-Brak współpracy, jak zwykle. westchnął jeden z rozbójników. Na swojej twarzy miał kilka długich blizn. Jednocześnie to właśnie jego miecz wydawał się najdoskonalszy. Prawdopodobnie był przywódcą owej grupy. Otarł dłonią swoją twarz po czym zamachnął bronią w powietrzu sprawdzając czy jest gotowy.
-Najwidoczniej będziemy musieli ich nauczyć, że z nami się nie zadziera. zarechotał któryś z grupy. Wolnym krokiem zaczęli się zbliżać. Nie rzucali się na swe ofiary jak szaleńcy. Byli bardziej nieufni, nie lekceważyli swojego przeciwnika. Ich oczy ściśnięte w małe szparki starały się wypatrzeć najmniejszy ruch przeciwnika. Walka miała się rozegrać bez pomyłek po jednej stronie.
Mężczyzna z bliznami na twarzy gestem dłoni dał jakiś znak swym kolegom. Wszyscy w końcu przyśpieszyli kroku i skierowali się w większości na Marou. Niewielu mężczyzn nawet w tych czasach chce bić kobiety.
Elys położyła dłoń na ramieniu Mai, a wtedy w dłoniach dziewczyny pojawiła się zdobiony i lekki miecz. Jego ostrze było cieniutkie lecz jego wytrzymałość zdecydowanie przewyższała trwałość przeciętnego miecza.
Bogini spojrzała na napastników z niechęcią po czym usiadła pod drzewem. Zostawiła wszystko w rękach tej dwójki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
Marou
Magik
Magik
avatar

Liczba postów : 53
Registration date : 09/08/2010
Zwierzęta : 100/100

Karta postaci
Srebrniki: 310

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 17, 2010 10:48 pm

Dostrzegłszy obraną przez wyznawczynię pozę, nie trudno było się zorientować, iż i ona traktuje przybyłych jak oponentów. Więc czyżby znajdowali się po tej samej stronie barykady? Nad tym przyjdzie mu się zastanawiać w drugiej kolejności, niemniej jednak zachowywał się w stosunku obu nich nader czujnie.
Srebrna klinka Isanthiel'a błysnęła w świetle księżyca. Tęczówki zabarwiły się soczystym szkarłatem, jakby poczęła przepływać przez nie magia. Zresztą nie było w tym nic nadzwyczajnego, pełnił rolę królewskiego szamana, więc skromne tajniki sztuki magicznej były mu znane, wszak tym razem płonęły bardziej z rozdrażnienia, niźli za przyczyną czarów. Bogini jak widać rozsiadła się wygodnie i jak to bogini poczęła obserwować wszystko z bezpiecznego dystansu. Taka już ich krnąbrna natura.
Upadły wodził niespiesznie wzrokiem po napastnikach, jak widać to jego obrali sobie za cel. W zasadzie nic sobą nie reprezentowali, lecz podstawowe zasady ataku nie były im obce. Mocna, ciężka stal jaką dzierżyli w dłoniach mogła okazać się trudnym przeciwnikiem dla krótkiego sztyletu. Powróciwszy do pełnej swobody jednym płynnym, wyćwiczonym ruchem sięgnął po Ithuriel'a, zaś Isanthiel ponownie spoczął w pochwie, czekając na swój moment. Ithuriel, nazywany przez Marou, ostrzem idealnym, posiadał perfekcyjnie wyważoną klingę, smukłą gardę w niektórych miejscach ostro zakończoną. Dzierżąc katanę w prawej dłoni, lewą wysunął przed siebie niczym w geście zaproszenia. Oczywistym było, by nie tracić czujności, będąc przodem do domniemanego dowódcy i na pozostałych miał oko.
- Zatańczmy.. - rzekł zadziornie, jakby napawał się chwilą w której to powyrzyna wszystkie chwasty łącznie z korzeniami i ogarnął lekko lewą ręką tutejszą polanę, niczym wskazując parkiet. Upadły nie mógł pozwolić by zrzucili się na niego wszyscy razem, niczym chmara wygłodniałych sępów, później nie powinno być problemów, przynajmniej w przekonaniu upadłej istoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leitis
Podróżnik
Podróżnik
avatar

Liczba postów : 786
Registration date : 04/11/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Sro Sie 18, 2010 10:53 am

Kociaczek wzięła głęboki oddech i kiwnęła głową dziękując swojej Pani za broń. Wyważyła sobie miecz w dłoniach, był wprost idealny dla niej. Zauważyła, że większość napastników atakuje nieznajomego, więc w duchu się ucieszyła, przecież nie jest w dobrej kondycji do walki. Była szczęśliwa, iż jest kobietą. Spojrzała na swoich wrogów, ale nie miała zamiaru się do nich zbliżać. Pochyliła lekko głowę ku ziemi nabierając kilka głębokich wdechów, a następnie powoli wypuściła powietrze z płuc. Nie będzie od razu atakować całą swoją siłą czy mocą, to będzie zbyt oczywiste, a oni jeszcze nie wiedzą, z kim mają do czynienia. Para oczu jak kostki lodu, a twarz wykrzywiła się w ponurym uśmiechu. Coś z dawnych czasów nadal siedziało jej w głowie, więc zaczęła uważać to za grę, zabawę, w którą już od dawana chciała ponownie zagrać.
Złapała rękojeść miecza w obie dłonie i wygodnie ustawiła na niej palce, tak żeby przy pierwszym uderzeniu nie wypuścić białej broni z rąk, to nie byłoby za dobre dla tak drobnej dziewczynki. W myślach zaczęła doliczać sobie czas, który mijał nim napastnicy do niej podeszli. Przygryzała dolną wargę tak mocno, że zaczęła sączyć się z niej stróżka krwi. Wiedziała, że musi dać z siebie wszystko, lecz na początku bez użycia swoich gorących zdolności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Sro Sie 18, 2010 8:12 pm

Rozbójnicy znali się na walce. To nie pierwszy raz kiedy ich wrogami były istoty z magicznymi zdolnościami. Oczywiście dowódca grupy nie mógł być pewien, że jego obecni przeciwnicy mają magicznego asa w rękawie, lecz jednocześnie coś podpowiadało mu, że właśnie tak jest. Jego drużyna była zgrana i wyćwiczona. Sam osobiście codziennie dopilnowywał, aby każdy zadbało swoją kondycję bez tego ich praca nie miałaby jakiegokolwiek sensu.
Uniósł swój miecz nieznacznie. Wszystko było zaplanowane a jego chłopcy dobrze wiedzieli co mają robić. Oni nigdy nie rzucają się na głęboką wodę. Każdy z nich chce przeżyć i zarobić na tym. Pieniądze są potrzebne wszystkim, każdy ma własny powód dlaczego zdecydował się pracować w ten sposób. Głównym z tych powodów jest utrzymanie rodziny. Ludzie z tych okolic rzadko kiedy mają szansę pracować legalnie. Okrutne życie już od najmłodszych lat daje się we znaki. Nawet jeśli po to by mogli uratować rodzinę muszą zranić drugą osobę to oni zrobią to. Jest to jedyny sposób by ich rodziny miały szansę przeżyć w tym okrutnym społeczeństwie.
Dwóch członków grupy podbiegło do Marou. Ich ruchy były szybkie, wręcz za szybkie. Ludzie tego zawodu rzadko kiedy dbają o kondycję w przeciwieństwie do tych. Pierwszy przeciwnik zaatakował z przodu. Jego miecz powędrował w stronę brzucha przeciwnika. Natomiast drugi napastnik atakując od tyłu skierował swą broń ku dolnym kończynom Marou.
Mainea miała szczęście. Na początku zaatakował ją tylko jeden mężczyzna. Pomimo tego, że jego ostrze śmigało w powietrzu to dziewczyna dawała radę ze znalezieniem go. Broń przeciwnika skierowała się ku szyi dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
Marou
Magik
Magik
avatar

Liczba postów : 53
Registration date : 09/08/2010
Zwierzęta : 100/100

Karta postaci
Srebrniki: 310

PisanieTemat: Re: Las   Sro Sie 18, 2010 9:44 pm

Szybki sztych przeciwnika zbliżającego się od frontu nie osiągnął zamierzonego celu, podobnie jak i u tego zakradającego się od tyłu. Przeciąwszy, przeciął jednakże nie postać, a jasną, drgającą materię przypominającą ją tylko z kształtu. Pod wpływem siły cięcia jednolita masa rozprysła się we wszystkich kierunkach zatapiając się w czym popadnie. Trawa, odzież oponentów, nawet ciało, podczas którego towarzyszyło ciche syknięcie. Niektóre wdarły się również do oczu przeciwników niczym drobinki piasku, oślepiając ich, zaś inne wraz z powietrzem przez krtań do płuc. Jako królewski mag, nie obce były mu tego typu sztuczki, a jeżeli nawet przyczyniły się do uprzykrzenia komuś życia to czemu miałby z nich rezygnować. Chełpić, się nimi nie chełpił, po prostu najzwyczajniej w świecie magia stanowiła dlań formę przywileju i komfortu, a że napatoczyła się po drodze jakaś marna banda ignorantów to nie ma zamiaru sobie odpuszczać.
Podczas, gdy dwójka trwała w stanie niemal agonalnym, upadły wyprowadził szybkie cięcie z lewego boku ku trzeciemu napastnikowi, który jak widać bez trudu odczytał ruchy Marou, niemniej jednak to on dzierżył cięższe ostrze, zaś dawny archanioł wywijał swym niczym piórkiem, toteż w mgnieniu oka zmienił tor i klinga bez problemu zatopiła się w szyi, przechodząc niczym przez masło.
Jedną krótką chwilę poświęcił na skierowanie spojrzenia w kierunku bogini i jej wyznawczyni. Widać ku nim skierował się zaledwie jeden, biorąc pod uwagę, iż dłonie jasnowłosej zaciskały się na gardzie pewnie i zdecydowanie, można wnioskować, że nie pierwszy raz trzyma podobną w rękach. Mimo to, nie powinien niczego z góry zakładać, po rozprawieniu się z dowódcą wspomoże "towarzyszkę". Pierwsza dwójka padła bez ducha, więc nie było potrzeby, aby się w tym upewnić. Obrócił się ku ich dowódcy, uśmiechając się wymownie. Jednym płynnym ruchem strząsnął z Ithuriela krwistą maź wprost pod jego stopy.
- Czy i zacny jegomość uraczy mnie tańcem? - zwrócił się ku zwierzchnikowi oprychów, acz nie siląc się już na konwenanse. Ruszył spokojnym krokiem, trzymając katanę pewnie, lecz nie zaciskając na niej mocno dłoni. Uśmiech sczezł, zamiast niego pojawiła się chłodna i wyrachowana bezduszność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leitis
Podróżnik
Podróżnik
avatar

Liczba postów : 786
Registration date : 04/11/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Czw Sie 19, 2010 10:32 am

Nic nie słyszała, kompletna cisz, może nie chciała słyszeć, zawsze wolała tak walczyć, nikt nie wie, dlaczego, przecież lepiej słyszeć gdzie miecz przeciwnika przecina powietrze, ale ona nie, nie lubiła tego dźwięku.
Mainea była jeszcze dzieckiem, lecz nie raz jej to pomagało. Była bardziej zwinna i miała większą wyobraźnię, niżeli jakiś dorosły.
Puściła jedną dłonią miecz z poprawiła kocią czapeczkę tak, aby jej nie spadała w czasie walki i znów obie ręce znalazły się na rękojeści miecza. Nim broń napastnika dotarła do jej szyi, Kociaczek po prostu kucnęła, a złowrogie ostrze świsnęło nad jej głową. Na szczęście nie popsuło jej białowłosej fryzurki. Zacisnęła mocno place na rękojeści i wbiła ostrze w nogę człowieka, następnie wydarła z niej miecz. Klingą przejechała szybko do drugiej kończynie tak, aby nie mógł poruszać nimi obiema i gwałtownie cofnęła się do tyłu.
Kątem oka spojrzała na mężczyznę z dwoma mieczami i zauważyła coś podobnego do magii. Albo to są jego naturalne zdolności, takie, jakie ma ona sama lub jest magiem, co w tych czasach często się zdarzało.
Jeżeli ten złodziejaszek dalej będzie chciała walczyć, Mainea na pewno nie da mu tej szansy, woli zabić kogoś niż sama zostać zabitą, chyba każdy tak wybierze.
Szybko podniosła się i poprawiła uchwyt na mieczu, to prezent od jej Pani, nie odda go za żadne skarby świata, dla niej rzeczy do Bogini są ważniejsze aniżeli życie Kociaczka.
Spojrzała na chwilę na Istotę Niebieską czy nic jej nie jest i znów przyglądała się napastnikowi zimnymi jak lód oczyma. Cały czas uważała czy ktoś zaraz nie wyskoczy i się na nią nie rzuci. Nie wierzyła nawet mężczyźnie, który walczył kawałek dalej. Wierzyła tylko swojej Bogini.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Czw Sie 19, 2010 8:12 pm

Marou udało się pokonać trzech przeciwników. Mai też nie najgorzej dała sobie z wszystkim radę, jak na jej zdolności jeden martwy przeciwnik to prawdziwe szczęście, może ta mała sztuczna kotka w końcu nauczy się sama walczyć. Była to dla niego bardzo dobra sytuacja. W tak krótkim czasie zdobył całkiem niezły wynik. Jednak przywódca grupy nie specjalnie przejął się tym faktem. Lub najzwyczajniej nie dał tego po sobie poznać. Możliwe, że wciąż grał twardego przywódcę, którego nie ruszają takie sprawy jak śmierć jednego z kompanów.
To wszystko było nie tak. Elys zmarszczyła brwi przyglądając się walce. Coś zaczęło ją niepokoić. Czyżby pozwoliła im walczyć ze zbyt silnymi przeciwnikami? No cóż nawet jeśli teraz przegrają ona da im nowe życie. Jeśli nie będą walczyć z silniejszymi od siebie nigdy nie nauczą się wygrywać. Trochę gorzkiego doświadczenia im się przyda. Chyba życie wciąż się z nimi za gładko obeszło.
Przywódca przetarł czoło dłonią. Nie odpowiedział upadłemu na głupie pytanie, to nie zabawa.Siły tutaj nikt nie liczy w ilości zabitych przeciwników. Wyciągnął z kieszeni jakiś medalion i zawiesił go sobie szybko na szyi. Wręcz natychmiast kamień ozdobiony ciężkim metalem rozbłysnął. Gdyby ktokolwiek przyjrzał się mu bliżej mógł zauważyć pradawny znak wyrzeźbiony w metalu. Znak ten przedstawiał jednego z najstarszych bogów. Ciało przywódcy rozbójników zaczęło się zielenić, na twarzy pojawiły się głębokie zmarszczki, źrenice wraz z tęczówkami znikły. Powstała istota jedynie machnęła dłonią a martwi przeciwnicy powstali. Ich oczy wyglądały identycznie jak przywódcy. Wszyscy podnieśli swe miecze. Tym razem byli bezszelestni. Prawie tak szybcy jak wiatr pojawili się przy Marou. Tym razem nie bawili się w grzeczną walkę. Niczym maszynka do mięsa zaczęli atakować upadłego. Mai jak zwykle miała więcej szczęścia gdyż ją zaatakował ją jedynie jeden powstały z martwych. Jego twarz była przyozdobiona dziwnym nienaturalnym uśmiechem. Nie rzucał się na nią tak szybko jak jego kompani na Marou więc dało jej to chwilę czasu na przybranie odpowiedniej pozy. W końcu przystąpił do ataku, miecz trzymał pozioma chcąc przedrzeć się przez brzuch dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
Marou
Magik
Magik
avatar

Liczba postów : 53
Registration date : 09/08/2010
Zwierzęta : 100/100

Karta postaci
Srebrniki: 310

PisanieTemat: Re: Las   Czw Sie 19, 2010 9:17 pm

Zbliżał się ku dowódcy spokojnym, miarowym krokiem, mimo to stąpał prawie bezszelestnie, by nie zakłócić przy okazji żadnych innych dźwięków. Mężczyzna był krępej, muskularnej budowy, która zdradzała lata mozolnych treningów w fechtunku. Upadły zdawał sobie sprawę, iż postać prężąca się kilka metrów przed nim umie obchodzić się z bronią, mało tego, ma pewne pojęcie o strategi i taktykach we wszelakich sytuacjach. Ten fakt sprawił, że wewnątrz szamana zatliła się iskra emocji. Rzeczywiście, dla oprychów nie była to zabawa, lecz dla upadłego i owszem. Ta idea towarzyszyła mu do momentu w którym nie dostrzegł okrągłego wisioru na szyi zwierzchnika. Co jakiś czas odbijał się weń blask księżyca, który padał na siną, ziemistą już cerę oponenta. Pozornie nużąca sytuacja powoli nabierała barw, bowiem do gry wstąpiła magia i to bynajmniej nie za przyczyną upadłego. Źrenice skierowały się do lewych kącików oczu, lecz to co ujrzały niekoniecznie je zachwyciło. Ofiary, które jeszcze chwile wcześniej padły niczym kukiełki, powstały i poruszyły się napędzane jakaś obca siłą. Ku zdumieniu upadłego natarły nań z niebywałą zwinnością, lecz nie było czasu na zdziwienie. Zastosowawszy precyzyjny unik, uraczył jednego z nich ostrym kopniakiem w szczękę, drugiemu zaś ofiarował bliskie spotkanie z Ithuriel'em. Klinga przecięła bezdźwięcznie powietrze nie napotykając oporu nawet podczas zatapiania się w szyi. Nie trudno było wpaść cóż było powodem tej niezwykłej wszak kuriozalnej anomalii. Mimo, iż natarł na dowódcę od frontu, poruszał się z niesamowitą prędkością i wówczas, gdy miało dojść do zwarcia ostrzy, istota rozpłynęła się na ostatnim metrze. Potężna chmura płonącego żaru uderzyła weń z taka siłą, iż nawet najwytrawniejszy wojownik straciłby równowagę. Marou zaszedł przeciwnika od tyłu i nie tracąc stworzonej przez siebie okazji, przewrócił intruza jednym kopniakiem, zaś ostrze Ithuriel'a zatopiło się w czaszce z głuchym trzaskiem. Zwinnym ruchem zerwał amulet z szyi napastnika i odskoczył wraz z bronią na bezpieczną odległość. Nigdy nie jest się do końca pewnym swego, a przynajmniej będąc tak nieufnym do wszystkiego jak Nelchael. Wówczas, gdy uporał się z głównodowodzącym, skierował wzrok ku jasnowłosej. Skoro domniemana magia wywodziła się z wisioru i on powinien przestać istnieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leitis
Podróżnik
Podróżnik
avatar

Liczba postów : 786
Registration date : 04/11/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Czw Sie 19, 2010 10:29 pm

Kociaczek była szczęśliwa, kiedy pokonała swojego przeciwnika, przecież nadal była dzieckiem, inaczej liczy swój wiek. Nie puściła swojego miecza, bo raczej wolała poczekać jakby coś miało się jeszcze stać.
Kiedy główny rozbójnik założył dziwny medalion i zaczął się jarzyć, dziewczynka trochę się przestraszyła w końcu magia nie ma ograniczeń, lecz w momencie wstawania nieżywych ciał wrzasnęła automatycznie zasłaniając sobie usta, jedną dłonią puściła rękojeść. Była przestraszona jak mały zwierzaczek. Nie oddychało jej się za dobrze, kiedy miała zasłonięte usta, ale nie chciała jeszcze raz krzyknąć. W tej chwili musiała się wziąć w garść, ponieważ jeden z martwych napastników chciał się na nią rzucić i jak widać rozpłatać jej brzuch. Nie mogła przecież na to pozwolić, musi bronić swoją Boginię.
Natychmiastowo położyła obie ręce na rękojeści idealnego dla niej miecz i zaciskając mocno zęby ruszyła przed siebie mają miecz ustawiony trochę do tyłu. Gdy znalazła się blisko swojego napastnika uniknęła ataku w brzuch szybko się o krok cofając i używając większości siły wbiła mu ostrze idealnie w serce. Cały czas trzymała miecz, więc swoją masą ciała i szybkością przybiła mężczyznę do ziemi. Jak to coś tylko drgnie Mainea prześle przez klingę falę ognia i spali ciało rzezimieszka na proch. Nie miała zwyczaju wykańczać od razu.
Trzymając miecz cały czas wpity w prawdopodobnego trupa i ziemię spojrzała na mężczyznę, który także walczyć, z tego, co zrobił wywnioskowała, że świetnie potrafi walczyć i zna się na magicznych przedmiotach, więc możliwe, iż jest magiem. Odetchnęła ciężko, wcześniej była zmęczona, a teraz to już naprawdę, jeżeli będzie mogła, chociaż na chwilkę usiąść to uda się jej trochę odpocząć.
Zauważyła, że jej ubranie i białe włosy są trochę ubrudzone krwią, nie było to dla niej za miłe spostrzeżenie, zwłaszcza, gdy nienawidziła czuć na sobie dotyk czerwonej mazi ludzkiego i zwierzęcego pochodzenie. Zawsze ją to jakby przerażało, a teraz nie mogła się tego od razu pozbyć. Spojrzała na swoją przygwożdżoną do ziemi ofiarę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sie 20, 2010 3:32 pm

Pomimo szybkiej reakcji upadłego, Marou nie udało się zerwać wisioru z szyi przywódcy. Owy wisior przeszedł przez jego dłoń jakby był zrobiony z powietrza. W tym też momencie jeden z przeciwników pojawił się za Marou. Jego miecz przeciął powietrze i trafił upadłego w plecy. Pomimo siły która została użyta do tego ataku metalowa broń nie zatopiła się zbyt głęboko w ciele ofiary. Można więc rzec iż rana która powstała była jedynie powierzchowna. Nie dając Marou ani chwili odpoczynku następni przeciwnicy pojawiali się dosłownie znikąd, tak jakby wyrastali z ziemi. Dwóch następnych rozbójnników skierowało swe miecze w brzuch przeciwnika.
Mai dobrze się spisała jednak jej przeciwnik nie chciał puścić tego płazem. Złapał ostrze w dłoń i zaczął je powoli wyciągać. Durgą dłonią strał się odrzucić dziewczynę na bok. Taka pozycja zdecydowanie nie nadawała się do walki więc chciał znów stanąć na nogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
Marou
Magik
Magik
avatar

Liczba postów : 53
Registration date : 09/08/2010
Zwierzęta : 100/100

Karta postaci
Srebrniki: 310

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sie 20, 2010 7:38 pm

Moment w którym blada dłoń upadłego przeszła przez wisior, niczym przez dym sprawił, iż na ułamek sekundy się zawahał. Do umysłu wkradła się nuta niepewności, która sprawnie rozproszyła czujność . Ten przebłysk wystarczył, by istota odczuła na swym ciele bolesne skutki, niemniej jednak w tak niekomfortowym położeniu przywołał chwilowo utracone skupienie. Wykonawszy zwinny przewrót przez prawy bark, zdobył skromny dystans by wykonać kontrę. Choć rana nie należała do głębokich, była odczuwalna i cholernie irytująca.
Toczył jeszcze jedną bitwę, wszak w umyśle z własnymi myślami. Pytania nasuwały mu się jedno za drugim, zaś mordercza ciekawość topiła swe szpony we wnętrzu dawnego archanioła. Co raz bardziej podsycała jego żądzę mordu, lecz nie na tyle by upadły stracił nad sobą panowanie. W ferworze walki, wyprowadzeniu perfekcyjnych, szybkich sztychów i cięciu oponentów jednym po drugim, starał się sklecić wszystko w jedną logiczną całość. Wszystko skupiło się na medalionie. On stał się głównym problemem, tylko jak ... ... , no właśnie. Zaświtały mu w umyśle dwa racjonalne warianty, jeśli pierwszy nie okaże się rozwiązaniem, jest nim drugi, no i odwrotnie. Wykonawszy serię płytkich, acz idealnych cięć, rozciął główne ścięgna i mięśnie w nogach usytuowane lekko nad kostką w miejscu ścięgien Achillesa. Skoro przeciwnicy szybko otrząsnęli się po pozbawieniu ich głów i teraz nie będą mieli szczególnie większych problemów. Niemniej jednak da to upadłemu kilku sekundową przewagę. Ponownie natarł na dowódcę, wykonując pozorne cięcie z prawej zza głowy. Pozorne, lecz tylko dla przeciwnika, bowiem upadły specjalnie dał mu delikatne znaki, iż atakująca klinga w ostatniej chwili zmieni swój tor, jednak tak się nie stało. Trafiła w miejsce do którego od początku celowała. Skoro nie dłoń istoty to broń. Ithuriel wbił się w wisior z cichym zgrzytem, lecz na tym nie poprzestał. Zatopił się głęboko w piersi mężczyzny, z pewnością przechodząc jeszcze przez serce. Przeszedł na wylot robiąc wąską dziurkę w materiale na plecach. Ostrym kopniakiem oderwał na wpół martwe ciało od miecza, jakby było nic nieznaczącą kukłą, która przypadkowo sama nabiła się na klingę.
Istota poświęciła krótką chwilę by uważnie zlustrować ciało, po czym ruszyła w kierunku wyznawczyni szybkim i energicznym krokiem. Niska, młodziutka, wątlej budowy dziewczynka widać w miarę sobie radziła ze swym oprawcą. Boska klinga przecinała powietrze z cichym świstem i celnie topiła swój koniec w ciele "trupa". Szarpnął długą kataną i przeorawszy mężczyźnie większość pleców posłał go kopnięciem na pień.
Nie wiedząc jakie obrawszy jej imię, zwrócił się do niej najbardziej trafnie.
- Zwierzaku - trącił delikatnie gardą miecza sztuczne uszy - być może tylko ty będziesz wstanie nas z tego wykaraskać, choć bliżej prawdy byłoby stwierdzenie, iż twój oręż - skierował amarantowe tęczówki na broń wyznawczyni i mimowolnie musnął wierzchem dłoni święte ostrze. W mgnieniu oka nagrodziło arogancką istotę symbolicznym oparzeniem. Upadły cofnął powoli dłoń, zaś kącik ust delikatnie drgną. Od razu widać w tym Twój udział.., pomyślał i wyszedł przed dziewczynkę. Być może okaże się tym, który będzie musiał utorować jej drogę do celu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leitis
Podróżnik
Podróżnik
avatar

Liczba postów : 786
Registration date : 04/11/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Sob Sie 21, 2010 6:27 pm

Wszystko działo się tak szybko, Kociaczek nie do końca wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Była przerażona tym, że jej martwy przeciwnik znów się porusza. Spojrzała na walkę skrzydlatego upiora, gdyż pierwszy raz wiedziała jak ktoś tak płynnie zabijał nieludzkie istoty, nie chciała, aby upiór do niej podszedł, było w nim coś mrocznego. Żyjąc w Królestwie Przedwiecznych, Mainea słyszała o istotach wygnanych przez bogów, a teraz uważała, iż on jej jednym z nich.
Koniec? Pomyślała, kiedy skrzydlaty prawdopodobnie na dobre rozprawił się z głównym złodziejem. Nadal trzymała miecz wbity w ciało żywego trupa i ziemię, próbując nie używać swojej prawdziwej siły, gdyż czuła się niepewnie, nadal pamiętała, co zrobiła ostatnio, kiedy tak się czuła. Utrzymanie się w takiej pozycji było dla niej dosyć trudne, lecz jak zobaczyła, że upiór idzie w jej kierunku szybko wyciągnęła płynnym ruchem klingę z ruszającego się ciała cofnęła się gwałtownie nadal trzymając miecz w rękach.
Dopiero po chwili zauważyła, że się do niej odezwał. Zwierzaku? Czy ona wygląda jak zwierzak?! No dobra, może trochę. Ale w sekundzie, której tknął jej czapkę z uszami, Kociaczek cofnęła się jeszcze bardziej z wielki przerażeniem w oczach. Po pierwsze bała się skrzydlatego jak wody, a po drugie nie znosiła dotyku. Kiedy dotknął jej ostrza i oparzył się, wiedziała, iż jest on istotą wygnaną przez bogów. Mainea nigdy takiej istot nie spotkała i nie chciała spotkać. Automatycznie cofnęła swoją broń bardziej do tyłu. W czasie, gdy on stał przy niej, ani razu nie spojrzał mu w oczy, przyglądała się raczej ziemi lub własnym troszeczkę drżącym dłonią, nie dziwiła się sobie, nie była mordercą, nie teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Sob Sie 21, 2010 10:35 pm

Przeciwnicy zabici przez Marou tak jak było także poprzednim razem zaczęły powoli wstawać. Ich ciała nadzwyczajnie szybko się regenerowały i nawet rany, które dla człowieka byłyby śmiertelne dla nich nie były nawet poważne. Ich ciała przepełnione były starożytną magią, która w pewien sposób dawała im nieśmiertelność. Lecz za jaką cenę stali się takimi jacy byli teraz? Czyżby zaprzedali swoją duszę diabłu? To jednak byłoby chyba zdecydowanie lepsze od ceny którą tak na prawdę za to zapłacili. Przeciwnik Mai z trudem zaczął wstawać z ziemi. Jego ciało w przeciwieństwie do swych kompanów nie goiło się już tak dobrze. Wszystkie zmiany przychodziły wolniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
Marou
Magik
Magik
avatar

Liczba postów : 53
Registration date : 09/08/2010
Zwierzęta : 100/100

Karta postaci
Srebrniki: 310

PisanieTemat: Re: Las   Sob Sie 21, 2010 11:32 pm

I stało się jak istota z góry zakładała. Przeciwnicy powstali jeden po drugim, aby już chwilę później zatapiać swe martwe spojrzenia w jasnowłosym mężczyźnie i jego "towarzyszce". Przeciwnik, którego zaatakował jako ostatniego różnił się znacząco od poprzedników. Bynajmniej nie wzrostem, wyglądem, czy sposobem walki, lecz.. czasem jaki poświęcał na regeneracje. Wówczas, gdy jego pobratymcy stali już wyprostowani, on dopiero z trudem pod dźwignął się do pozycji siedzącej.
Kolejne starcia z tymi pół żywymi trupami, nie miałyby większego sensu. Choć wprawny szermierz był zdolny do ograniczenia niepotrzebnych ruchów do całkowitego minimum przez co będąc w stanie wydłużyć czas walki notabene amator nie. Kolejnym ograniczeniem okazał się sam oręż, bowiem nie dopuszczał by dzierżyła go upadła, grzeszna istota. Nikłe poparzenie można jeszcze przeżyć, jednakże to którym uraczyła do klinga było dużo bardziej drażniące, niźli, o ironio, długa, krwawa pręga na plecach. Odwoławszy się do scenariusza drugiego wariantu, przeanalizował pokrótce jeszcze raz całą sytuację.
- Więc jednak się nie myliłem - rzekł z przekąsem - Zaatakuj dowódcę. Przebij jego serce, zetnij łeb.., tę kwestię pozostawię tobie, jednakże postaraj się również zerwać z szyi amulet. Pójdę przodem, torując ci drogę. Postaraj się by w końcowym etapie trzymać się blisko mnie, gdy zajmę go odparciem mojego ataku, ty uzyskasz idealną okazję. Wykorzystaj ją - i wraz z tymi słowami upadły natarł na przeciwników. Ithuriel ciął i szarpał ciało istot jakby czerpał z tego ogromną przyjemność jak i satysfakcję. Idealnie wyważona klinga bez najmniejszego oporu topiła się w ścierwach niczym w tafli wody, rozbryzgując na boki krwistą maź. Choć prosty profan z pewnością zaliczyłby tę sytuacje do nieludzkiej rzezi, wprawny szermierz z łatwością mógł dostrzec precyzję i płynność wyprowadzonych kontr, a także z góry zaplanowane kroki. Po ataku ostatniego słabego, choć cholernie wytrzymałego obwiesia po raz wtóry przypuścił szarżę na dowódcę. W umyśle krzątały się różne myśli, wszystkie krążące wokół słowa "niepowodzenie". Może i tym razem magia okaże nad nimi wyższość, niemniej jednak nie dowiedzą się póki nie sprawdzą, choć pozostały wariant wydawał się być racjonalnym, więc czemu miał ich zawieść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leitis
Podróżnik
Podróżnik
avatar

Liczba postów : 786
Registration date : 04/11/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Nie Sie 22, 2010 4:08 pm

Kociaczek nie będzie zabijała! Wie jak to się skończyło ostatni i to ją przerażało bardziej niż własna śmierć. Pochyliła głowę tak, że grzywka zasłaniała jej niebieskie oczy, przyglądała się broni, którą dostała od swojej Bogini. Miecz, który zabijał żywe trupy. Miecz, który pozwoliłby im wygrać. Lecz czy warto go użyć? A jak to wszystko się powtórzy? Marzenie, aby ktoś to wszytko za nią zrobił, znikło, kiedy mężczyzna nakazał jej zabić głównego dowódcę. Mainea prawie roześmiała się mu w twarz, przecież ona nie ma żadnych szans. Przecież jak ten stwór ją uderzy, nie będzie mogła nawet wstać, ma się poświecić? Przez myśl jej przeszło, że wszystko może się udać i wyjdzie z tego cało, ale po chwili zrozumiałam, że to nie możliwe. Znów chciała się zaśmiać, ale tego nie zrobiła.
Chwaliła dokładnie miecz, aby go nie puścić w czasie uderzenie i stanowczym krokiem ruszyła przed siebie. Była zdecydowana zabić dowódcę, chociaż próbowała się powstrzymać przed niepotrzebnym rozlewem krwi. Upadły zabijał wszystkich atakujących, którzy pojawiali się wręcz z nikąd. Kociaczek trzymała rękojeść tak mocno, że delikatnie zbielały jej palce, ale nie zwróciła na to uwagi, szła przed siebie wypatrując swoją ofiarę. W chwili, kiedy skrzydlaty upiór zaatakował dowódcę, Mainea cofnęła się do tyłu. Bezszelestnie stanęła za żywym trupem, chciała zawołać, żeby upadły się odsunął, ale nie było na to czasu, więc odsunęła trochę miecz do tyłu i z całej siły zanurzyła do w sercu dowódcy. Nie wiedziała czy upiór został ranny, w mgnieniu oka poprawiła chwyt na rękojeści i klingą rozcięła ciało martwego mężczyzny w stronę głowy, słyszała dźwięk łamanych kości, coś jej się z tym kojarzyło. Wyciągnęła ostrze szybko z ciała, krew chlusnęła jej w twarz, jej ciało nawet nie drgnęło. Kiedy trup osunął się na ziemię, Kociaczek zamachnęła się dobrze białą bronią i odcięła głowę stwora od ciała. Nie puszczając miecz, cofnęła się o krok i po prostu przewróciła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elys

avatar

Liczba postów : 1934
Age : 26
Registration date : 10/06/2008

Karta postaci
Srebrniki:

PisanieTemat: Re: Las   Nie Sie 22, 2010 7:33 pm

Białowłosa dziewczyna wstała, lecz nie wyglądała już tak samo jak przed chwilą. Z resztą nie była jakby sobą. Wyglądała jak zupełnie inna osoba. Wciąż była młoda lecz jej twarz była całkowicie inna. Ciemne włosy spływały po jej ramionach. Oczy tak ciemne jak czarne nocne niebo spoglądały na walkę. W końcu bez słowa skierowała się w przeciwną stronę. Na miejscu gdzie przed chwilą siedziała wyrosły kolczaste wijące się rośliny. Oplotły całe drzewo jakby chciały je udusić. Dziewczyna zniknęła.
Przywódca którego zabiła Mai już nie powstał. Jego ciało nie zdążyło się zrosnąć i po prostu obumarło. Lecz właśnie wtedy gdy dziewczynka odcinała mu głowę wisior zniknął z jego szyi. Tak jakby nigdy nie wisiał na szyi tego mężczyzny. Tuż po chwili ten sam wisior pojawił się na szyi jednego z atakujących Marou mężczyzn. Reszta przeciwników wciąż żyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://rasyfantasy.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Las   

Powrót do góry Go down
 
Las
Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Kraina Kayami :: Tereny Wolne od Władzy :: Dębowy Las-
Skocz do: